Sport.pl

Vive w głębokim kryzysie, ale to nie forma, lecz problem tkwi wewnątrz drużyny? [KOMENTARZ]

Pewnie niejednemu kibicowi Vive Targi Kielce trudno zrozumieć, co jego ulubieńcy zrobili w sobotę w Dunkierce, przegrywając z dotychczasowym outsiderem grupy 25:30.
Bo tak naprawdę na grę mistrzów Polski, zwłaszcza w ostatnich dwudziestu minutach, nie dało się patrzeć. To, co wtedy wyprawiali na boisku, trudno nawet skomentować, nie używając wulgarnych słów.

Nie dość, że stracili czterobramkową przewagę (19:15 w 37. minucie po trafieniu Julena Aginagalde), to jeszcze w trudnych momentach, kiedy to Francuzi w końcówce wyszli na prowadzenie, zupełnie zgłupieli, grali jak juniorzy, przypadkowy zespół, który spotkał się ze sobą pierwszy raz. Żenada i wstyd.

Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, dlaczego zespół Wenty tak się zachowuje.

Po wcześniejszych meczach, sądząc, że przegrana w Danii była wypadkiem przy pracy, a w rewanżu w Kielcach (po dobrej grze) efektem braku skuteczności, wzbraniałem się, żeby o tym pisać, tak teraz mogę oficjalnie ogłosić, że Vive Targi Kielce jest w poważnym kryzysie.

Piękno sportu często opisuje się faktem, że jest nieprzewidywalny. Ale naprawdę trudno zrozumieć, jak kielecki zespół w półtora miesiąca zmienił się praktycznie nie do poznania.

Mistrzowie Polski 19 października w wielkim stylu pokonali u siebie głównego faworyta rozgrywek - niemiecki THW Kiel, a tymczasem teraz przegrywają w kompromitującym stylu z Dunkierką, która wcześniej poniosła sześć porażek w Lidze Mistrzów i nie zdobyła nawet punktu.

Zupełnie nie przekonują mnie tłumaczenia, że zespołowi zaszkodziła przerwa reprezentacyjna.

To co, zawodnicy stracili formę, skuteczność, bo nie trenowali w kadrach, imprezowali, mieli wolne? Wrócili do Kielc i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nie potrafią skutecznie rzucać i grać zespołowo.

W dodatku to przecież nie są nowicjusze, tylko piłkarze ręczni, jedni z najlepszych na świecie na swoich pozycjach. Tylko że ostatnio bardziej niż klasowych graczy przypominają dzieci we mgle.

Brak skuteczności, spadek formy, niepotrzebna przerwa - tłumacząc przyczyny kolejnych porażek, o tych słowach można już zapomnieć, wyrzucić je do niszczarki.

Nie mam żadnych wątpliwości, że w zespole jest bardzo poważny problem, ale na razie wszyscy milczą, nikt nie chce mówić, co się dzieje.

Moim zdaniem przyczyna tkwi wewnątrz drużyny, komuś może być ze sobą nie po drodze. A hasło klubu "Gramy Razem" obowiązuje już tylko na papierze. Nie wiem jednak, czy to wina zawodników, trenera Bogdana Wenty czy prezesa Bertusa Servaasa.

Wiem natomiast, że jeśli ten ostatni szybko nie rozwiąże problemu, to ten sezon dla ubiegłorocznego uczestnika Final Four może skończyć się totalną klęską.

Nie zazdroszczę holenderskiemu sternikowi kieleckiego klubu. On jest człowiekiem cierpliwym, wiele zniesie, ale nie wierzę, by teraz obyło się bez poważnych decyzji.

Co teraz Servaas może zrobić?

Przed rewanżem z duńskim KIF Kolding odbył męską rozmowę z drużyną, ale to nie pomogło. Wcześniej przestrzegał, by zrozumieli, w jakim zespole grają. To też nic nie dało. Teraz potrzebne są mocniejsze kroki - od kar finansowych zaczynając, a nawet na pożegnaniu się z niektórymi zawodnikami kończąc...

Inne wyniki 7. kolejki Ligi Mistrzów:

FC Porto Vitalis - KIF Kolding 27:24 (15:11), THW Kiel - Orlen Wisła Płock 34:25 (16:11)

1. THW Kiel 712214:191
2. KIF Kolding 710173:165
3. Vive Targi Kielce78206:188
4. Orlen Wisła Płock76188:188
5. FC Porto Vitalis 74161:188
6. Dunkierka72163:185
Więcej o: