Tkaczyk: Będzie mi brakować wspólnych spotkań z Rastko

Piłka ręczna. - Przez te cztery lata Rastko nie miał żadnych konfliktów, nie pamiętam, by się z kimś pokłócił. A przy naszej szerokiej, 17-18-osobowej, kadrze to niezwykle ważna cecha, bo ciągle spędzamy ze sobą czas - mówi kapitan Grzegorz Tkaczyk po odejściu Rastko Stojkovicia.
Paweł Matys: Jak zareagowałeś na odejście Stojkovicia z Vive?

Grzegorz Tkaczyk, kapitan Vive Targi Kielce: To na pewno jest trudna chwila dla Rastko. Dowiedział się z dnia na dzień o transferze Aguinagalde, my, zawodnicy, też. Niestety, sport jest brutalny i nie oszukujmy się, że niemal każdy w drużynie znajdzie się w takiej sytuacji. Bardzo mi szkoda, że odchodzi, bo wiele dobrego zrobił dla naszego klubu, pomógł w zdobyciu wielu trofeów: mistrzostw czy Pucharu Polski. Wystarczy spojrzeć na jego ostatni mecz - z THW Kiel [Stojković w pojedynku o trzecie miejsce Final Four Ligi Mistrzów zdobył z mistrzami Niemiec aż osiem bramek i był najskuteczniejszym strzelcem drużyny - przyp. red.].

Tracicie też dobrego ducha drużyny, człowieka z charyzmą i charakterem.

- Zgadza się. Pod względem sportowym został jej ważnym ogniwem, który bardzo dobrze wykonywał swoje zadania na boisku i dla przeciwnika zawsze był mocnym rywalem. Pamiętajmy, że kilka razy został najlepszym strzelcem Vive Targi Kielce.

Prywatnie Rastko to zawsze pogodny, wesoły człowiek, dobra dusza zespołu. Przez te cztery lata nie miał żadnych konfliktów, nie pamiętam, by się z kimś pokłócił. A przy naszej szerokiej, 17-18-osobowej, kadrze to niezwykle ważna cecha, bo ciągle spędzamy ze sobą czas.

Oprócz nas tracą też kibice swojego ulubieńca. Już nie będą mogli mu śpiewać: "Rastko, Rastko, nasz scyzoryk". A przecież to był kultowy tekst w Kielcach (śmiech ). Tego na pewno będzie fanom brakować.

A tobie czego będzie najbardziej brakować po odejściu Stojkovicia?

- Patrząc od strony sportowej, bardzo lubiłem współpracować z nim na parkiecie. Dla rozgrywającego taki kołowy to prawdziwy skarb. A po treningu czy meczu spotykaliśmy się. Zawsze było wesoło (śmiech ). Zaprzyjaźniły się nasze żony i tych wspólnych spotkań będzie brakować.

W miejsce Serba przychodzi Aguinagalde. To najlepszy kołowy świata?

- Na pewno jest w najlepszej trójce. Wygrał już praktycznie wszystko w swojej karierze. Myślę, że szybko wkomponuje się w nasz zespół, złapiemy wspólny język. Jest niesamowicie silny i z meczów przeciwko niemu pamiętam, że dla obrońcy jest prawdziwą zmorą. Bardzo trudno go zatrzymać, defensywa często ma z nim duże problemy. Powinien być mocnym ogniwem Vive i możemy mieć z niego dużo pociechy.

Po tych pierwszych treningach jest szansa, że kiedyś zastąpi ulubieńca kibiców Stojkovicia?

- Nie lubię porównań. Każdy ma swój charakter, swoją duszę. Julen jest innym typem zawodnika od Rastko, poza tym dopiero go poznajemy.

Miałeś okazję już z nim porozmawiać?

- Tak, ale krótko. Na razie jest bariera językowa między nim a resztą zawodników. Możemy się z nim porozumiewać tylko po angielsku. Język hiszpański zna mało kto w naszym zespole. Nie mamy też czasu na rozmowy, bo w tym tygodniu trenujemy trzy razy dziennie. Mało jest czasu na luźną pogawędkę, bo każdy po treningu szuka ucieczki do odpoczynku. Jak pojedziemy do Niemiec na dziesięć dni, to wtedy z Julenem lepiej się poznamy.

Oprócz was wzmacnia się też Orlen Wisła Płock. Myślisz, że transfery odwiecznego rywala wystarczą, by nawiązywać z Wami wyrównaną walkę?

- Według mnie będzie to mocniejszy zespół niż przed rokiem. Zwłaszcza te dwa transfery Marcina Lijewskiego oraz Mariusza Jurkiewicza dużo mogą znaczyć dla drużyny. Na pewno swoje zrobi też hiszpański trener Cadena. Czeka nas z nimi trudna rywalizacja. Mam nadzieję, że wygrają dwumecz z Montpellier i spotkamy się też z nimi w fazie grupowej Ligi Mistrzów. To byłaby wielka frajda, gdyby w najważniejszych klubowych rozgrywkach grały aż dwa polskie zespoły.