Ryszard Tarasiewicz dla kielce.sport.pl: Mamy bardzo mały margines błędu

- Chcę po sezonie mieć przede wszystkim poczucie dobrze wykonanej pracy. Nikt nie ma wehikułu czasu i nie cofnie się o tę jedną rundę. Powtarzam chłopakom: ten kto przystępuje z lękiem do wojny, przegra ją zanim się zacznie - mówi przed startem rundy wiosennej trener Ryszard Tarasiewicz.
Rozmowa z Ryszardem Tarasiewiczem

Maciej Sierpień: Przygotowania rozpoczęły się w nerwowej atmosferze, ale w decydującej fazie chyba wróciła normalność?

- Ryszard Tarasiewicz: Zawirowania wokół klubu przeniosły się na naszą pracę, ale to akurat nie może dziwić. Musieliśmy zrezygnować z pierwszego zgrupowania i nad motoryką popracowaliśmy na własnych obiektach. Na szczęście sprawy finansowe udało się w porę wyprostować i mogliśmy polecieć na obóz do Turcji. Tam mieliśmy dobre warunki i w spokoju potrenowaliśmy nad przygotowaniem techniczno-taktycznym.

Po powrocie znów jednak musicie trenować na sztucznej nawierzchni.

- Bieganie po syntetycznej nawierzchni nie jest korzystne dla stawów zawodników. Na szczęście zima trochę odpuściła, śnieg topnieje, nasza płyta cały czas jest podgrzewana i mam nadzieję, że kilka razy przed meczem z Górnikiem [w poniedziałek o godz. 18 - red.] uda się potrenować na naturalnej trawie.

Wielu podaje w wątpliwość sens zimowych wyjazdów na południe Europy.

- Pewnych rzeczy nie da się przećwiczyć w naszych warunkach. Mamy w ekstraklasie wymóg posiadania podgrzewanych płyt i bez względu, jakie są warunki za oknem, pierwsze mecze będziemy rozgrywać na zielonej murawie. Nie można całej zimy spędzić biegając po śniegu... Nie takie zespoły i nie z takich lig wyjeżdżają na obozy do ciepłych krajów.

W Turcji udało się zgrać drużynę?

- Dołączyło do nas kilku nowych zawodników, ale te kilkanaście dni wystarczyło, żeby wkomponowali się w zespół. Carlos jest w Polsce od półtora roku, rozumie nasz język, szybko złapał kontakt z chłopakami. Fertovs - doświadczony, ograny zawodnik, bez problemów się odnajduje. Klemenz również.

Pomysł na grę pozostanie niezmienny - akcje mają napędzać skrzydłowi?

- Od dawna taka jest moja wizja. Dobrze byłoby mieć na każdą stronę po dwóch równorzędnych zawodników, gdy jeden złapie zadyszkę, to wpuszczamy drugiego i poziom jest utrzymany. Jesienią, gdy wygrywaliśmy, zdobywaliśmy gole, to najczęściej właśnie po akcjach skrzydłowych. Teraz chcemy to udoskonalić.

W Zabrzu nie będzie mógł pan skorzystać z Carlosa i Trytki, czyli teoretycznie podstawowych zawodników.

- Nie będę ukrywał, że jest to problem, a w naszej sytuacji kadrowej nawet bardzo duży problem. I dlatego w meczach sparingowych ustawialiśmy zespół pod nieobecność tej dwójki. W Zabrzu nie będziemy oczywiście odrzucali prowadzenia gry, ale raczej nie należy spodziewać się wysokiego pressingu w naszym wykonaniu.

Kapo będzie musiał z konieczności zagrać na szpicy, ale kto będzie dogrywał mu piłki? Po odejściu Janoty brakuje "dziesiątki".

- Z trójki środkowych pomocników Klemenz-Jovanović-Fertovs najbardziej ofensywny jest Łotysz i to na nim spocznie ciężar prowadzenia gry i obsługiwania Kapo. Oli na szpicy nie czuje się najlepiej, woli operować z głębi pola, ale jest na tyle doświadczony, że na pewno sobie w tej roli poradzi.

U pana poprzednika "Pachety" czasem w roli rozgrywającego sprawdzał się Kiełb.

- Zagraliśmy tak w dwóch sparingach i nieźle to wyglądało. Ale to wariant awaryjny, gdyby wynik nam się układał. Mam nadzieję, że takich sytuacji będzie jak najmniej.

Uda się jeszcze zakontraktować doświadczonego napastnika?

- Liczę na to, ale nic nie mogę zagwarantować. W naszym położeniu nie mamy czasu, aby wziąć kogoś, kto się będzie w Koronie ogrywał. Jeśli ma trafić do nas napastnik, to taki, który od razu zagwarantuje odpowiednią jakość. Musi mieć markę i małe wahania formy. Było kilka rozmów, ale nie byliśmy w stanie zapewnić takim zawodnikom oczekiwanego wynagrodzenia.

Kłopotem wydaje się również brak prawdziwej alternatywy dla Golańskiego. Z jego zdrowiem bywa różnie.

- Oczywiście, że przydałby się dla niego klasowy zmiennik, ale wiemy, że na takiego nas nie stać. Jeśli mamy wydać pieniądze, to wolę na piłkarza ofensywnego, bo w defensywie sobie poradzimy. Jeżeli "Golo" nie będzie mógł zagrać, wtedy pewnie przesuniemy na prawą stronę Malarczyka, a do środka Klemenza. Taki wariant wydaje się najbardziej naturalny.

Wracał pan w trackie odpraw z zawodnikami do kończącego jesień meczu z Cracovią?

- Tylko raz. Mam nadzieję, że taki mecz i takie podejście moim piłkarzom już nigdy się nie powtórzy.

Jest pan spokojny o ich podejście mentalne?

- Tak, bo to był jedyny mecz, w którym miałem zastrzeżenia do zawodników w tym elemencie. Problem, że było to akurat ostatnie spotkanie w roku i długo musieliśmy czekać z okazją do rehabilitacji. Ale wytłumaczyliśmy sobie pewne sprawy i jestem przekonany, że po każdy meczu - choć wynik może być różny - zawodnicy powiedzą sobie, że zrobili wszystko, aby go wygrać.

Terminarz jest mało korzystny: z czterech pierwszych meczów, trzy zagracie na wyjeździe.

- Ale to nie zwalnia nas z obowiązku, żeby w nich punktować. Musimy myśleć na boisku, być świadomym, co nam daje korzyści. Wiara, odpowiedzialność, pewność siebie będzie przynosiła punkty. Mecz trwa 90 minut, w każdej chwili można zdobyć gola, odwrócić losy. Nie chcę widzieć piłkarzy, którzy spuszczają głowy po nieudanym zagraniu. Koncentracja. Nie zagwarantuję, że w każdym meczu będziemy pięknie grać, ale czasem cel uświęca środki. Mamy bardzo mały margines błędu.

Naprawdę wierzy pan w tę pierwszą "ósemkę"?

- Nie mam żadnych wątpliwości i przekazałem to piłkarzom. Jeśli nie będziemy mieli urazów, kartek, to jesteśmy w stanie wygrać z każdym zespołem w lidze. Ale chcę mieć przede wszystkim poczucie dobrze wykonanej pracy. Nikt nie ma wehikułu czasu i nie cofnie się o tę jedną rundę. Mówienie potem: "A mogliśmy, a gdybyśmy...", nic nie da. Powtarzam chłopakom: ten kto przystępuje z lękiem do wojny, przegra ją zanim się zacznie.

A po sezonie i tak nadejdzie czas wielkich zmian.

- Biorąc pod uwagę, ile umów wygaśnie to na pewno. Ale jeśli chce się wreszcie grać o wyższe cele, to budżet musi być wyższy, jakość w drużynie większa. Robienie co weekend "W imię Ojca i Syna" już za długo w Koronie trwa.