Sport.pl

Przemysław Trytko: Nasze tryby muszą się dotrzeć

- Jesteśmy całkowicie nowym zespołem. Nie jest tak, że przyszedł jeden czy dwóch zawodników, ale pół drużyny. Musi trochę czasu minąć, zanim wszystkie tryby się dotrą - mówi w rozmowie z Kielce.sport.pl Przemysław Trytko.
ROZMOWA Z PRZEMYSŁAWEM TRYTKO

Maciej Sierpień: Długo śniły ci się zmarnowane szanse z Górnikiem?

- Przemysław Trytko, napastnik Korony: Śnić może nie, ale byłem niesamowicie wkurzony. Zresztą ciągle jestem! Gdzieś w głowie stale to siedzi, bo wiem, że gdybym strzelił gola, ten mecz na pewno ułożyłby się dla nas inaczej.

O którą sytuację masz do siebie największe pretensje?

- Zdecydowanie o tę w 2. minucie. Dostałem od Vanji piłkę podaną na tacy i wystarczyło tylko zdobyć gola. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, zepsułem to całkowicie. Przy drugiej też powinienem trafić do siatki, ale okazja była już trochę trudniejsza. Piłka poszła w kozioł, a Steinbors błyskawicznie wyrósł przede mną na linii pola karnego. W trzeciej miałem cały czas na plecach Augustyna, który do końca wywierał presję. I niestety wywarł...

Ale z pozytywów, to wreszcie zacząłeś otrzymywać prostopadłe podania z drugiej linii.

- Jeśli będę chciał na siłę poprawić sobie humor, to rzeczywiście mogę to zapisać po stronie drobnych plusów. Nie chcę popadać w depresję, biczować się, ale naprawdę jestem mocno wkurzony za ten mecz.

Paradoksalnie mimo wysokiej porażki zagraliście najlepiej w sezonie.

- W pierwszej połowie... Z boiska wyglądało to całkiem nieźle. Mieliśmy przewagę, graliśmy szybko, piłką, stworzyliśmy sobie kilka niezłych sytuacji. Po przerwie niestety było już znacznie słabiej. Ale pokutowały te zmarnowane przeze mnie okazje. Myślę jednak, że w pierwszej części pokazaliśmy przynajmniej fragment tego, czego oczekuje od nas trener.

Cały czas jednak nie potraficie wystrzec się błędów w grze obronnej.

- Nie ma co ukrywać, że jako cały zespół nie funkcjonujemy prawidłowo w defensywie. Ale jakkolwiek sloganowo to zabrzmi: problemem jest przede wszystkim komunikacja. W tym sezonie jesteśmy całkowicie nowym zespołem. Nie jest tak, że przyszedł jeden czy dwóch zawodników, ale pół drużyny. Musi trochę czasu minąć, zanim wszystkie tryby się dotrą. Z drugiej strony sami musimy być bardziej skoncentrowani, szczególnie przy stałych fragmentach gry rywala.

Legia będzie bezlitosna w wykorzystywaniu takich potknięć.

- Nie ma co liczyć, że będą nas chcieli oszczędzić. Oni mają jasny cel, chcą obronić tytuł i w ostatnich meczach pokazują swój potencjał. Nie ma też chyba co liczyć, że będą zmęczeni po pucharze z Aktobe, bo trener Berg może zestawić całkowicie inną jedenastkę. Ale nie możemy jechać do Warszawy jak na pożarcie. Respekt do Legii oczywiście mamy, ale w naszym zespole też nie brakuje ludzi, którzy potrafią grać w piłkę.

Tak szczerze, można w ogóle szukać optymizmu przed niedzielą?

- Patrząc na tabelę i ostatnie wyniki, oczywiście, że nie. Ale to jest na szczęście sport. Piłka bywa nieprzewidywalna, lubi niespodzianki. Gwarancji, że wrócimy do Kielc z trzema punktami, na pewno nie dam, ale mogę zapewnić, że nie odpuścimy im centymetra na boisku. A ja, jak będę miał dobrą sytuację, to w końcu trafię.

Olivier Kapo okaże się lekiem na niemoc Korony?

- Ma wszelkie walory, aby zostać gwiazdą naszego zespołu. Gość ma potwornie mocne CV. Kluby, w których grał, dla większości polskich zawodników są nieosiągalne. Żeby choć część swych umiejętności pokazał w Koronie.

Trener zapowiedział, że w Warszawie zagra od początku. Dla ciebie to nie najlepsza informacja.

- Wbrew pozorom cieszę się, że przybył mi konkurent, bo mnie rywalizacja tylko motywuje do pracy. Nie patrzę na jego transfer w kategoriach osobistych, ale dobra dla całego zespołu. Zresztą trener powiedział, że w pewnych wariantach ustawienia widzi nas grających obok siebie w ataku.

To najlepszy piłkarz, z jakim miałeś okazję trenować?

- W Cottbus spotkałem Bułgara Dimitara Rangolova, który miał za sobą występy m.in. w RC Strasbourg i Borussii Dortmund. Bardzo dobry napastnik. Choć oczywiście nie taki jak Kapo. Olivier to zdecydowanie najlepszy zawodnik, jakiego spotkałem w szatni.

Na treningach robi różnicę?

- Powiem tak: widać, że potrafi grać w piłkę. Takie rzeczy da się zauważyć po paru kontaktach z piłką. Pewną niewiadomą jest jednak jego przygotowanie motoryczne. Jeśli fizycznie będzie gotowy, to musi być dobrze.

Ze tydzień mecz z Jagiellonią, więc występu powinieneś być pewien...

- (śmiech ) Wiem, co to za mecz, wiem, co będę chciał zrobić na boisku. Marzenia są po to, żeby je realizować. I tyle.

Więcej o: