Wyszomirski o Pick Szeged: uwaga na Miklera

- To jest drużyna z czołówki Ligi Mistrzów, a więc z dobrymi warunkami fizycznymi i bardzo dobrymi skrzydłowymi, jak choćby Serb Rajko Prodanović. Z pewnością nie można ich zlekceważyć - mówi o pierwszym rywalu Vive Targi Kielce grający na Węgrzech Piotr Wyszomirski.
Rozmowa z Piotrem Wyszomirskim

Adam Gołąb: Pana zespół był ostatnim, który w zwycięskiej serii udało się ograć Pick Szeged. Poprzednie mecze wygrywali jednak różnicą w granicach dziesięciu trafień, a u was tylko 29:25.

Piotr Wyszomirski, reprezentant Polski, bramkarz trzeciego na Węgrzech Csurgoi KK: Rywale trochę męczyli się wtedy, mieli ciężki okres. Grali z nami po wysokiej porażce w Szwajcarii z Kadetten Schaffhausen [36:29 (21:14) w 8. kolejce Ligi Mistrzów - przyp. red.]. Z nami jednak wygrali bez kłopotów - tylko na początku mecz był wyrównany, ale potem odskoczyli na 3-4 bramki i tej przewagi skutecznie pilnowali. Może w następnym sezonie nam się już uda? Ja broniłem praktycznie cały mecz, siadłem na ławce tylko na 10 minut w pierwszej połowie.

To może pan podpowiedzieć kielczanom, na kogo w ekipie Pick Szeged trzeba zwrócić uwagę.

- Przede wszystkim na bramkarzy, a szczególnie na pierwszego Rolanda Miklera. Wszyscy chyba pamiętamy choćby, jak grał na mistrzostwach świata w Hiszpanii w meczu z nami... A nawet w tym przegranym pojedynku z Veszpremem [w środę, była to pierwsza strata punktów Picku Szeged w całym sezonie - przyp. red.] bardzo dobrze bronił w pierwszej połowie, w drugiej już było troszkę słabiej, ale nie pomogła mu także obrona. Jak jednak złapie rytm, to może naprawdę zamurować bramkę. W wygranym pojedynku z Dinamem Mińsk w Lidze Mistrzów w pierwszej połowie miał bodaj 65 proc. skuteczności [Węgrzy wygrali tę odsłonę z wyżej notowanymi Białorusinami 12:5, a cały mecz 9. kolejki LM 26:21 - przyp. red.]!

Kto jeszcze może sprawiać kłopoty?

- Pick Szeged ma bardzo mocny pierwszy skład. Jest tam bardzo dobry chłopak na prawym rozegraniu - Węgier Gabor Ancsin. To jeszcze młody zawodnik, a wróżą mu, że jeśli dalej tak będzie się rozwijał, to może zrobić karierę jak sam Laszlo Nagy. W Szeged są też dobrzy doświadczeni zawodnicy jak Szwed Jonas Larholm czy Słowak Frantisek Sulc.

Jaki styl gry prezentują rywale kielczan?

- To jest drużyna z czołówki Ligi Mistrzów, a więc z dobrymi warunkami fizycznymi i bardzo dobrymi skrzydłowymi, jak choćby Serb Rajko Prodanović, który w przyszłym sezonie przechodzi do Veszpremu. Z pewnością nie można ich zlekceważyć - w ostatniej kolejce Champions League w Berlinie przegrali tylko pięcioma bramkami. Vive to jednak uznana marka i jak kielczanie będą skoncentrowani, to nie powinni mieć problemów z przejściem tego przeciwnika. Mecz na Węgrzech może być jednak emocjonujący i bardzo ciekawy.

To jeszcze na koniec: co u pana słychać? Zostaje pan w Csurgoi, a może przenosi? Był kiedyś temat Vive...

- Faktycznie tak było, ale teraz już go nie ma. Na Węgrzech czuję się dobrze i skłaniam się do przedłużenia umowy. Ale nic jeszcze nie postanowiłem, mam też kilka innych opcji.