Sport.pl

Mariusz Jurkiewicz: - Liczę, że niedługo powalczymy z Kielcami

Po klasyku Kielce - Płock. - Vive to teraz ścisła europejska czołówka. Ich gra może się bardzo podobać. Musimy się z tym pogodzić, że dopiero gonimy naszego odwiecznego rywala - mówi Mariusz Jurkiewicz, rozgrywający reprezentacji Polski i Orlen Wisły Płock. W środę jego zespół przegrał z Vive po raz czwarty w tym sezonie - tym razem w Hali Legionów 26:34. W Kielcach płocczanie nie wygrali już od ponad 1000 dni.
Rozmowa z Mariuszem Jurkiewiczem, rozgrywającym Orlen Wisły Płock oraz reprezentacji Polski

Paweł Matys: Dlaczego znów Wam się nie udało nawiązać walki w Kielcach?

Mariusz Jurkiewicz: - Nie ma się co oszukiwać, byliśmy słabsi dosłownie w każdym elemencie piłki ręcznej. W jednych może trochę słabsi od Kielc, a w innych zdecydowanie gorsi. To złożyło się na to, że nie byliśmy w stanie podjąć równorzędnej walki. Takiej, by końcowy wynik rozstrzygał się dopiero w ostatnich minutach meczu.

Pojedynki Kielce - Płock stają się powoli jednostronne. Co gorsza dla widowiska i emocji, wydaje się, że nie ma żadnych przesłanek, by tę przewagę szybko zniwelować.

- Cóż mam powiedzieć... Wiemy doskonale, co robimy źle. Graliśmy zdecydowanie zbyt pasywnie w obronie. Przez to nie mogliśmy wyprowadzić więcej kontrataków. W ataku pozycyjnym wypracowywaliśmy sobie pozycje rzutowe, ale, niestety, byliśmy bardzo nieskuteczni, a kilka razy bardzo dobrze bronił Sławek Szmal.

Mogę natomiast zapewnić, że będziemy chcieli zrobić wszystko na treningach, mocno pracować, by tę sporą przewagę Vive starać się powoli zniwelować.

Wasz trener Manolo Cadenas na pomeczowej konferencji prasowej powiedział jasno: "Chcielibyśmy grać tak, jak Kielce." Mocne słowa.

- Trudno się z nimi nie zgodzić. Trener wie, co mówi, bo przecież Vive Targi Kielce to w tym momencie zdecydowanie ścisła europejska czołówka. Potrafią jechać do najlepszych drużyn świata i z nimi wygrywać. Ich gra może się bardzo podobać. Musimy się z tym pogodzić, że dopiero dążymy, gonimy naszego odwiecznego rywala na polskim podwórku.

Personalnie też brakuje wam wiele do mistrzów Polski.

- Zdecydowanie tak. Wystarczy porównać skład, jaki ma Vive Targi Kielce, a jaki my. Kielczanie mają dwie równorzędne siódemki i obojętne jest, która z nich wychodzi na parkiet, to i tak jest w stanie wygrywać z najlepszymi. My na taki komfort niestety nie możemy sobie pozwolić. Nie mamy aż tak wielu klasowych zawodników.

Ilu zawodników z tej najwyższej półki brakuje wam, by móc znów dorównać Vive?

- Trudno powiedzieć, i tak naprawdę nie ma dobrej odpowiedzi na takie pytanie. Nie ma bowiem większego znaczenia, czy nagle wzmocniłoby nas jeden, dwóch, pięciu czy nawet siedemnastu czołowych zawodników świata. Nie ma możliwości zbudowania zespołu w przeciągu jednego okienka transferowego. Jeśli ktoś myśli, że tak można, to jest w błędzie.

Vive Targi Kielce konsekwentnie buduje potęgę już od kilku lat. Mieli cel - awans do Final Four Ligi Mistrzów i robili wszystko, by się w nim znaleźć. I to się udało. Zobaczmy też, jak dużo pieniędzy włożone zostało już w kielecki klub. Wielu prezesów świata te kwoty mogą powalić na kolana. Dorównanie do tych najlepszych to nie tylko sprawa jednego sezonu, to efekt wielu lat ciężkiej pracy na treningach, wylanych litrów potu, a nawet poniesionych bolesnych porażek.

Czy w te niespełna dwa miesiące da się wymyślić coś, by wielce prawdopodobny finał play-off Vive Targi Kielce - Orlen Wisła Płock nie tyle nie zakończył się w trzech meczach, co chociaż był w miarę wyrównany?

- Nie mówmy już o finale, bo sporo rzeczy mamy do zrobienia wcześniej. Najpierw musimy się skupić na dwumeczu w Lidze Mistrzów z węgierskim MKB Veszprem, a potem na Final Four Pucharu Polski. Nie możemy już zakładać i myśleć, jak grać w finale z Vive, bo można przez to wyrządzić sobie tylko krzywdę.

Mam nadzieję, że już w Pucharze Polski coś się wydarzy i z Kielcami mecz będzie wyrównany. Proszę pamiętać, że takie pojedyncze spotkania w takich turniejach rządzą się też swoimi prawami. Czasem decyduje dyspozycja dnia. Oczywiście my musielibyśmy mieć swój dzień, każdy z nas musiałby zagrać na miarę swoich możliwości i wtedy jest szansa nawiązać walkę z drużyną Talanta Dujszebajewa. Jeśli zagramy bowiem tak, jak w ostatnich meczach w Kielcach - czy to w Lidze Mistrzów, czy PGNiG Superlidze, czy generalnie tak jak na przełomie lutego i marca na krajowym podwórku [Orlen Wisła Płock sensacyjnie przegrała w lidze z Azotami Puławy oraz w Pucharze Polski z MMTS-em Kwidzyn - red.], to nie mamy czego szukać w żadnych rozgrywkach.

Marcin Wichary mówi, że musicie znaleźć jakiś zapłon. Tylko gdzie go szukać?

- Sam tego nie wiem. Niestety, to nie jest tak, że wciśnie się guzik i wszystko odpali. Trener Manolo Cadenas mówił nam ostatnio, że ciężko pracujemy nad siłą, wytrzymałością i może nam brakować świeżości. I rzeczywiście, też tak jest. Ta świeżość i najlepsza dyspozycja ma przyjść na najważniejsze mecze w sezonie. Musimy mocno zakasać rękawy, wziąć się mocno do roboty! Bo w końcówce sezonu nie będzie już żadnych wytłumaczeń w stylu zmęczenie czy kontuzje poszczególnych zawodników. To się nie będzie liczyć, lecz tylko to, co zrobimy na parkiecie.

Przegrywacie z Kielcami nie tylko na boisku, ale też na rynku transferowym. Marin Sego będzie od nowego sezonu zawodnikiem Vive Targi Kielce. To jakoś na was wpływa, zaburza pracę?

- Za klubowe transfery nie odpowiadam, to nie moja działka. Ale według mnie to wcale nie jest jakaś porażka. Marin wybrał taką drogę w swojej karierze i trzeba ją uszanować. Życzę mu wszystkiego najlepszego, bo jest świetnym zawodnikiem, a w dodatku jeszcze lepszym człowiekiem. Mam nadzieję, że wraz z rodziną będzie miał w Kielcach same radości.

Absolutnie też jego transfer do największego krajowego rywala nie wpływa na nasze relację. Każdy z nas wie, jak przebiega życie sportowca i nie ma żadnych animozji, czy innego traktowania Marina, niż było to wcześniej.

W Lidze Mistrzów przed wami arcytrudne zadanie - dwumecz z MKB Veszprem. Marzycie o awansie do najlepszej ósemki rozgrywek?

- Nie skupiamy się na jednym konkretnym celu. Obecnie najważniejszy cel to faktycznie właśnie dwumecz z Węgrami. Oczywiście MKB Veszprem jest wielkim faworytem i każdy inny wynik niż jego awans do kolejnej fazy byłby przyjęty przez ekspertów piłki ręcznej za sporą niespodziankę. I tutaj widzę naszą przewagę, że oni muszą, a my nie mamy nic do stracenia. W Płocku w pierwszym pojedynku chcemy zaprezentować się z dobrej strony. W ostatnich meczach zawiedliśmy kibiców i teraz trzeba spróbować się zrehabilitować.

Więcej o: