Sport.pl

Artur Siódmiak: Nie zganiajmy całej winy na sędziów

- Widziałem kilka kontrowersyjnych decyzji sędziowskich, z które były ewidentnie na korzyść gospodarzy. Sędziowie dali Katarczykom kilka przychylnych gwizdków, ale to było wiadome przed meczem. - mówi Artur Siódmiak, były reprezentant Polski po meczu Polska - Katar.
Biało-czerwoni w półfinale mistrzostw świata przegrali 29:31 (13:16). W niedzielę zagrają o trzecie miejsce z Hiszpanią lub Francją.

Rozmowa z Arturem Siódmiakiem

Paweł Matys: Eksperci mówili, że jeśli przegramy to tylko dlatego, że pomogą sędziowie. Tak było?

Artur Siódmiak: Po części tak. Widziałem kilka kontrowersyjnych decyzji sędziowskich, z które były ewidentnie na korzyść gospodarzy. Sędziowie dali Katarczykom kilka przychylnych gwizdków, ale to było wiadome przed meczem. Robili to dość dyskretnie, ale cóż, nie od dziś wiadomo, że gospodarzom zazwyczaj pomagają ściany.

To czemu przegraliśmy?

- Zagraliśmy dużo słabiej w obronie niż w meczu ze Szwecją i Chorwacją. Dobrze rozpoczęliśmy, pierwsze dwadzieścia minut napawało mnie optymizmem. Wtedy dobrze graliśmy w ataku pozycyjnym, przede wszystkim skutecznie, kontrolowaliśmy przebieg meczu. Niestety w końcówce tej połowy coś się stało niedobrego. Katar zmienił bramkarza [Daniel Sarić wszedł za Gorana Stojanovicia - red.], podwyższył obronę, a my zaczęliśmy grać dość indywidualnie, rzucaliśmy na kontakcie i większość akcji przez środek obrony rywali. W drugiej połowie brakowało mi zaciętości i walki, takiej sportowej pian,y jaką prezentowaliśmy wcześniej. Jestem zawiedziony jako sportowiec i kibic, bo mecz mogliśmy wygrać. Katar to drużyna ciekawa, dobrze ułożona taktycznie przez Valero Rivierę, ale jak najbardziej do ogrania. 

Nie za dużo mieliśmy kar dwuminutowych w pierwszej połowie? A rywale pierwszą dopiero w 42. minucie.

- Oczywiście, że Katarczycy powinni dostać już wcześniej przynajmniej jedną karę. Cóż, jeśli mundial nie byłby u nich, to pewnie by tego meczu z nami nie wygrali. Nie zganiajmy jednak całej winy na sędziów. 

Zawiodła polska obrona.

- I to jest dziwne, bo właśnie ona była naszą największą siłą w poprzednich spotkaniach. W ostatnich dziesięciu minutach rywale zbyt łatwo dochodzili do czystych pozycji rzutowych. Przecież odbijali się od naszej defensywy Chorwaci, Szwedzi, a tu nagle w przewadze tracimy trzy bramki . W obronie zrobiliśmy za dużo błędów przekazania, komunikacji. Przegrywaliśmy pojedynki jeden na jeden.

Sławek Szmal i Piotrek Wyszomirski nie byli w dobrej dyspozycji, czy to wina defensywy?

- Sławek grał fantastycznie z Chorwacją i na pewno formy nagle by nie stracił. Wpuścili parę farfocli, ale to bardziej przez brak szczęścia, bo piłka wpadła do siatki po ich rękach, czy nodze. Jeśli słabiej prezentuje się obrona to i bramkarzom ciężej się broni ,tak to już jest w piłce ręcznej .

W ataku nie do zatrzymania był Michał Jurecki.

- Dzidziuś zagrał bardzo dobry mecz, był motorem napędowym drużyny. Ma on fantastyczne mistrzostwa, dzięki niemu zdobywaliśmy większość bramek. Zabrakło mu jednak odpowiedniego wsparcia.

Można pochwalić zespół za charakter? Przegrywaliśmy już 16:21, a potrafiliśmy dojść na 2 gole.

- To, że walczymy do końca ,wszyscy wiemy, mimo wszystko brakowało mi jeszcze większej zaciętości. Nie było pozytywnego impulsu, który pociągnął by zespół do przodu. Takim impulsem mogła być sytuacja, w której Karol w pierwszej połowie dostał w głowę, ale niestety tak się nie stało. Brakowało nam zrywu, cały czas graliśmy w jednym tempie. Jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie i kondycyjnie do tego turnieju ale brakuje mi odpowiednich wariantów taktycznych w ataku pozycyjnym i kontrataku.

Nie za późno wszedł na prawe rozegranie Michał Szyba? Andrzej Rojewski nie wytrzymał ciśnienia spotkania.

- Wcześniej bym Michała wpuścił na parkiet.

Medal bardzo się oddalił.

- No tak, ale i tak chłopakom należą się ogromne brawa, bo półfinał mistrzostw świata to świetny wynik. O brązowy medal trzeba będzie się zmierzyć z Hiszpanią. To będzie dużo wyżej postawiona poprzeczka, niż Katar ale wierze, że wygramy.

Więcej o: