Korona w osłabieniu strzela dwa gole i wygrywa! Utrzymanie tuż, tuż [ZDJĘCIA]

Piłkarze Korony znów zgotowali swoim kibicom ogromną huśtawkę nastrojów, ale tym razem z happy endem. Kielczanie przez ostatnie 15 minut grali w osłabieniu, ale zdołali strzelić dwa gole i zdobyli kluczowe w walce o utrzymanie trzy punkty.
Trener "Pacheta" sporo pozmieniał w składzie względem poniedziałkowego meczu w Lubinie. Roszady były cztery. W tym dwie dość zaskakujące: Pavol Stano, a nie Piotr Malarczyk na środku defensywy oraz na lewym skrzydle rezerwowy w ostatnich tygodniach Sergej Pilipchuk za Michała Janotę. Pewną niespodzianką było również pozostawienie w centrum drugiej linii - słabo spisującego się w poprzednich meczach - Kyryło Petrowa, kosztem wracającego po pauzie za czerwoną kartkę Vanji Markovicia lub Marcina Cebuli.

- Uczulam zawodników, żeby od początku byli maksymalnie skoncentrowani - mówił przed spotkaniem trener "Pacheta". - Najważniejsze jest dobre wejście w mecz, udane pierwsze podanie. Jeśli tego nie zrobisz, to pojawiają się niepotrzebne nerwy, straty. Najważniejsza jest głowa i koncentracja - dodawał obrońca Paweł Golański.

Teza jak najbardziej słuszna, ale znów tylko na słowach się skończyło, bo Korona znów rozpoczęła fatalnie. Już w 2. minucie Wojciech Małecki zmuszony był wyciągać piłkę z siatki. Po jednym z dań firmowych zespołu Leszka Ojrzyńskiego, czyli rozegraniu wrzutu z autu. Piłkę mocno w "szesnastkę" wrzucił Damian Chmiel, ta odbita przez kieleckich obrońców wróciła do skrzydłowego Podbeskidzia, Chmiel huknął więc na bramkę Małeckiego, kielecki bramkarz piłkę sparował, ale wprost pod nogi Dariusza Łatki, który z najbliższej odległości wpakował ją do siatki. Dla byłego piłkarza Korony to pierwszy gol w... 127 występie w ekstraklasie.

Gospodarze zaliczyli błyskawiczny knockdown i przez następny kwadrans zupełnie nie potrafili się podnieść. Korona nie istniała na boisku, dała się całkowicie zdominować ekipie "Górali". Goście agresywnym pressingiem zepchnęli kielczan do głębokiej defensywy i stwarzali sobie kolejne szanse. Bezradnym piłkarzom "Pachety" w 18. minucie z pomocą przyszedł jednak Anton Sloboda, który w niegroźnej sytuacji sfaulował w polu karnym Przemysława Trytko i arbiter Paweł Raczkowski odgwizdał "jedenastkę". A tę na gola zamienił sam poszkodowany - dla Trytko to szósty gol w sezonie. Wyrównująca bramka mocno pomogła Koronie, bo do końca pierwszej połowy gospodarze już nie pozwolili Podbeskidziu sobie zagrozić. Sami zaś w 44. minucie po raz drugi pokonali Richarda Zajaca. Konkretnie uczynił to Maciej Korzym, ale był na pozycji spalonej i gol nie został uznany.

Pobyt w szatni znów jednak okazał się bezcenny dla kielczan. Po zmianie stron Korona wreszcie zaczęła dłużej utrzymywać się przy piłce. Rywale już nie atakowali tak wściekle i tak wysoko, więc kielczanie mogli z większą swobodą wymieniać podania na ich połowie. W środku pola w końcu zaczęła układać się współpraca Petrowa z Vlastimirem Jovanoviciem, skrzydłowi również dużo częściej inicjowali akcje ofensywne (aktywny Paweł Sobolewski). I Korona miała swoje okazje. Najpierw z rzutu wolnego dobrze przymierzył Paweł Golański, a następnie Zajac dwukrotnie wybronił groźne uderzenia Macieja Korzyma. Kielczanie po przerwie wyglądali naprawdę korzystnie, ale to Podbeskidzie niespodziewanie strzeliło drugiego gola. W 71. minucie po przypadkowo rozegranej akcji (dalekie wybicie piłki Błażeja Telichowskiego i strącenie głową przez Fabian Pawelę) oraz błędzie w ustawieniu kieleckiej defensywy w sytuacja sam na sam z Małeckim znalazł się rezerwowy Mateusz Stąporski i przywrócił gości na prowadzenie.

Ale przypadkowo stracony gol tylko podrażnił Koronę. Kielczanie z animuszem ruszyli do odrabiania strat. Mimo, że przez ostatni kwadrans w osłabieniu (czerwona kartka dla Radka Dejmka) atakowali z pasją i nie brakowało im szans do wyrównania. Cudów w bramce Podbeskidzia dokonywał jednak Zajac. Słowacki bramkarz znakomicie interweniował kolejno po próbach Korzyma, Golańskiego i Jacka Kiełba. Ten ostatni receptę na Zajaca znalazł jednak w 86. minucie, gdy obsłużony idealnym podaniem przez Michała Janotę w sytuacji sam na sam położył golkipera gości na ziemi i trafił do pustej bramki. A to nie był koniec emocji. W 90. minucie osłabiona Korona strzeliła trzeciego i zwycięskiego gola! Z rzutu wolnego dośrodkował (a jakże) Golański, a głową z impetem przymierzył Stano.

Kolejny mecz Korony w sobotę - o godz. 18 kielczanie podejmą przy Ściegiennego Piast Gliwice.

Korona Kielce - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2 (1:1)

Bramki: Trytko (18.), Kiełb (86.), Stano (90.) - Łatka (2.), Stąporski (71.)

Korona: Małecki Ż - Golański, Stano Ż, Dejmek Ż Cz, Sylwestrzak - Sobolewski, Jovanović, Petrow (76. Kiełb), Pilipchuk (56. Janota) - Korzym, Trytko (62. Chiżniczenko)

Podbeskidzie: Zajac - Górkiewicz, Telichowski, Konieczny Ż, Adu - Chmiel, Sloboda, Łatka (61. Stąporski), Iwański, Malinowski (71. Pietruszka) - Pawela (89. Lebedyński)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 5967.