Sport.pl

Kibice też pokazali klasę. Zrobili furorę w Kolonii

Barcelona, Hamburg i Kielce! Podczas prestiżowego Final Four Ligi Mistrzów drużyna Bogdana Wenty pokazała, że rośnie nowa europejska potęga. Ale nie tylko ona. Wielką furorę zrobili też kieleccy kibice
Tysiąc osób w obsłudze, 250 wolontariuszy, dwa tysiące metrów kwadratowych reklam, a w środku tego całego zamieszania Kielce ze swoimi piłkarzami ręcznymi i kibicami. Ci pierwsi na europejskie salony weszli już jakiś czas temu, a historyczny udział w Final Four jest tego potwierdzeniem. Ci drudzy przez trzy dni w Kolonii pokazali, jak potrafią się bawić kibice, jak pomagać drużynie, i to nie tylko wtedy, gdy idzie jej dobrze.

- Nasi kibice kolejny raz udowodnili, że są super. Nie tylko świetnie dopingowali, lecz także cały mecz stali za drużyną. Serdecznie im za to dziękuję, jestem z nich dumny - mówił po przegranym półfinale z Barceloną prezes kieleckiego klubu Bertus Servaas.

Do Kolonii przyjechało ok. 600 fanów z Kielc. Szacuje się, że drugie tyle na trybunach to Polacy pracujący w Niemczech lub nawet całe rodziny od lat tu mieszkające. Wielkie świętowanie przed Lanxess Areną, największą wielofunkcyjną halą w Europie, fani Vive rozpoczęli już w piątkowy wieczór. Podczas Opening Party, imprezy inaugurującej Final Four Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych, to oni byli gwiazdami wieczoru.

- Stworzyli fantastyczną atmosferę. Wszyscy na żółto-niebiesko, śpiewają, tańczą. Żadni inni kibice tak się tu nie zachowywali - podkreślał wczoraj na zakończenie turnieju Tomasz Grenke z biura organizacji Final Four. Urodził się w Szczecinie, ale gdy miał trzy lata, jego rodzina przeprowadziła się do Niemiec. Ma porównanie, bo na co dzień jest rzecznikiem prasowym Lanxess Areny, w której odbywa się rocznie ponad 130 różnych imprez. - Na przykład pierwszy raz widzę, żeby podczas całego meczu kibice dopingowali swój zespół na stojąco. W Niemczech to niespotykane - stwierdził.

Jacek Krzemień, przedsiębiorca z Kielc, często jeździ za kielecką drużyną po Europie. - Impreza jest perfekcyjnie zorganizowana. Mamy się od kogo uczyć. Z kolei uczyć się od nas powinni kibice innych drużyn, bo za to, jak spisali się w Kolonii, należą się wielkie słowa pochwały - podkreśla.

Dziesiątki tańczących osób w żółtych koszulkach pod Lanxess Areną bawiło przez trzy dni kibiców z Hiszpanii, Niemiec. Niektórzy z nich dołączyli się do zabawy, podobnie jak zaprzyjaźnieni fani z węgierskiego Veszprem, którzy przyjechali na turniej do Kolonii.

W zabawie ginęły gdzieś spuszczone głowy po porażce z Barceloną. - Debiutujemy na tak wielkiej imprezie, trzeba było zapłacić frycowe - stwierdził Jacek Krzemień.

Podobnie wypowiadał się Mieczysław Tomala, dyrektor wydział edukacji, kultury i sportu w kieleckim ratuszu, który przyjechał na turniej do Kolonii. - Pewnie, pełnia szczęścia byłaby, gdybyśmy pokonali Barcelonę, ale nie ma co narzekać. To ogromny sukces naszego klubu, że znaleźliśmy się w tym miejscu, w tak prestiżowym gronie. A jeszcze na koniec pokonaliśmy słynny THW Kiel w meczu o trzecie miejsce - stwierdził. Też szczęśliwy po niedzielnym zwycięstwie nad THW Kiel prezes Vive Targi Kielce raz jeszcze zamarzył o nowej hali. - Nasze wyniki sprawiają, że coraz więcej kibiców chce przychodzić na mecze, a często brakuje miejsca. Mamy już deklarację pomocy od miasta, przydałoby się wsparcie Ministerstwa Sportu. Nie odpuścimy tego tematu - zapowiedział Bertus Servaas.

We wtorek od godz. 18.30 na Rynku świętowanie niezwykle udanego sezonu kieleckiego klubu.



Podyskutuj także na Facebooku Gazeta.pl Kielce - porozmawiaj z nami



Więcej o: