Sport.pl

Siódmiak przed mundialem: Będą się bić o medal. Jak za Wenty

- Ta drużyna ma możliwości, by walczyć z najlepszymi - mówi Artur Siódmiak. W czwartek start mundialu piłkarzy ręcznych w Katarze, w piątek mocne uderzenie - biało-czerwoni grają z Niemcami.
Paweł Matys, Piotr Rozpara: - Po katowickim turnieju Christmas Cup powiedział pan, że Polaków w Katarze stać na medal.

- Artur Siódmiak, były kołowy reprezentacji Polski: Podtrzymuję to, choć już spotkałem się z komentarzami, że pompuję balon. A ja po prostu analizowałem sytuację w drużynie, jej grę w okresie przygotowawczym, a przede wszystkim skład. Mamy bardzo dobrą ekipę, dotarła się, tworzy fajny kolektyw. Ci mniej doświadczeni zawodnicy mają już przynajmniej po jednej ważnej imprezie za sobą.

Jest dobry team spirit, to może być klucz do sukcesu. Jeśli ominą nas kontuzje i zagramy w najmocniejszym składzie, to możemy stanąć na podium. Stać nas na powtórzenie sukcesu z mistrzostw świata w 2007 roku w Niemczech [srebrny medal] i dwa lata później w Chorwacji [brąz]. Oczywiście, taki turniej różnie się układa. Wiele zależy od tego, na kogo trafimy w kolejnych rundach. Potencjał sportowy mamy na pewno na pierwszą ósemkę.

Niektórzy powiedzą w takim razie, że brak medalu będzie porażką.

- Patrzę naprawdę realistycznie. Mamy znakomitą drugą linię, superkołowych, Sławka Szmala w bramce. Problemy są na skrzydłach, ale i ci zawodnicy gwarantują niezły poziom.

Tak było ostatnio z drużyną kobiecą. Po sensacyjnym czwartym miejscu na mistrzostwach świata w 2013 roku chyba za mało mówiło się w kraju, że to był niespodziewany sukces. I 11. miejsce na niedawnych ME uznano za porażkę.

- Nie porównywałbym tych dwóch drużyn. Na ostatni słabszy wynik dziewczyn miało wpływ kilka czynników. Bratowa [Karolina Siódmiak - red.] przyznała mi również, że w jej mniemaniu nie czuły się odpowiednio przygotowane, brakowało mocy. Trafiły na bardzo trudne rywalki w grupie. Niestety, grały również zrywami, potrafiły, po świetnej drugiej połowie, ograć Rosjanki, a następnego dnia zagrać słabiutki mecz. Czwarte miejsce Polek na mistrzostwach świata w 2013 roku to na pewno było duże zaskoczenie i ogromny sukces. A ewentualnego medalu chłopaków nie uznam teraz za niespodziankę, bo ten zespół ma większą szansę, by się bić z najlepszymi na świecie.

Brak Bartłomieja Jaszki to duże osłabienie. Kto powinien stanąć na środku rozegrania?

- Ten brak być może będzie widoczny. Jaszka jest szybki, zwinny. Szkoda też, że nie ma Tomka Rosińskiego, ale o nieobecnych nie mówmy. Mamy na środku Mariusza Jurkiewicza, który z pewnością będzie motorem napędowym drużyny. Może go z powodzeniem zastąpić Michał Jurecki, nominalny lewy rozgrywający. Dzięki niemu mamy większe możliwości rzutowe z tej pozycji.

Jako trzeci rozgrywający jest Piotrek Masłowski. Nie prezentuje poziomu Bartka Jaszki, nie był na żadnej wielkiej imprezie. Pamiętajmy, że na środku może też wystąpić Krzysiek Lijewski, który to udanie robił nawet w Bundeslidze. Myślę jednak, że Michał Jurecki z Jurkiewiczem sobie poradzą.

Michał Jurecki najwięcej daje drużynie na lewym rozegraniu.

- Na pewno jest tam bardziej efektywny. Z drugiej strony, większość naszych zagrywek opiera się na tym, że rozgrywający zamieniają się pozycjami, więc Michał często kończy akcję ze środka czy nawet z prawej strony. Spójrzmy na Francuzów - Nikola Karabatić czy Daniel Narcisse z powodzeniem mogą grać na środku czy lewym rozegraniu.

