Sport.pl

Vive gra w Final Four Ligi Mistrzów: nauka tak, ale nie tylko!

Po raz pierwszy w historii polska drużyna zagra w Final Four Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. - Nie po to awansowaliśmy do takiego prestiżowego grona, żeby jechać tam po naukę. Będziemy walczyć - zapowiada Bogdan Wenta, trener Vive Targi Kielce. Dziś o godz. 15.15 półfinał z potężną Barceloną, relacja na żywo na sport.pl.
Stawkę czterech najlepszych drużyn Europy uzupełniają niemieckie potęgi, obrońca trofeum THW Kiel, który kilkanaście dni temu po raz 18. został mistrzem Niemiec, oraz HSV Hamburg z Marcinem Lijewskim. Ten półfinał o godz. 18. W niedzielę o 15.15 mecz o trzecie miejsce, o 18 - wielki finał.

Już sam awans kielczan do tej imprezy to wielki sukces. Jeszcze przed decydującymi meczami z macedońskim Metalurgiem Skopje, a także już po historycznym awansie Bogdan Wenta tonował emocje. Na każdym kroku przypominał, że najważniejsza jest obrona mistrzostwa Polski, bo tylko ten tytuł gwarantuje udział w przyszłorocznej edycji Champions League. Gdy przed tygodniem w Płocku podstawowy cel został zrealizowany, zaczęto więc mówić już tylko o Final Four.

- Po zdobyciu mistrza i Pucharu Polski Champions League to dodatek. Ale trzeba do niego podejść bardzo poważnie. Nie wolno dać się zwariować, bo można się zagubić - podkreśla w swoim stylu Wenta, przypominając co rusz, z kim przyjdzie się zmierzyć w Kolonii. - Te trzy zespoły przez ostatnie kilkanaście lat dyktowały warunki w Europie. Nie oznacza to, że nie mamy szans. Musimy tylko sobie uświadomić, z kim gramy - podkreśla szkoleniowiec.

Nie przesadza. Półfinałowy rywal kielczan to najbardziej utytułowana drużyna w historii. Barcelona szesnaście razy grała w Lidze Mistrzów, dziewięć razy w ścisłym finale, który wygrała siedem razy. Kilka tygodni temu po raz 20. została mistrzem Hiszpanii.

Liderem "Dumy Katalonii" jest Białorusin Siergiej Rutenka. On także bije wszelkie rekordy. Nie tylko dlatego, że urodzony w Mińsku 32-letni dziś zawodnik był już Białorusinem, Słoweńcem, Hiszpanem, a teraz wrócił do ojczystego kraju. Przede wszystkim jednak jako jedyny piłkarz ręczny aż pięć razy wygrał Ligę Mistrzów. W tej klasyfikacji Vive Targi Kielce też mają swojego przedstawiciela, i to wysoko - słoweński rozgrywający Uros Zorman z hiszpańskim Ciudad Real zwyciężał Champions League trzy razy.

Hiszpański zespół można przedstawiać godzinami, używając co chwilę przedrostka "naj". Zespół pełen jest reprezentantów Hiszpanii, czyli aktualnych mistrzów świata, bramki bronią niesamowici Arpad Sterbik i Daniel Sarić, na kole walczy jak tur potężny Szwed Magnus Jernemyr, dlatego tak trudno znaleźć klucz do zwycięstwa.

- Najsilniejsze strony? - Michał Jurecki, rozgrywający Vive Targi Kielce długo zastanawia się nad odpowiedzią. - To nie jest zespół, w którym trzeba uważać na jednego czy dwóch zawodników. Cała drużyna może nam zrobić krzywdę - podkreśla. Jurecki ma za sobą niesamowity sezon, chyba najlepszy w karierze. Nic dziwnego, że pytają o niego czołowe kluby Europy, w tym podobno... Barcelona. - Tak? Nie słyszałem. Z pewnością Barcelona to klub, w którym chciałby grać każdy zawodnik - odpowiada dyplomatycznie. Bertus Servaas, prezes kieleckiego klubu, jest stanowczy. - Każdy menedżer, który do mnie zadzwoni w sprawie transferu naszego zawodnika, usłyszy, że ma on jeszcze w Kielcach ważny kontrakt - mówi holenderski biznesmen od lat mieszkający w Kielcach.

Mistrzowie Polski nie zamierzają jednak składać broni. Wenta co chwilę przypomina wypowiedzi sprzed kilku tygodni Marko Vujina, serbskiego rozgrywającego THW Kiel, oraz Martina Stranowskiego, skrzydłowego Barcelony, którzy twierdzili, że kielczanom nie należy się Final Four. - Nie po to awansowaliśmy do takiego prestiżowego grona, żeby jechać tam po naukę. Będziemy walczyć - zapowiada szkoleniowiec.

Na trybunach Lanxess Arena zasiądzie w weekend komplet 20 tys. widzów. Wśród nich aż ok. 600 fanów z Kielc, mimo że organizatorzy przyznali im pół tysiąca wejściówek. Kibice kupowali je jednak m.in. w Niemczech i Hiszpanii.

Więcej o: