Sport.pl

Strząbała: Nie powinniśmy się rozstawać

- Taki zimny prysznic bardzo nam się przyda. W każdym sezonie dostajemy raz mocno po tyłku, a potem jest zdecydowanie lepiej. Schodzimy na ziemię, uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy najlepsi na świecie i każdego rywala trzeba szanować - mówi Tomasz Strząbała po porażce Vive Targi Kielce z KIF Kolding
Rozmowa z Tomaszem Strząbałą

Paweł Matys: Co się stało z Vive Targi Kielce w Danii?

Tomasz Strząbała: Podobnie jak nasze poprzednie ligowe - z MMTS-em Kwidzyn i w mniejszym stopniu z KPR-em Legionowo - lecz z Koldingiem pokazał, że tak naprawdę to nie powinniśmy rozstawać się na dłuższy okres czasu, wyjeżdżać na zgrupowanie kadry. Bardzo nie służy to naszej drużynie i to jest teraz, niestety, aż nadto widoczne. Kilku kadrowiczów grało z dobrym, a kilku ze słabszym skutkiem i trudno znaleźć nam wspólny rytm. Teraz nasze podstawowe zadanie to, by wszyscy w drużynie, zaczynając od pierwszego i drugiego trenera, a kończąc na wszystkich zawodnikach, zrozumieli, że najważniejszy w tym momencie jest tylko jeden zespół - Vive Targi Kielce.

Nie możemy się jednak tłumaczyć przerwą reprezentacyjną, bo większość klasowych zespołów w Europie ma ten sam problem.

- Zgadzam się z panem, ja tylko analizuje skąd przyszła nasza słabsza dyspozycja. Przegraliśmy z ekipą klasową, ale jak najbardziej w naszym zasięgu. Nie powinniśmy tego meczu przegrać, przy naszej normalnej dyspozycji to my cieszylibyśmy się z jakże ważnych dwóch punktów.

Wyglądało to jednak tak, jakbyście w ogóle nie analizowali na wideo gry Dunkierki. W obronie nie mieliście na rywali żadnego pomysłu.

- Zapewniam, że analiza była. Rywal naprawdę nie zaskoczył nas absolutnie niczym. Wiedzieliśmy doskonale, że mogą grać na dwa koła, bo tak samo rozgrywali w meczu z Orlen Wisłą Płock. Byliśmy na takie rozwiązanie przygotowani. Duńczycy nie wprowadzili do swojej gry nic nowego, nic co mogłoby nas rozbić. Cóż, Bo Spellerberg bardzo nas karcił, zdobył osiem bramek. Jeśli jednak się go odpowiednio nie przykryje, nie wyjdzie agresywnie, to on oprócz dobrego rzutu, fantastycznie potrafi grać z kołem.

Skoro byliśmy przygotowani na rywali, to czemu przegraliśmy?

- Bo nie zrealizowaliśmy założeń taktycznych. Największą siłą Duńczyków jest Kasper Hvidt i twarda obrona. Dzięki tej formacji czyhali na nasze błędy i praktycznie każdy wykorzystywali, zdobywając łatwe bramki z kontrataków. A my w ofensywie popełniliśmy zdecydowanie za dużo prostych błędów.

Było ich aż 18. Można by nimi obdzielić przynajmniej dwa mecze.

- Jeśli rzeczywiście taka liczba, to na tak wysokim poziomie, w tak elitarnych rozgrywkach jak Liga Mistrzów, to zdecydowanie za dużo. To tragedia. Do przerwy policzyłem 12 błędów, po zmianie stron już przestałem liczyć, bo bardziej chciałem pomóc zespołowi. W piłce ręcznej przyjęło się, że osiem błędów na mecz to dobry wynik, a my więcej mieliśmy już po trzydziestu minutach. Najbardziej boli jednak to, że kilka strat popełniliśmy bez nacisku rywala, np. złe podanie w kontrze w aut czy w ataku pozycyjnym zawodnik podaje sobie niedokładnie za swoimi plecami.

Najgorsze jest to, że po tym meczu z niczego nie można być zadowolonym.

- Tak, trudno znaleźć jakiś pozytyw, który pozwoliłby nam z optymizmem patrzeć w przyszłość przed kolejnymi ważnymi meczami w Lidze Mistrzów. Tak naprawdę, wszystko co graliśmy, czego byśmy nie próbowali, to nie przynosiło skutku. Kluczowym problemem było to, że graliśmy zbyt indywidualnie a tak nie da się wygrać. Powinniśmy dłużej rozgrywać swoje akcje, zwłaszcza przy agresywnej, często na pograniczu faulu i kontakcie, obronie rywala.

A rywale dokładnie na odwrót, grali długo, nawet jak nie wychodziła im akcja w pierwsze tempo, to się wycofywali i próbowali dalej. Duńczycy potrafili wydobyć z siebie wszystko, co najlepiej potrafią. Wykorzystali 90 procent swoich możliwości, a my może raptem 40.

