Paweł Podsiadło dla "Wyborczej": Dynamika Vive w ataku może być problemem dla PSG [WYWIAD]

- Paryż ma za dużo gwiazd, które myślą czasami, że mecz sam się wygra. I to może okazać się zgubne. Energia, determinacja i serce będą po stronie Kielc i wierzę, że to przechyli szalę na ich korzyść - mówi Paweł Podsiadło, wychowanek Vive od pięciu lat grający w lidze francuskiej.
* Rozmowa z Pawłem Podsiadło

Paweł Matys: Co francuskie media piszą o Final Four Ligi Mistrzów?

Paweł Podsiadło: Tamtejszej telewizji sportowej nie oglądam, bo nie wykupiłem abonamentu, ale gazety rozpisują się, że PSG dzięki swojemu wielkiego potencjałowi ma szansę jako jedyna francuska drużyna uratować honor tego kraju w europejskich pucharach. W pucharze EHF nie powiodło się bowiem Dunkierce oraz Nantes, którzy grali w Final Four. Liczono zwłaszcza na tych drugich, bo byli gospodarzem turnieju, a w finale zagrali z Goppingen, z którym wcześniej wygrali w fazie grupowej. Niestety dla Francuzów, Niemcy okazali się lepsi i wygrali pewnie [32:26 - przyp. red.].

Presja w Paryżu jest zatem bardzo duża? Zbudowali przecież klub za olbrzymie pieniądze.

- Oczywiście, że tak. Nie po to Katarczycy wyłożyli spore pieniądze, by zadowolić się tylko mistrzostwem Francji. Z roku na rok wzmacniają zespół, jest on coraz lepszy. Zatrudnili też świetny duet szkoleniowców: Zvonimir Serdarusić i Staffan Olsson, a oni już wiedzą, jak nad tą plejadą gwiazd zapanować.

Jak wiele zależy w PSG od Nikoli Karabaticia?

- Wielkiej filozofii w ich grze nie ma. To właśnie Nikola napędza atak pozycyjny i to od niego najwięcej zależy. Może nie jest tak wielką gwiazdą, jaką był w Barcelonie, bo tutaj jest jedną z wielu. Karabatić wykonuje największą robotę, to dzięki niemu sporo bramek może rzucać np Duńczyk Mikkel Hansen. Poza tym mają ciekawych, skutecznych skrzydłowych i do formy wrócił Igor Vori. Media mówią, że to jego pierwszy dobry sezon, odkąd gra we Francji. Bo w poprzednich nie łapał się czasem nawet do składu meczowego.

Wielu ekspertów przyznaje, że Paryż to jedna z najbardziej chimerycznych drużyn świata. Jak im się chce, potrafią grać genialnie, ale zdarzają się wpadki. Dlaczego?

- Do ich postawy w Lidze Mistrzów nie można mieć zastrzeżeń. Wygrali fazę grupową, doznając tylko dwóch porażek. W ćwierćfinale również nie mieli problemów. W lidze francuskiej golili wszystkich równo i pewnie zdobyli tytuł. I to mimo tego, że czasami grali na pół gwizdka. Jestem przekonany, że w Kolonii będą bardzo zmotywowani, by wygrać finał. Chociażby taki Mikkel Hansen, który jeszcze w swojej karierze nie podniósł pucharu za zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

Jak zatem wytłumaczyć ostatnią ich porażkę z Montpellier? Przycisnęli w przygotowaniach fizycznych kosztem przegrania w Pucharze, a wysokiej formy w Kolonii?

- Może to być ziarenko prawdy. Pamiętam, jak Serdarusić prowadził dwa lata temu francuski Pays d'Aix UC i po jednym z meczów kolega z tej drużyny mówił mi, że trener ma bardzo ciężkie treningi, dużo biegania i siłowni. Mogło tak być, że zawodnicy PSG bardzo mocno pracowali, by być w wysokiej formie na Final Four Ligi Mistrzów.

Z drugiej strony z tej porażki w pucharze nie wysuwałbym daleko idących wniosków. Owszem to duża niespodzianka i taka wpadka im nie przystoi, ale absolutnie nie można też powiedzieć, że stracili formę. Myślę, że Serdarusić odpowiednio zareaguje, nawet coś przebuduje, by tylko super wypaść w Kolonii. Możemy tam zobaczyć już inny, wielki Paryż.

Ma jednak swoje problemy. Na prawym rozegraniu kontuzję leczy Xavier Barrachet i Siergiej Onufriyenko jest osamotniony.

- Rosjanin nie jest jakimś wirtuozem w ataku pozycyjnym. Identycznie, jak Hansen, korzysta z tego, co zrobi Karabatić. Miał jednak w tym sezonie sporo fajnych meczów i nie można go lekceważyć, bo potrafi grać. Nie ma jednak zmiennika, dlatego często do obrony jest zmieniany. W ataku sporadycznie dawał mu odpocząć Daniel Narcisse.

Gdzie jeszcze widzisz słabości Francuzów?

- Według mnie ich problemem może być obrona. Grają aktywne 6-0, ale myślę, że sposób gry Kielc może im bardzo zaszkodzić. Vive gra w ataku pozycyjnym bardzo dynamicznie i to może być superrozwiązaniem. Przecież PSG na środku ma kilku zawodników po dwa metry wzrostu - np. Mollgard czy Vori i nie są tak szybcy.

Współpraca wielkich gwiazd - Karabaticia i Hansena pozostawia coś do życzenia?

- Absolutnie nie. Słyszałem w naszej szatni, jak Francuzi bardzo ją chwalili. Nikola i Mikkel super się dogadują, zresztą widać to na boisku. Karabatić nie jest wielkim sępem na bramki, Hansen rzucać lubi, więc fajnie się uzupełniają.

A jak ci się podoba Vive?

- Bardzo fajnie grają. Michał Jurecki jest w niesamowitej formie, rozgrywa chyba najlepszy sezon w swojej karierze. Jeśli utrzyma świetną dyspozycję w Final Four, to naprawdę czapki z głów przed nim. Boję się tylko, czy wszyscy wytrzymają trudy tego turnieju. Uros Zorman na środku rozegrania jest osamotniony, ta pechowa kontuzja Marina Sego.

W czym widzisz szansę Vive? Na papierze PSG jest faworytem, ale jakie atuty w półfinale mają Kielce?

- Olbrzymie zaangażowanie. Paryż ma trochę za dużo gwiazd, które myślą czasami, że mecz się sam wygra. I to może dla nich okazać się zgubne. Energia, determinacja i serce będą po stronie Kielc i wierzę, że to przechyli szalę na ich korzyść. Procentowo stawiam jednak 50 na 50.

W drugim półfinale stawiasz na...?

- Kiel niby miał problemy z kontuzjami, a znalazł się w Final Four. Personalnie lepszy jest Veszprem, który można by pod tym kątem zestawić z PSG i pewnie wyszłoby na remis. Na Węgrzech jest duża presja wyniku, by wreszcie wygrać Champions League. Minimalnie więcej szans daję właśnie Veszprem. Widzę ich finał z Vive.