Namówienie do gry w kadrze prawego rozgrywającego Andrzeja Rojewskiego to świetne zagranie trenera Michaela Bieglera.

- Bardzo się cieszę z tego, że Andrzej jest w tym zespole. Znam go dobrze, to pozytywna postać, ma fajny charakter. Zadomowił się już w drużynie na dobre, choć początków nie miał łatwych. Po pięciu dniach spędzonych na towarzyskich meczach w Tunezji i kilku na zgrupowaniu musiał wystąpić w turnieju Christmas Cup. W debiucie był lekko stremowany, przyznał, że jeszcze nie wiedział, co gra zespół, i musiał trochę improwizować. Andrzej jednak coraz lepiej rozumie grę drużyny, a tyle sezonów spędzonych w Bundeslidze sprawia, że mamy super obsadzone prawe rozegranie. Rojewski jest innym zawodnikiem niż Krzysiek Lijewski, nie ma tak dobrego rzutu, ale świetnie współpracuje z kołowym, prawym skrzydłem, potrafi związać obrońcę i dobrze czuje timing gry.

Największy problem mamy ze skrzydłami. Nie wiadomo, czego się można spodziewać.

- W Spodku na turnieju Christmas Cup wyglądało to tak, jakby Adam Wiśniewski był trochę bez formy, ale o niego jestem spokojny. Doświadczenie tego zawodnika po prostu wygra, nie zejdzie poniżej dobrego poziomu. Myślałem, że trener postawi na Wojciecha Gumińskiego, który wypadł lepiej od Przemysława Krajewskiego. A wybór prawoskrzydłowych, a zwłaszcza pominięcie Patryka Kuchczyńskiego, to dla mnie spore zaskoczenie. Nie wiem, czym się kierował szkoleniowiec, ale powinniśmy to uszanować, bo to on odpowiada za wynik drużyny.

Robert Orzechowski ma potencjał, ale mam wrażenie, że on wciąż szuka dla siebie optymalnej pozycji, na prawym rozegraniu bądź prawym skrzydle. Z całą sympatią dla niego, ale borykał się dość długo z kontuzjami, przez co ostatnio nie prezentował w lidze dobrej formy. Michał Daszek jest młody, skutecznie rzucał karne, ale brakuje mu jeszcze niezbędnego doświadczenia.

Tym bardziej szkoda decyzji Mateusza Jachlewskiego, który zrezygnował z gry w kadrze.

- Tłumaczył się względami zdrowotnymi i ma do tego prawo. Powiem tak - ja na kadrę pojechałbym nawet ze złamaną nogą. Tak podchodziłem do spotkań z orzełkiem na piersi.

Kto w naszym zespole może być takim odkryciem jak Jakub Łucak na ubiegłorocznym Euro w Danii?

- Piotrek Masłowski? Nie, to chyba nie ten poziom. Może Daszek? Najbardziej liczę na Piotrka Chrapkowskiego, który się do tej kadry świetnie wprowadził. Możemy mieć z niego dużo pociechy, może on tak odpali w Katarze.

Którego z polskich zawodników, którzy mogliby jeszcze pomóc, najbardziej w tym zespole brakuje?

- Zdecydowanie Patryka Kuchczyńskiego.

Dlaczego?

- To proste: liczyłem, że dzięki swojemu doświadczeniu i umiejętnościom zapewni nam odpowiedni poziom gry na prawym skrzydle. Z Daszkiem dotychczas bardzo dobrze się uzupełniali. Jeszcze raz powtórzę - nie rozumiem jego braku w składzie na Katar.

Jak można porównać obecną polską drużynę do tej z początku 2007 roku, gdy z panem w składzie sensacyjnie zdobywała wicemistrzostwo świata?

- Są pewne analogie. Liderami zespołu są ci sami co wtedy: bracia Jureccy, Szmal, Jurkiewicz, Krzysztof Lijewski. Trzon pozostał. Mamy sporo rutyniarzy zmieszanych z zawodnikami nieco młodszymi, ale takimi, którzy trochę już w tej kadrze w ostatnich latach grali. Dlatego stanowi to - jak w tamtej kadrze Bogdana Wenty - prawdziwy kolektyw. Nie zdziwię się, jeśli Polacy odpalą tak jak w Niemczech.

Jaka jest teraz wartość tego zespołu? Czy możemy spokojnie myśleć o walce z Hiszpanią, Danią, Chorwacją czy Francją?

- Na pewno wszystkie te drużyny są lepsze kadrowo, ale nie uważam, że dużo nas od nich dzieli.

Te wszystkie roszady trener Biegler robi pewnie przede wszystkim z myślą o mistrzostwach Europy, które za rok odbędą się w Polsce. Od dawna powtarza, że to cel numer jeden.

- Na pewno trochę tak, choć budowę kadry na Euro 2016 rozpoczął już jakiś czas temu, odmładzając ją. Nie możemy też zapominać, że mundial w Katarze to także walka o udział w przyszłorocznych igrzyskach w Rio de Janeiro. Mistrz świata zapewni sobie olimpijski start, zespoły z miejsc od drugiego do siódmego - udział w turniejach kwalifikacyjnych. Jest się o co bić.

Czy to może być mundial niespodzianek? Bukmacherzy wśród faworytów do medalu wymieniają gospodarzy. Jeszcze niedawno ich kurs stał wyżej niż Polaków...

- Naprawdę? To chyba niemożliwe. Według mnie nie będzie wielkich niespodzianek. Największą było dla mnie odpadnięcie w kwalifikacjach do mistrzostw reprezentacji Węgier. Mundial w Katarze będzie bardzo wyrównany, ale ta czołówka na wysokich miejscach raczej się nie zmieni. Z drugiej strony, nie wydaje mi się, że Francja, Hiszpania, Chorwacja czy Dania wygrają spokojnie wszystkie mecze.

Co pan sądzi o zmianach obywatelstwa na mistrzostwa, jak w przypadku kilku graczy reprezentacji Kataru?

- To oczywiście jest podyktowane względami finansowymi, starsi zawodnicy chcą zarobić na emeryturkę. Natomiast ci młodsi - spełnić swoje marzenie i zagrać na wielkim turnieju, a w swoich kadrach mają za dużą konkurencję. Zmiana obywatelstwa jest oczywiście indywidualną decyzją zawodnika, ja osobiście nie zagrałbym dla żadnej innej kadry narodowej.

Pierwszy mecz gramy z Niemcami, którzy na mundial dostali się "kuchennymi drzwiami". Jak pan ocenia decyzje światowej federacji, która w dyskusyjny sposób odebrała miejsce Australii, dając Niemcom dziką kartę?

- Można powiedzieć, że każdy kij ma dwa końce. To niedobrze, że Niemcy w taki sposób dostali się na mistrzostwa świata, to niezrozumiała forma i tak nie powinno być. Z drugiej strony, patrząc na Bundesligę, jej siłę, popularność, dobrze, że są na tym turnieju. Poziom sportowy wzrośnie, emocje w meczach tej drużyny też są gwarantowane.

W ten sposób nasza grupa stała się chyba najmocniejszą w całym mundialu.

- Dokładnie tak, z Australią byłby lajtowy mecz, wysoko wygrany, a tak trzeba się mocniej skoncentrować, bo z Niemcami będzie ciężko.

Ten zespół ostatnio nam "leży". Gdyby nie decyzja IHF, właśnie przez biało-czerwonych nie zagraliby w Katarze.

- Jestem przekonany, że ich pokonamy, bo mamy lepszy skład niemal na każdej pozycji. No, może poza skrzydłowymi, bo Uwe Gensheimer i Patrick Groetzki to świetni zawodnicy. Mamy też nad nimi przewagę psychologiczną, zwłaszcza po wygraniu w Magdeburgu rewanżowego meczu w play-off do MŚ. Zawsze z Niemcami mamy jakieś zatargi, ale potrafimy i lubimy z nimi grać. Myślę, że takie pokonanie ich w meczu otwarcia jeszcze bardziej pozytywnie nakręci Polaków. Dobre otwarcie MŚ będzie kluczowe.

Więcej o: