Bogdan Wenta przed inauguracją Ligą Mistrzów: - Mamy dużo motywacji

- Nie traktuje się nas już jak ciekawostki z jakiejś egzotycznej ligi. Nie możemy jednak tylko wspominać Final Four. Staram się o tym zapomnieć, żeby szukać jeszcze większej motywacji. I to musi być nasz punkt wyjścia: zachować pełną koncentrację - mówi przed inauguracją Ligi Mistrzów (niedziela, godz. 19 w Hali Legionów) trener Vive Targi Kielce.
Paweł Matys: Analizując siłę grupowych rywali, zajęcie w niej przez pański zespół pierwszego miejsca będzie dużym sukcesem.

Bogdan Wenta : Zgadzam się. Ta grupa to dla nas duże wyzwanie i jestem przekonany, że będzie się w niej dużo działo. Musimy podejść do wszystkich dziesięciu spotkań z nastawieniem, że każdy mecz może być naszym ostatnim w tych rozgrywkach. Dlatego te dwa pierwsze spotkania przed własną publicznością są bardzo istotne, musimy je wygrać.

Na papierze największy faworyt grupy to oczywiście THW Kiel. Bardzo groźny zespół ma też Kolding, pokazał to już w sparingach, wysoko pokonując właśnie Kiel. Duńczycy to nie jest już Bjerringbro-Silkeborg [rywal Vive Targi Kielce w grupie w dwóch poprzednich sezonach - red.]. To dużo lepszy zespół, mający w składzie bardziej klasowych zawodników. Pamiętajmy, że złożony jest z zawodników z dawniejszej Kopenhagi, a teraz doszli jeszcze kołowy Laen oraz skrzydłowy Rocas.

Zagramy też z drugą siłą mocnej ligi francuskiej, Dunkierką, oraz Płockiem mającym duże aspiracje, począwszy od ławki trenerskiej aż po zawodników. Nasz największy krajowy rywal poczynił spore kroki do przodu i będzie groźny. Na ostatnim miejscu powinno być Porto, ale nie można ich lekceważyć.

Możemy jednak myśleć nawet o wygraniu grupy, bo THW Kiel to już nie jest ten sam gigant.

- Oni zawsze będą mocni (śmiech). W tym sezonie są po przebudowie, ale potencjał zespołu, począwszy od bramki i Szweda Sjostranda, jest duży. I oczywiście na ławce trenerskiej Alfred Gislason, nieco starszy ode mnie. Znam go doskonale, jego charakter - wciąż jest nienasycony, głodny zwycięstw. Już sobie wyobrażam, co będzie się działo w naszych konfrontacjach, hale będą wrzały. Bo przecież Kiel oczekiwania w Lidze Mistrzów miał inne niż w poprzednim sezonie, a przegrał nawet z nami w meczu o trzecie miejsce. A my też przecież mamy swoje aspiracje.

Dojście do najlepszej ósemki to niemal obowiązek, ale wszyscy otwarcie stawiają pana zespół w roli faworyta do powtórzenia sukcesu z ubiegłego sezonu, czyli awansu do Final Four.

- Rzeczywiście, nas nie traktuje się już jak ciekawostki z jakiejś egzotycznej ligi. Przypominam sobie reakcję zawodników z Zagrzebia na turnieju w Niemczech. Wygrali z nami i po ich zachowaniu widać, że wygrana z Vive jest bardzo budująca. Nasza wartość już jest, ale to nie znaczy, że ktoś nam będzie po drodze ustępował. Dużo się od nas oczekuje, ale trzeba wierzyć, że spełnimy te oczekiwania.

Jeśli my wszyscy - zawodnicy, trenerzy i kibice - będziemy patrzeć tylko na przeszłość, wspominać jak było miło w Kolonii, to się to może na nas zemścić. Będziemy mieć trudniej, bo przeszłość naciska. Chce się czy nie, to Final Four się wspomina, turniej ten dał nam przecież dużo przyjemności. Każdy z nas chciałby to oczywiście powtórzyć, a myślę, że ja pierwszy. Staram się zapomnieć, żeby szukać jeszcze większej motywacji. To musi być nasz punkt wyjścia, trzeba zachować pełną koncentrację.

Eksperci jednym tchem mówią jednak, że w Final Four zagra ktoś z piątki: Vive Targi Kielce, PSG, THW Kiel, FC Barcelona i MKB Veszprem. Nie będzie w tym sezonie takiej niespodzianki jak HSV Hamburg, który Ligę Mistrzów wygrał po dostaniu się do niej z turnieju o dziką kartę?

- Nie można tak do tego podchodzić i zapominać, jaką drogę w wygraniu Champions League przebrnął Hamburg, gdzie grał i w jakich konfrontacjach. Nie można tego ich sukcesu nie docenić. Dam prosty przykład: Płock o włos nie wszedł do Ligi Mistrzów, a potem niespodziewanie odpadł w teoretycznie łatwej grupie Pucharu EHF.

Jest naprawdę sporo kandydatów do najlepszej czwórki. Veszprem wyglądało w sparingach fenomenalnie, mają poukładany skład, wysokich zawodników. Gdzie się nie spojrzy na PSG, to są gwiazdy, choć ligę rozpoczęli nieco dziwnie [od remisu na wyjeździe z Tuluzą oraz zaledwie jednobramkowego zwycięstwa z Dunkierką - red.].

W jakich okolicznościach będziemy rozmawiać w maju w Kolonii?

- Bardzo chciałbym się tam z panem spotkać, bym analizował przebieg naszego meczu. Nie chciałbym być na sali tylko w roli zaproszonego gościa, tak jak to już mi się kiedyś zdarzyło. Wolałbym przeżywać te olbrzymie emocje na krawędzi parkietu. Marzenia są po to, by je realizować. Wiele drużyn będzie nam chciało wiele zabrać, dlatego musimy wykazać większy głód. U mnie widać duże napięcie. Mamy w drużynie problemy, sytuację zdrowotną mojego asystenta Tomasza Strząbały [przeszedł poważną operację, ale wraca do zdrowia - red.]. To mobilizuje, bo znamy jego wartości i podejście do pracy. Mamy wystarczająco dużo motywacji.

Pierwszy krok w Lidze Mistrzów to francuska Dunkierka.

- Czeka nas trudny mecz. Dunkierka wysoko pokonała w Superpucharze Francji Montpellier 32:23, a to jest dla nas wystarczające ostrzeżenie. Mają też w składzie kilka fajnych postaci. W sparingach z nami grała w obronie wysuniętą, ofensywną strefą 3-3, podobnie jak kiedyś w naszej lidze Stal Mielec. Ale zobaczymy, na ile my pozwolimy rywalowi preferować taką defensywę. Według mnie wiele zależy od nas, jak zrealizujemy swoje założenia taktyczne.