Sport.pl

Karol Bielecki o 2014 roku: Dzięki Talantowi odżyłem

- To był zwariowany rok, wiele się w nim wydarzyło, zmieniło, ale mogę go dobrze wspominać - mówi Karol Bielecki, który wrócił do grona najlepszych zawodników świata.
Jeszcze pod koniec ubiegłego roku Bielecki był w zupełnie innym położeniu niż dziś. Po stracie oka nie mógł się odnaleźć i wrócić do gry na najwyższym poziomie. - Ja nie mam 15 lat, by się dochodzić z trenerem Bogdanem Wentą o to, czy wychodzę na parkiet czy nie - mówił "Wyborczej" po tym, jak w wygranym meczu z Dunkierką 33:23 nie wyszedł na parkiet choćby na minutę. Wydawało się, że jego powrót do Kielc szybko może dobiec końca, bo "Kola" grał mało i był rozczarowany pozycją w zespole. Pojawiały się wśród kibiców mało przyjemne opinie, że jest w klubie tylko za wcześniejsze zasługi...

Jego sytuacja zaczęła się zmieniać od momentu zatrudnienia nowego trenera - Talanta Dujszebajewa. Hiszpan pochodzenia kirgiskiego od razu dał szansę Bieleckiemu i otwarcie powtarzał niedowiarkom, że Karol to wciąż jeden z najlepszych lewych rozgrywających świata. Wychowanek Wisły Sandomierz szybko odpłacił mu się znakomitą grą. Już w pierwszym meczu Ligi Mistrzów pod wodzą Dujszebajewa na wyjeździe z FC Porto był najskuteczniejszy w drużynie. Zdobył aż osiem bramek (a co ciekawe. w poprzednich siedmiu zaledwie... jedną!). Był też bohaterem turnieju finałowego Pucharu Polski - w dwóch spotkaniach zdobył 18 goli. W finale z Orlen Wisłą Płock to jego bramki zadecydowały o końcowym triumfie mistrzów Polski. Imponował niesamowitymi rzutami z 12 metrów, czyli tym, czym tak zachwycał w poprzednich latach. Już wtedy wiadomo było, że wraca na właściwe tory...

- Dzięki Talantowi odżyłem. Ma fajne podejście do zawodników, pozwala uwierzyć w swoje możliwości, powtarza, że jesteśmy najlepsi. To fachowiec klasy światowej i współpraca z nim układa się znakomicie - chwali Dujszebajewa.

Czy to najlepszy trener, jaki go kiedykolwiek prowadził? - Na pewno jeden z najlepszych. Oprócz niego wiele zawdzięczam Alfredowi Gislasonowi i Oli Lindgrenowi, z którymi pracowałem w moich poprzednich klubach w Niemczech [z Gislasonem w Magdeburgu, a z Lindgrenem w Rhein-Neckar Löwen - przyp. red.] - dodaje kielecki bombardier. Właśnie w Magdeburgu Bielecki w czerwcu zwolnił trenera Niemców Martina Heubergera. Polacy w walce o awans na mistrzostwa świata w Katarze po kapitalnym dwumeczu wyeliminowali swoich zachodnich sąsiadów. Pierwszy pojedynek w Ergo Arenie zespół Bieglera wygrał tylko 25:24, ale w rewanżu znów był lepszy (29:28). MVP meczu był właśnie "Kola", który zdobył siedem bramek, w tym te najważniejsze w kluczowych fragmentach w końcówce. - Moja drużyna zagrała brawurowo. Polacy mieli jednak Bieleckiego, który pokazał się z fenomenalnej strony. Dzisiaj strzelał bramki z niczego i był bohaterem Polaków - mówił Hauberger, któremu kilka dni później niemiecki związek piłki ręcznej podziękował za pracę. - To była dla mnie wyjątkowa chwila, bo Magdeburg to supermiasto, spędziłem tam parę dobrych lat. Jak widać, znam tę halę dobrze i potrafię w niej grać - dodaje z uśmiechem Bielecki.

Swoją znakomitą dyspozycję utrzymał w drugiej połowie roku. Co chwilę w Hali Legionów kibice skandowali jego imię i nazwisko. - Fani wiele razy pokazywali, że są z nami. Bardzo dziękuje im przede wszystkim za to, że byli ze mną w tych najtrudniejszych momentach: jak straciłem oko czy jak tylko siedziałem na ławce - przyznaje 33-letni zawodnik.

Nie ukrywa, że jemu wiary też nie zabrakło. - Wiedziałem, że życie jest przewrotne i wszystko jest w nim możliwe. Jak się okazało, nawet gra bez oka. Potem ta choroba Tomka Strząbały i jego walka pokazała nam wszystkim, że nie można zamykać się w sobie i kończyć ze sportem. Trzeba walczyć.

W lipcu Bielecki wykonał pierwszy krok do tego, co będzie robił w przyszłości. W centrum Kielc otworzył restaurację. - Jasne, że konkurencja jest spora w tej branży, ale nieźle sobie radzimy. Chcemy dać restauracji fajny poziom, by ludzie z przyjemnością pili tutaj kawę i jedli dobre ciasto. Nie brakuje znanych gości - Pawła Golańskiego czy kolegów z Vive - opowiada. O końcu kariery nie myśli. - Dopóki zdrowie pozwala, chcę grać. Przecież mamy ambitny cel w Lidze Mistrzów. Może uda się ją wygrać już w tym sezonie. Super by było - przyznaje.

Więcej o: