Sport.pl

Najważniejsza wygrana Vive? Metalurg może się uczyć od kielczan

?Znowu zostaliśmy pokonani przez Vive, tym razem w najważniejszym meczu sezonu? - tak oceniła wygraną 27:25 w Skopje oficjalna strona Metalurga.
Trzecia w tym sezonie porażka z kielczanami była dla podopiecznych Lino Cervara wyjątkowo bolesna. Najlepiej o tym świadczy liczba - 549. Tyle dni trzeba było czekać, żeby legitymująca się najszczelniejszą defensywą w ostatnich dwóch sezonach drużyna Metalurga straciła u siebie w LM więcej niż 25 bramek (ostatnio 20 października 2011 r. w wygranym 31:27 meczu z Orlenem Wisłą Płock).

- Vive Targi Kielce to naprawdę dobra ekipa. To była ich zasłużona wygrana - ocenił Mladen Rakcević, kołowy pokonanych. Można nawet powiedzieć, że w drugiej części kielczanie pokazali macedońskim specjalistom, że to z nich w grze obronnej powinno się brać przykład. Świetnie kierował środkiem tej linii Piotr Grabarczyk, ale mocno pomagali mu wszyscy koledzy (nawet rzadko grający w tej formacji Rastko Stojković znalazł swoje miejsce). - Momentami graliśmy w tym elemencie po profesorsku, dobrze czytaliśmy grę rywali - potwierdza Tomasz Strząbała, drugi trener Vive Targi Kielce.

Tego dobrego w grze kielczan było znacznie więcej - pod drugą bramką, jak przystało na środkowych rozgrywających, dzielili i rządzili najpierw Uros Zorman, a potem Tomasz Rosiński. I tu można by wymienić więcej nazwisk: Mateusz Jachlewski, Michał Jurecki czy też Krzysztof Lijewski. - Zespół jest tak dobry, jak jego najsłabsze ogniwo, a u nas było w tym elemencie dobrze - podsumował Bogdan Wenta, szkoleniowiec kielczan.

Próżno jednak szukać w jego zespole pełni zadowolenia po tym niewątpliwym sukcesie. Końcówka mogła się dla Vive lepiej ułożyć (mistrzowie Polski mieli już pięć bramek zaliczki - 25:20 i jeszcze 26:21). Kielczanie pewnie dobrze też pamiętają mecz z fazy grupowej u siebie, kiedy to sami tracili już sześć goli do Metalurga (5:11 w pierwszej połowie), by ostatecznie wygrać jednym (21:20). A pozostaje jeszcze motywacja rywala, który także w Final Four może znaleźć się pierwszy raz w historii. "Nie mamy już nic do stracenia, to nasza największa zaleta" - kończy relację z pierwszego starcia oficjalna strona Macedończyków. - Mieliśmy problemy z kontuzjami [i w rewanżu nie zagrają bramkarz Petar Angełow i lewoskrzydłowy Dejan Manaskov, a leczyli się ostatnio Filip Mirkulovski, Naumce Mojsovski i Velko Markoski - przyp. red.], nasz bramkarz Darko Stanić nie jest w pełni zdrowia [w 11. min po raz pierwszy opuścił parkiet, a potem dawał zmiany, grając z bólem - przyp. red.]. Jeżeli nie zagra w rewanżu, to Kielce będą miały spory handicap. Ale będziemy się starać ze wszystkich sił, bez względu na to, w jakim składzie będziemy grać! Dwa gole to nie jest duża różnica. Mamy kolejne sześćdziesiąt minut. W Kielcach czeka nas prawdziwa bitwa, bitwa i jeszcze raz bitwa - zapowiada Rakcević.

Drugi pojedynek, który przesądzi o obsadzie miejsca w czerwcowym Final Four w Kolonii, w niedzielę o godz. 17. Przedstawiciele kieleckiego klubu zapraszają kibiców już trzy godziny wcześniej - o 14 ruszy przed Halą Legionów strefa kibica.

Więcej o: