Dwójka napastników na trójkę obrońców Górnika. Korona po pierwszy komplet

Światełko optymizmu po Pogoni szybko zgasło z Cracovią. Mecz z Górnikiem musi dać odpowiedź, w którym miejscu jest Korona. Początek na Kolporter Arenie w piątek o godz. 18.
W Krakowie kielczanie mocno rozczarowali. Oczywiście stratę trzech punktów "zawdzięczają" fatalnemu i dyskwalifikującemu pracę arbitrów błędowi z niezauważeniem pozycji spalonej pięciu piłkarzy "Pasów", ale wcześniej sami niewiele zrobili, aby zapracować na korzystny wynik. O ile w defensywie radzili sobie jeszcze w miarę przyzwoicie, to w ofensywie całkowicie nie istnieli. Słabo w środku pola zagrał Michał Janota, bezproduktywnie biegali skrzydłowi, zupełnie odcięty od podań był Przemysław Trytko.

A zatem Korona robiła na boisku wszystko to, co napiętnuje Ryszard Tarasiewicz. - Staram się nigdy publicznie personalnie nie oceniać zawodników i swoje uwagi przekazywać im podczas analizy. Nie ma jednak co ukrywać, że zawodnicy odpowiedzialni za napędzanie ofensywy nie byli tego dnia w najlepszej dyspozycji - dyplomatycznie mówi kielecki szkoleniowiec.

I dlatego w konfrontacji z Górnikiem należy spodziewać się zmian. Korona najprawdopodobniej, inaczej niż w poprzednich meczach, zagra duetem napastników. Miejsce Siergiejowi Chiżniczence ustąpi jeden z trójki środkowych pomocników (raczej Janota). Zmiany można oczekiwać również na prawym skrzydle, gdzie Pawła Sobolewskiego (z Cracovią zszedł z urazem) wymieni Nabil Aankour. Wszystko natomiast wskazuje, że mimo straty ośmiu goli w czterech meczach trener Tarasiewicz nie będzie raczej rotował w defensywie. W środku ponownie postawi na Piotra Malarczyka i Moussę Ouattarę.

- Zdaję sobie sprawę, że nasza gra obronna nie wygląda zbyt korzystnie. Gole, które strzelają nam rywale, nie wynikają jednak z ich składnej gry, lecz naszych indywidualnych, prostych błędów. Te jednak systematycznie eliminujmy, z każdym meczem rozumiemy się coraz lepiej. Mam nadzieję, że z Górnikiem wreszcie zagramy na zero z tyłu - twierdzi Malarczyk.

On po odejściu Pavola Stano stał się głównodowodzącym defensywy. Na razie jednak z nie najlepszym skutkiem. - Teraz muszę skupiać się nie tylko na swojej grze, ale korygować całą formację. Choć oczywiście sporo pomaga mi też swym doświadczeniem Paweł Golański. Dla mnie to nowe zadanie, ale podoba mi się ono. Oby tylko wyniki były w końcu lepsze - dodaje wychowanek i stoper Korony.

Grę trójką środkowych obrońców preferuje natomiast piątkowy przeciwnik kielczan. Górnik, obok ich poprzedniego rywala - Cracovii, jako jedyny w ekstraklasie stosuje taktykę, która z powodzeniem sprawdzała się podczas mundialu w Brazylii. - Dla mnie to bardzo ryzykowne rozwiązanie, bo nie wszystkie pomysły można niestety przeszczepić na nasze warunki. Do takiej taktyki trzeba mieć niesamowicie inteligentnych zawodników, skoordynowane formacje. Ja raczej nigdy nie zdecyduję się na grę trójką w defensywie - przyznaje Tarasiewicz.

Ale zabrzanie w nowym ustawieniu odnajdują się póki co całkiem nieźle. Podopieczni trenera Józefa Dankowskiego (a dokładniej dyrektora sportowego Roberta Warzychy, bo to on w praktyce decyduje o drużynie) w tym sezonie jeszcze nie przegrali. Na inaugurację Górnik wygrał z Cracovią (2:0), następnie zremisował z mistrzem Legią i wicemistrzem Lechem (po 1:1), a w minionej kolejce pewnie wygrał z Jagiellonią (3:0).

Choć w tym ostatnim meczu nie obeszło się bez kontrowersji. Dwa gole gospodarze zdobyli po ewidentnych pomyłkach sędziego. - Nie chcę zbyt wiele mówić o pracy arbitrów, często gryzę się w język, ale naprawdę poważnie zastanawiam się, czy nie zaprzestać podawania im ręki przez spotkaniem i ograniczyć się tylko do zwrotu "dzień dobry". Uścisk dłoni jest wyrazem szacunku, a tego często w pracy sędziów brakuje. Nie chcę szukać usprawiedliwień naszej porażki z Cracovią, ale nie zauważyć tak ewidentnego spalonego to dla mnie niepojęte! - wciąż nie kryje emocji Ryszard Tarasiewicz.

Więcej o: