Chrapkowski o przenosinach z Płocka do Kielc: Nie mogłem wybrać inaczej

- Mam nadzieję, że udowodnię wszystkim niedowiarkom, że transfer Chrapkowskiego to dobry wybór. A a propos radości: w 2011 cieszyłem się po mistrzostwie zdobytym dla Płocka, a teraz, jak wywalczę złoty medal w Kielcach, też będzie tak samo - mówi nowy rozgrywający mistrzów Polski.
Rozmowa z Piotrem Chrapkowskim

Paweł Matys: Jak przebiegały te ostatnie przygotowania przed sprawdzianem kadry z Duńczykami?

Piotr Chrapkowski, rozgrywający Vive Targi Kielce i reprezentacji Polski: Mieliśmy kilka bardzo mocnych akcentów. Tradycyjnie był duży nacisk na obronę, ale też trening biegowy. Przylecieliśmy do Danii w dobrych humorach. Doskonale wiemy, że przed nami wyzwanie [mecz w Herning dziś o 20.30; dwie godziny wcześniej losowanie finałów ME - przyp. red.], bo rywal to aktualny wicemistrz świata, a dla niektórych z nas będzie to pierwszy mecz przy tak licznej publiczności [hala w Herning mieści 14 tysięcy widzów - przyp. red.]. Rywale mają znakomite nazwiska, obojętne, w jakim składzie wystąpią. Mogę jednak zapewnić, że my nie składamy broni i będziemy mocno walczyć.

W ostatnim pojedynku eliminacji ME z Ukrainą byłeś w meczowej szesnastce, ale na parkiecie się nie pojawiłeś. Dlaczego?

- Po meczu kadry B z Rumunią [6 czerwca w Larvik na zakończenie Scandinavian Cup biało-czerwoni wygrali 24:22, a Chrapkowski zdobył trzy bramki - przyp. red.] miałem stłuczone biodro. Byłem wyłączony z treningów, a trener Michael Biegler wolał dać mi odpocząć. Mówił, że znajdę się w "16-tce", ale na parkiecie pojawię się, gdy będzie to konieczne. Wolał, bym w pełni zdrów zagrał z Danią. Podobnie było zresztą z Tomkiem Rosińskim czy Mariuszem Jurkiewiczem. Jesteśmy już nieco zmęczeni sezonem i nie ma sensu ryzykować pogłębieniem się urazów. W tym okresie lepiej dmuchać na zimne.

W kadrze B prezentowałeś się dobrze, zdobyłeś szesnaście bramek w trzech meczach. To oznacza powrót do wysokiej formy?

- Obecnie czuję się bardzo dobrze - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Forma strzelecka rośnie, podobnie jak pewność siebie, która jest tak potrzebna przy zdobywaniu bramek. W kadrze wystartowałem z dobrego pułapu, grałem dużo, miałem szansę nabrać wspomnianej pewności, rytmu gry. Tego ogrania brakowało mi bardzo w tym sezonie w Płocku. Trening treningiem, ale nie dostawałem szans, co powoduje, że można złapać dołek. Teraz liczę, że trener Biegler da mi kolejną.

Konkurencja na lewym rozegraniu jest jednak w kadrze olbrzymia.

- Zgadza się. Co prawda teraz nie ma Michała Jureckiego czy Karola Bieleckiego, ale oprócz mnie są wychowanek Vive Targi Kielce Paweł Podsiadło i Antek Łangowski z Kwidzyna. I każdy z nas bardzo chce występować z orzełkiem na piersi. Wydaje mi się jednak, że wszyscy dostaną swój czas.

Jeszcze większa rywalizacja czeka cię w nowym klubie. W Kielcach roi się od klasowych i uniwersalnych rozgrywających.

- Na pewno będzie większa! W końcu Vive Targi Kielce to finalista ostatniego sezonu Ligi Mistrzów, zdobywca pucharu oraz mistrzostwa Polski. Rywalizacja o miejsce na rozegraniu będzie olbrzymia, ale to dobrze dla obu stron - dla mnie oraz dla klubu. Wszyscy będziemy się rozwijać i powinno to korzystnie wpłynąć na dobre wyniki na polskim podwórku oraz w Champions League.

To właśnie perspektywa występów w Lidze Mistrzów sprawiła, że spośród kilku propozycji wybrałeś właśnie Kielce?

- Miałem inne oferty, ale tak naprawdę to na Vive byłem zdecydowany niemal od razu i nie zastanawiałem się zbyt długo. Z prezesem Bertusem Servaasem rozmawiałem już kilka miesięcy temu, ale z kilku powodów nie dochodziło do podpisania umowy. Nie mogłem jednak zdecydować inaczej, bo Kielce to obecnie najlepszy klub w Polsce, a w dodatku jeden z najlepszych w Europie. Dlatego mój wybór chyba nie jest żadną niespodzianką.

Miałeś oferty od jeszcze lepszych klubów?

- Z HSV Hamburg i Barcelony nie było i... tyle. No bo THW Kiel ostatnio to już chyba słabiej stoi od Vive (śmiech ).

Zamieniłeś Płock na Kielce, a transfery na linii dwóch odwiecznych rywali to w ostatnich latach prawdziwa rzadkość. Można stwierdzić, że masz mocny charakter, jesteś odważny...

- Rzeczywiście, mam. Mam nadzieję, że właśnie dlatego Bertus Servaas zdecydował się na moją osobę. Tym bardziej byłem bardzo zadowolony, że trener Bogdan Wenta wraz z prezesem zdecydowali, że zostaję w Kielcach już od przyszłego sezonu i nie będę wypożyczony do Bundesligi.

Wybrałeś dobry moment na zmianę klimatu. W Orlen Wiśle nie dzieje się za dobrze, zespół się tylko osłabił.

- To jakiś chyba czarny humor... Jak odchodziłem z Płocka, nie wiedziałem, że będzie taka sytuacja, jaka jest teraz. Liczę jednak, że wszystko się tam ułoży i Kielce będą mieć silnego rywala w Polsce. Chciałbym, by to były trudne pojedynki, podobnie jak np. z budującym niezły zespół Powenem Zabrze, bo potem dadzą one nam efekt na europejskiej arenie.

Opuszczałeś Płock niezadowolony? Mało grałeś w finałowych potyczkach.

- Nie ukrywam, że byłem bardzo, bardzo rozczarowany. Mało występowałem nie tylko w decydujących bojach o mistrzostwo Polski, ale też wcześniej w półfinałach czy nawet ćwierćfinałach. Szkoda, bo czułem się w gazie, dawałem z siebie wszystko na treningach, myślałem, że pogram więcej. Ale sztab szkoleniowy miał inną koncepcję.

Część kibiców Vive Targi Kielce otwarcie mówi, że nie zostaniesz ich ulubieńcem. Chodzi im o twoją manifestację radości po finale mistrzostw Polski z maja 2011 roku.

- Szczerze mówiąc, to nie interesuję się tym, co piszą fani na forach, izoluję się od tego. Mam nadzieję, że udowodnię wszystkim niedowiarkom, że transfer Chrapkowskiego to dobry wybór. A a propos tej radości: wtedy cieszyłem się po mistrzostwie zdobytym dla Płocka, a teraz, jak wywalczę złoty medal w Kielcach, też będzie tak samo.

Wracasz myślami do tego pamiętnego finału? To wtedy eksplodował twój talent, zostałeś zauważony.

- Nie, bo wychodzę z założenia, że nie ma co patrzeć w przeszłość. Cały czas staram się skoncentrować na ciężkiej pracy na treningach, by mieć tego efekt w przyszłości. Dążę do poprawiania swoich umiejętności. Każdy trening traktuję jako świętość, lubię ciężko pracować. Po mocnych zajęciach czuję się spełniony.

Bogdan Wenta lubi tak ambitnych zawodników.

- To chyba dobrze (śmiech )?

Karierę trochę zahamowała ci kontuzja barku.

- Ja miałem kontuzję? To było już bardzo dawno i nieprawda (śmiech ). Owszem mocno pracuję na siłowni podczas ćwiczeń na bark, tak by taki uraz nigdy więcej mi się nie powtórzył. Nie mam z nim jednak już żadnych kłopotów. Już w kadrze pokazałem, że wszystko jest OK i na pierwszym treningu kieleckiego klubu będę w 100 procentach gotowy.

To na koniec: co Piotr Chrapkowski da Vive?

- Na parkiecie na pewno pot, krew i nawet łzy. W każdym meczu.