System pracy Talanta Dujszebajewa ma odpalić w maju

- Trzeba zaufać trenerowi, zdać się na jego doświadczenie, on doskonale wie, co robi. Pokazał to w innych klubach, zawsze miał świetnie przygotowany zespół - mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan Vive Tauron, o wizji pracy Talanta Dujszebajewa w tym sezonie.
47-letni szkoleniowiec od początku przejęcia kieleckiej drużyny wprowadził swój nowatorski system przygotowań. Najpierw dał zawodników dłuższe wakacje. Miało to na celu, by w trakcie rozgrywek nie mieli dość patrzenia na piłkę ręczną. Kielczanie letnie przygotowania rozpoczęli nie tak jak zwykle, 15-20 lipca, ale dopiero 1 sierpnia. - Mieliśmy po 70 dniach wolnego nabrać głodu do piłki ręcznej, trenowania i to się w pełni udało - mówi Tomasz Rosiński, rozgrywający Vive Tauron.

Kielczanie pracowali w sierpniu i wrześniu bardzo ciężko. W momencie, kiedy pozostałe zespoły w Polsce czy te najlepsze w Europie łapały świeżość, rozegrały już mnóstwo sparingów, zawodnicy Vive Tauron ciężko harowali na siłowni, dużo biegali. W efekcie niektórzy eksperci czy kibice obawiali się, jak zespół po morderczych treningach będzie wyglądał w trakcie sezonu. - My nie mieliśmy żadnych obaw, że przygotowania są ryzykowne. Tak naprawdę to już pod koniec września większość z nas łapała świeżość i byliśmy pewni, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do sezonu. Nikt z nas nie miał prawa narzekać - dodaje "Rosa".

Potem z każdym kolejnym treningiem Dujszebajew zaskakiwał swoich podopiecznych. - Ma on bardzo nietypowy plan treningowy, rzadko spotykany u innych trenerów. Inaczej pracuje się z nim np. na siłowni w porównaniu z tym, co dotychczas rozbiliśmy. Poznaliśmy zupełnie nowe ćwiczenia, często dosyć intensywne - przyznaje Grzegorz Tkaczyk. - Nie spotkałem trenera, który tak dużą uwagę zwraca na detale. Jak mamy na treningu 16-17 zawodników i można zagrać na dwa składy, to do znudzenia pracujemy nad atakiem pozycyjnym i obroną. Talant wprowadza zagrywki, które dla nas wszystkich są nowością. Często zaskakuje - zauważa "Rosa". - Każdy z nas robił pewne rzeczy na boisku automatycznie, a nagle musieliśmy to zmienić, przestawić się. Mi to bardzo odpowiada, bo mogę na stare lata nauczyć się czegoś nowego (śmiech ) - dodaje "Młody".

Jak będzie wyglądał zespół w kluczowych meczach w maju? - Fizycznie możemy tylko lepiej. Nie mamy jeszcze optymalnej formy, ma ona przyjść na najważniejsze mecze w maju. To jest właśnie cała ta sztuka. Oczywiście wszyscy oczekują od nas, że w każdym meczu będziemy grać pięknie i wygrywać 10 golami. Tak się jednak nie da, bo nikt z nas nie jest maszyną. Po mistrzostwach przyszedł czas na lekki dołek, ciężko pracowaliśmy jednak po to, by w maju forma zwyżkowała. Final Four nie mogę zapewnić, ale na razie wygląda wszystko dobrze - zaznacza Tkaczyk.

Kielczanie potrafią pracować ciężko na siłowni nawet przed meczami ligowymi. - A dlaczego nie? Np. przed pojedynkiem z Gdańskiem mocno ćwiczyliśmy, bo przy całym szacunku dla Wybrzeża, nie będziemy się do niego przygotowywać. Było ryzyko, że tam wygralibyśmy tylko 3-4 golami, ale pod koniec tygodnia zmęczenie puści i będziemy gotowi na rewanż z Montpellier. Na przykładzie tego sezonu kilka razy przekonaliśmy się, że taki system przynosi efekty - mówi Tkaczyk.

On sam wiele razy w swojej karierze miał problemy z kolanem, czy to grając w Bundeslidze, czy w Polsce. - Teraz fizycznie czuje się bardzo dobrze, nic mnie nie boli, nie odzywa się nawet kolano, z którym zawsze był kłopot. A to świadczy, że jestem dobrze przygotowany - zaznacza 34-letni rozgrywający.