Leszek Ojrzyński: Walka? Będziemy grali w piłkę

- Mam nadzieję, że po trzech porażkach wreszcie uda mi się wygrać z Koroną. W końcu możemy zagrać u siebie - mówi przed niedzielnym (godz. 15.30) meczem trener Podbeskidzia Leszek Ojrzyński.
42-letni szkoleniowiec po objęciu drużyny "Górali" ma fatalny bilans konfrontacji z byłym klubem: trzy mecze i trzy porażki (wszystkie na Kolporter Arenie). Jesienią Korona wygrała 2:1, ale ta najbardziej dotkliwa spotkała Ojrzyńskiego pod koniec ubiegłego sezonu, gdy bielszczanie do 85. minuty prowadzili 2:1 i grali w przewadze jednego zawodnika (z boiska wyleciał Radek Dejmek). Najpierw jednak wyrównał Jacek Kiełb, a w doliczonym czasie zwycięstwo kielczanom zapewnił Pavol Stano. Było to ostatnie trafienie bramkostrzelnego Słowaka dla Korony, bo w obecnych rozgrywkach popularny "Panocek" to podpora defensywy Podbeskidzia.

- W naszych meczach zawsze bardzo dużo się dzieje. Jest dramaturgia, bramki, czerwone kartki. Do tej pory Korona ucierała nam nosa, ale mam nadzieję, że po trzech porażkach wreszcie uda mi się odegrać i wygrać z byłym zespołem. W końcu to my możemy zagrać przed własną publicznością - twierdzi Leszek Ojrzyński.

Jego podopieczni do meczu przystępują podbudowani środową, wyjazdową wygraną w Pucharze Polski z Piastem Gliwice (2:1). - Cieszy zwycięstwo zwłaszcza, że mocno przemeblowaliśmy skład. W ostatniej kolejce z Legią nie mieliśmy większych szans. Gra w Warszawie może nie była taka zła, ale mistrz nas wypunktował [3:0 - red.] - ocenia Ojrzyński.

W Gliwicach dał odpocząć Stano, ale w podstawowym składzie wybiegli dwaj inni byli koroniarze: Artur Lenartowski i Maciej Korzym. I wszystko wskazuje, że w niedzielę obok Słowaka właśnie Korzym będzie miał okazję wystąpić przeciwko niedawnym kolegom. - Jeszcze nie zdecydowałem jakim składem zagramy, ale oczywiście Maćka poważnie biorę pod uwagę. Wrócił po kontuzji i każdego dnia prezentuje się coraz lepiej. Dla niego to na pewno będzie ważne spotkanie - podkreśla szkoleniowiec Podbeskidzia.

A jakiego meczu spodziewa się w niedzielne popołudnie pod Klimczokiem? - Bardzo trudnego, bo wiosną widać spory progres w grze Korony. Ich zwycięstwo w Białymstoku było w pełni zasłużone. Ale my też mamy swoje argumenty. Na pewno nie nastawiamy się tylko na walkę. Zaangażowanie na boisku jest ważne, ale chcemy przede wszystkim pograć w piłkę - zapowiada Leszek Ojrzyński.