Przed meczem w Danii zawodnicy i trener Bogdan Wenta zgodnie mówili, że to nie wina waszej formy, ale bardziej podejścia do meczów ligowych. Okazało się inaczej, bo forma jest słabiutka.

- Za wcześnie na takie opinie. To, jaką mamy formę, będziemy mogli powiedzieć, ale dopiero po rewanżu z KIF Kolding oraz wyjazdowym pojedynku z francuską Dunkierką. Nie da się w sporcie wszystkiego wygrywać. Taki zimny prysznic bardzo nam się przyda. Proszę zauważyć, że w każdym sezonie raz mocno dostajemy po tyłku, a potem jest zdecydowanie lepiej. Schodzimy wówczas na ziemię, uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy najlepsi na świecie i każdego rywala trzeba szanować.

Powiem szczerze - szkoda, że nie przegraliśmy w Kwidzynie [Vive Targi Kielce tuż przed meczem z Koldingiem wygrało z MMTS-em tylko 29:28 - przyp. red.], bo wtedy nasze oczy w Danii byłyby otwarte jeszcze szerzej. Porażkę ligową moglibyśmy potem oczywiście odrobić, zająć pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej, a w Lidze Mistrzów będzie trudniej.

Prezes Bertus Servaas powiedział wprost - przegraliśmy, bo zabrakło nam męskości w obronie. To dziwne, że tak się dzieje, bo przecież mamy niesamowicie twardych zawodników, którzy nieraz w swojej karierze potrafili się podnieść.

- Owszem, potrafili to robić, ale nie w Danii. Nie powiedziałbym jednak, że przegraliśmy tylko przez obronę. Trzeba pamiętać, że jednak kilka piłek potrafiliśmy wybronić, trzymaliśmy się do końcówki pierwszej połowy. Wtedy jednak popełniliśmy kilka dziwnych błędów, rywale kontrowali i wypracowali pięciobramkową przewagę. Po przerwie trudno się goni za takim rywalem. A nam brakowało konsekwencji, spokoju w ataku pozycyjnym. Próbowaliśmy za szybko odrobić straty, a to była woda na młyn gospodarzy.

Ważny moment meczu był przy stanie 20:16. Zmieniliśmy obronę na 5-1 z wysuniętym Mateuszem Jachlewskim, wybiliśmy rywala z rytmu, obroniliśmy kilka akcji, mieliśmy chyba pięć piłek w ataku pozycyjnym i nic nie odrobiliśmy. Zawiodła wtedy skuteczność.

Rzadko graliśmy z lewym skrzydłem. To Manuel Strlek przeszedł obok meczu czy zawinili rozgrywający?

- "Manu" nie dostał żadnej piłki w pierwszej połowie w ataku pozycyjnym. Dlaczego rozgrywający z nim nie grali, to już trzeba by ich zapytać. Mateusz Jachlewski w drugiej części zdobył dwie bramki, jedną z kontry i tylko jedną z zespołowej akcji. Niestety, rozgrywaliśmy za krótkie akcje, nie atakowaliśmy mocno środkiem i nie kończyliśmy ich na bocznych sektorach.

Uros Zorman chyba wciąż nie doszedł do siebie, jest cieniem samego siebie, podobnie Denis Buntić.

- Uros wciąż ma problem ze stopą, grał w Danii na środkach przeciwbólowych. Denis w obronie i ataku popełnił kilka błędów a jego największym problemem jest to, że zamiast indywidualnych akcji, powinien częściej podawać.

Tak naprawdę to trudno kogokolwiek nie ganić po tym meczu, no może Venio Loserta.

- Venio rzeczywiście zagrał na swoim normalnym poziomie, a do większości zawodników można mieć duże zastrzeżenia.

Niestety, daliśmy drugie życie Koldingowi w walce o pierwsze miejsce w grupie.

- Pytanie brzmi, czy THW Kiel straci jeszcze jakieś punkty. Według mnie nie, więc o pierwszym miejscu zadecyduje nasz mecz w Kolonii. A pokazaliśmy już, że potrafimy ich pokonać zarówno u siebie, jak i w ich hali. By o tym myśleć, musimy pokonać w rewanżu KIF Kolding.

Da się w tydzień odnaleźć wysoką formę?

- My musimy przede wszystkim zacząć realizować założenia taktyczne. Bo rywal po zwycięstwie u siebie przyjedzie do Kielc bardzo zbudowany i czeka nas trudny pojedynek. Jeśli zrealizujemy swój plan, podejdziemy profesjonalnie, to będziemy mieć przed swoimi kibicami duże szanse na zwycięstwo. Będziemy chcieli u siebie w domu postawić im tak mocne warunki, jak oni w Danii nam.

Więcej o: