Sport.pl

Grzegorz Tkaczyk o świętej wojnie nr 3 w finale: Wisła będzie gryźć

- Wisła przed własnymi kibicami postawi wszystko na jedną kartę, będzie chwytała się wszystkich możliwych sposobów, by nas ugryźć. Spodziewamy się brutalnego meczu w Płocku - mówi Grzegorz Tkaczyk, kapitan Vive Targi Kielce.
Rozmowa z Grzegorzem Tkaczykiem

Paweł Matys: Gratuluję świetnego występu przeciwko Wiśle...

Grzegorz Tkaczyk, rozgrywający Vive: Czy ja wiem, czy słowa uznania mi się należą? Pogratulować trzeba całemu zespołowi, to on był najważniejszy. Ale oczywiście dziękuję za miłe słowa. Najbardziej cieszę się z tego, że po dwóch meczach prowadzimy 2:0 [wszystko rozstrzygnąć się może już w piątek - trzeci mecz rozpocznie się o godz. 18 - przyp. red.], a że przy okazji dostałem szansę i wyglądało to całkiem dobrze, to powód do satysfakcji jest podwójny.

To był jeden z twoich najlepszych występów w tym sezonie.

- Nie oszukujmy się, że nie był to dla mnie wybitny sezon. Nie chcę się tłumaczyć, ale jednak wpływ na to miały dwie dość poważne kontuzje [w trakcie przygotowań do sezonu Tkaczyk złamał kość śródręcza, a w marcu tego roku w rewanżowym meczu Ligi Mistrzów z węgierskim Pick Szeged uszkodził kolano - przyp. red.]. Moja forma była niewiadomą. Wróciłem po kontuzji ręki, odbudowałem się, forma wzrastała i nagle kolejny pech. Myślałem, że wyląduję na stole operacyjnym i sezon będę miał z głowy. Na szczęście obyło się bez tego i teraz znów złapałem niezły rytm. Ulżyło mi, bo na te najważniejsze mecze - finałowe w PGNiG Superlidze oraz w Final Four Ligi Mistrzów jestem zwarty i gotowy.

Po każdej twojej bramce w rewanżu z Płockiem spiker podkreślał słowo kapitan, a kibice głośno skandowali twoje nazwisko. To motywuje?

- Szczerze przyznam, że jego słów nie słyszałem, byłem w totalnym amoku. Przy takich emocjach, kulisach i stawce pojedynku chyba można, prawda? (śmiech). Naszych fenomenalnych kibiców słyszałem i myślę, że te dwa zwycięstwa to jest głównie ich zasługa! A na pewno, że tak wysokie przewagi wypracowaliśmy. Mając za sobą takich kibiców, gra się zdecydowanie łatwiej.

Potrzebujecie już tylko jednego zwycięstwa do zdobycia złotych medali. Można powiedzieć, że dziesiąty w historii klubu tytuł macie na wyciągnięcie ręki.

- I tak, i... nie. Owszem prowadzimy 2:0, ale teraz rywalizacja przenosi się do Orlen Areny i mecze w Kielcach nie mają znaczenia, bo każdy nowy ma swoją historię. Mamy psychologiczną przewagę nad rywalami, ale wszyscy wiemy, jak trudno gra się w Płocku, co tam potrafi się dziać. Mamy jednak cel wygrać już w piątek i świętować mistrzostwo. Pojedynek może być jednak o wiele trudniejszy od tych z Hali Legionów.

Ale Płock został rozbity w Kielcach w sumie 18 bramkami. Po tych dwóch potężnych ciosach będzie potrafił się podnieść?

- Mam nadzieję, że im się ta sztuka nie uda. To już jednak problem naszych rywali... Mają też inne kłopoty personalne, bo nie mógł grać kontuzjowany Paweł Paczkowski, a w pierwszym meczu, też z powodu urazu stracili Ferenca Ilyesa, głównego szefa obrony. To na pewno duże osłabienie. Nie zamierzamy im współczuć, lecz zrobić swoje.

Orlen Wiśle zostały już chyba tylko dwa atuty: publiczność oraz kilkudniowy odpoczynek. W rewanżu brakowało im sił.

- Trzeba jednak pamiętać, że zwłaszcza w pierwszym meczu zaprezentowali się bardzo pozytywnie. Zmiana trenera na Krzysztofa Kisiela sprawiła, że grają lepiej. Wisła przed własnymi kibicami postawi wszystko na jedną kartę, będzie chwytała się wszystkich możliwych sposobów, by nas ugryźć. Spodziewamy się brutalnego meczu.

To jednak nie powinno nic dać, bo macie zawodników, którzy robią różnicę - m.in. Michała Jureckiego i Krzysztofa Lijewskiego.

- Krzysiu znakomicie pociągnął pierwszy mecz, był praktycznie bezbłędny. On i Sławek Szmal byli liderami naszego zespołu. A "Dzidziuś" jest niesamowity, haruje przez niemal 60 minut w obronie i ataku. Zastanawiam się nawet, skąd czerpie tyle sił do walki? Prawdziwym MVP jest jednak cały zespół. Dla mnie nie liczy się tylko zawodnik, który zdobędzie jedenaście bramek w meczu, ale nawet ten, który dorzuci dwa, trzy trafienia czy kilka asyst itd. To jest właśnie w tym roku naszą wielką siłą. Mamy znakomitą ławkę rezerwową i dzięki temu sporą przewagę nad finałowym przeciwnikiem. W dodatku ciągle olbrzymie chęci do grania.

Jako kapitan nie będziesz miał chyba zatem problemów, jak zmotywować drużynę po tych dwóch zwycięstwach w Kielcach?

- Pamiętajmy, że w obu pojedynkach goniliśmy wynik. W Vive Targi Kielce grają tacy zawodnicy, którzy wiedzą, po co jedziemy do Płocka. Nie trzeba będzie używać żadnych specjalnych słów (śmiech).

Wy wygrywacie mecz za meczem, a tymczasem wasz półfinałowy rywal w Final Four Ligi Mistrzów - wielka Barcelona potknęła się z Naturhouse La Rioja w Asobal Liga.

- Na pewno to niespodzianka. Trzeba jednak na tę porażkę spojrzeć trochę z przymrużeniem oka, bo Barcelona już dwie kolejki temu zapewniła sobie mistrzostwo Hiszpanii. Pewnie teraz nie grają na 100 procent możliwości, a oszczędzają siły i nie chcą złapać jakieś głupiej kontuzji.

Więcej o: