Nie dając pieniędzy Koronie radni mogli się odegrać [KOMENTARZ]

Wybór radnych PO, PSL i SLD odbieram jedynie jako chęć odegrania się na Lubawskim za jego wielokrotną arogancję, którą demonstrował pytany o sprawy klubu. Bo raczej nikt mnie nie przekona, że przeważyła troska o miejski budżet. Na niechęci do Korony wyjątkowo łatwo dziś zbudować pozycję - pisze Maciej Sierpień po decyzji kieleckich radnych o nieprzyznaniu Koronie blisko 8 mln zł dotacji.
Od początku byłem przeciwnikiem dotowania zawodowego klubu piłkarskiego z miejskiej kasy. Szkodliwe rządy Tomasza Chojnowskiego opisywałem i piętnowałem dużo wcześniej, zanim na oczy przejrzał wreszcie prezydent Wojciech Lubawski. Powierzenie kierowania klubem Markowi Paprockiemu, który podjął się tego zadania tylko pod warunkiem autonomiczności swych decyzji, odebrałem jako krok w stronę normalności.

Znając Paprockiego, wiedziałem, że nie będzie się bał podejmować trudnych rozstrzygnięć. Nie ukrywał, że klub jest zadłużony, że dalsze życie ponad stan może doprowadzić do upadku. Podjął się naprawy. Wspólnie z trenerem Ryszardem Tarasiewiczem nakreślił plan, który za kilka miesięcy ma pomóc wyjść Koronie na prostą. Pozbycie się słabych, lecz wysoce opłacanych zawodników, zredukowanie kadry zespołu, nowe kontrakty mające odzwierciedlać rzeczywiste możliwości. Klubu i piłkarzy.

Dlatego trudno mi zrozumieć decyzję radnych o nieprzekazaniu pieniędzy Koronie akurat w tym momencie. W sytuacji, w której po raz pierwszy od dawna jest szansa, a w moim odczuciu pewność, że nie zostaną wyrzucone w błoto. Wybór radnych PO, PSL i SLD odbieram jedynie jako chęć odegrania się na Lubawskim za jego wielokrotną arogancję, którą demonstrował pytany o sprawy klubu. Bo raczej nikt mnie nie przekona, że przeważyła troska o miejski budżet. Na niechęci do Korony wyjątkowo łatwo dziś zbudować pozycję. Ale gorąco może być dopiero w czerwcu, gdy rzeczywiście okaże się, że ekstraklasa w Kielcach to już tylko wspomnienie.