Sport.pl

Lijek vs Lijek, czyli święta wojna. Nasi bliscy nie wiedzą komu kibicować

- Tata śmieje się, że przetnie koszulki na pół, zszyje i będzie czuł się bezpiecznie w Płocku i Kielcach - mówi Krzysztof Lijewski, rozgrywający Vive Targi Kielce, przed starciem z zespołem brata Marcina - Orlen Wisłą (sobota, godz. 17.30, Orlen Arena)
Bracia Lijewscy na polskich parkietach przeciwko sobie nie grali ani razu. Młodszy Krzysiek w polskiej ekstraklasie zadebiutował, mając 20 lat, w 2002 roku w barwach Śląska Wrocław. Już w pierwszym sezonie cieszył się z brązowego medalu mistrzostw Polski. Wtedy jego starszy brat (teraz ma 37 lat), po zdobyciu w Polsce aż trzech mistrzowskich tytułów, rozpoczynał już wielką karierę w niemieckim Flensburgu. Potem Krzysiek również wyjechał do Bundesligi, kilka razy mieli okazję grać przeciwko sobie, ale też razem w jednej drużynie - Hamburgu.

- Jak się gra przeciwko bratu? Ja koncentruję się przede wszystkim na tym, jak prezentuje się moja drużyna, i Marcin ma tak samo. Gorzej mają nasi bliscy, bo nie wiedzą, komu kibicować. Tata powiedział, że najlepiej byłoby, by mecz w Płocku skończył się remisem i byśmy obaj schodzili z parkietu zdrowi - mówi młodszy z braci Lijewskich.

Marcin w ostatnich tygodniach narzekał na zdrowie - z Piotrkowianinem nadciągnął mięsień dwugłowy i opuścił mecz Ligi Mistrzów z francuską Dunkierką. - Z tego, co słyszałem, to brat czuje się coraz lepiej i będzie grał w sobotę - zapewnia 30-letni rozgrywający Vive Targi Kielce.

Dla jego zespołu będzie to pierwsza próba prawdy w tym sezonie. Bo sprawdzianami formy nie były mecze Ligi Mistrzów z Dunkierką i FC Porto Vitalis, nie mówiąc już o pojedynkach ("sparingach") w PGNiG Superlidze. - Cieszymy się, że w tym roku święta wojna jest tak szybko. W ubiegłym musieliśmy długo czekać [aż do 8. kolejki - przyp. red.], a teraz będziemy mogli szybko zweryfikować, w jakim miejscu jesteśmy. Byłbym hipokrytą, mówiąc, że na pewno wygramy, i nie jestem spokojny o wynik. Oba mecze w Płocku będą bardzo ciężkie - przyznaje Krzysztof Lijewski.

Zwraca też uwagę, by kieleccy kibice nie sugerowali się wynikami starć odwiecznych rywali w ubiegłym sezonie. Ostatnie pięć spotkań kończyło się zwycięstwem Vive Targi Kielce. - Nie bierzmy nawet tego pod uwagę, nie można żyć tymi meczami. Trzeba je oddzielić grubą kreską i zacząć nowy rozdział w książce - dodaje "Lijek".

Ma rację, bo Orlen Wisła to w tym sezonie mocniejsza drużyna. Płoccy działacze zakontraktowali bardzo dobrego, hiszpańskiego trenera Manolo Cadenasa oraz dwóch świetnych rozgrywających: Marcina Lijewskiego i Mariusza Jurkiewicza. Hiszpan zmienił postawę zespołu zwłaszcza w obronie i widać tego efekty - płocczanie awansowali do Ligi Mistrzów i postawili się wielkiemu THW Kiel (przegrali tylko jedną bramką).

- Cadenas zwrócił szczególną uwagę na ten element, a chłopaki mocno wzięli sobie do serca jego słowa. Nie wygrywają pięknymi zagrywkami, ale właśnie agresywną defensywą. Nie będzie nam łatwo zdobywać bramki w ataku pozycyjnym. Musimy zatem mocno zamykać dostęp do naszej bramki i wyprowadzać kontry. Niezbędna jest skuteczność w stuprocentowych sytuacjach. Jeśli tego nie zrobimy, to będziemy wbijać sobie nóż w plecy, a napędzać płocczan - mówi Krzysztof Lijewski.

Jego słowa podziela Bogdan Wenta. - Jeśli pojedziemy tylko rozegrać mecz, to możemy mieć sporo przejść. Płockie transfery robią wrażenie, obraz ekipy i ostatnie wyniki dają nam dużą formę mobilizacji - zapewnia kielecki szkoleniowiec.

Więcej o: