Leszek Ojrzyński: Atletico jest dla mnie wzorem. Pokazują siłę kolektywu

- Każdy trener czerpie z różnych źródeł, szuka dla siebie wzoru. Dla mnie od dawna takim pozostaje Atletico. Oni jak mało kto udowadniają, że zespół jest najważniejszy - mówi w rozmowie z kielce.sport.pl trener Leszek Ojrzyński
Rozmowa z Leszkiem Ojrzyńskim

Maciej Sierpień: Niedzielny [początek meczu przy Ściegiennego o godz. 15.30] przyjazd do Kielc jest chyba już mniej naładowany emocjonalnie niż wizyta w grudniu?

- Leszek Ojrzyński, trener Podbeskidzia: Zdecydowanie mniej, bo czas goi rany. Wtedy wciąż byłem świeżo po zwolnieniu i chyba zbyt mocno napiąłem się na ten mecz. Chcieliśmy się dobrze zaprezentować przed kielecką publicznością, a zagraliśmy jedno z najsłabszych spotkań. Po pierwszej połowie powinniśmy przegrywać 0:3. Teraz jesteśmy w innym momencie. Mamy za sobą zgrupowania, sparingi, a przede wszystkim kilka niezłych meczów wiosną. Ja też jestem dużo spokojniejszy.

Ale chęć rewanżu za porażkę 1:2 na pewno jest?

- Przede wszystkim musimy zagrać zdecydowanie lepiej niż w grudniu. Korona nas całkowicie zdominowała, wybiła atuty. Ale teraz też nie będzie łatwo. Gdy jeszcze pracowałem w Kielcach uczyniliśmy z własnego stadionu twierdzę, gdzie nikomu nie było lekko. I z trenerem "Pachetą" chłopaki to kontynuują. Zresztą uważam, że Korona ma lepszy zespół niż przed rokiem. Dojrzali Marković, Sylwestrzak, Cebula, którzy debiutowali u mnie, a przede wszystkim są tu nadal dobrzy, doświadczeni zawodnicy: Sobolewski, Golański, Stano, Korzym.

Nie ma natomiast w klubie dwóch orędowników pana zwolnienia...

- Gdy odchodziłem mówiłem, że pewne sprawy wyjdą na jaw i jak widać nie pomyliłem się. Choć nie spodziewałem się, że wszystko rozstrzygnie się jeszcze w tym sezonie. Ale nie mam już do nikogo żalu. Było, minęło. Ci panowie doskonale wiedzą, dlaczego nie pozwolili mi kontynuować pracy w Koronie. Nieraz powtarzałem, że mnóstwo dobrego obiecywałem sobie po tym trzecim sezonie w Kielcach. Uważałem, że pierwsza "ósemka" jest spokojnie w naszym zasięgu. Jestem też pewien, że gdyby nie panowie Chojnowski i Kobylański, dziś dla Kielc graliby Robak i Lewczuk. Brakowało tylko aprobaty ze strony działaczy.

Po dymisji mówił pan, że "prawda się obroni".

- I miałem rację... Oni byli moimi przełożonymi, ja tylko pracownikiem i musiałem się podporządkować ich decyzji. Życie tak się potoczyło, że w niedzielę po raz drugi poprowadzę w Kielcach rywala Korony. Ale mściwy nie jestem. Wiedziałem, że uczciwą pracą w innym klubie trochę rzeczy udowodnię.

I Podbeskidzie jest rewelacją wiosny, wygraliście trzy ostatnie mecze.

- Na razie nie ma się z czego cieszyć, zadowolenie przyjdzie jak się utrzymamy. Parę punktów udało się już zdobyć, ale to wciąż za mało, żeby być pewnym zrealizowania celu. Gdy to zrobimy, to będę mógł powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowany. Zresztą uważam, że to, co najtrudniejsze w tym sezonie, dopiero przed nami. Do tej pory graliśmy z pozycji zespołu skazywanego na spadek, a tak jest łatwiej o sprawienie niespodzianki. Teraz usłyszeliśmy trochę pochwał, coś tam wygraliśmy, jesteśmy wyżej w tabeli i każdy rywal będzie już inaczej podchodził do meczów z nami. Cały czas uczulam na to piłkarzy.

Mnóstwo dobrego w ostatnich tygodniach mówi się też o Diego Simeone i jego Atletico Madryt. A pan akurat już od pewnego czasu czerpie z ich stylu.

- Kibicuję im od dwóch sezonów. Lubię takie zespoły: dobrze zorganizowane, konkretne na boisku, agresywne. Dla mnie w tej chwili to najlepsza drużyna świata. Podczas zimowych przygotowań wiele odpraw poświęciłem ich grze, pokazywałem zawodnikom elementy, które można przełożyć na nasze warunki. Kluczem Atletico do sukcesu jest gra defensywna, w której uczestniczy cały zespół. Ze wszystkich drużyn w Europie najczęściej zachowują czyste konto. I my, odkąd jestem w Bielsku, już 10 razy zagraliśmy na zero z tyłu. Atletico jest liderem w Hiszpanii, choć pod względem indywidualności przegrywa przecież z Barceloną i Realem. Tam gwiazdy same się tworzą: Courtois, Miranda, Diego Costa, Koke, czy wcześniej Falcao. Jak pracowałem w Koronie nieraz pokazywałem też zawodnikom fragmenty meczów Borussii Dortmund. Taktykę opierająca się na grze zespołowej, aktywnej strefie, pressingu.

Łatwiej mobilizuje się piłkarzy do pracy na przykładzie postępu jakie poczyniło Atletico?

- Mam przede wszystkim w Bielsku wielkiego fana tego klubu - Richarda Zajaca. Nasz bramkarz ogląda ich wszystkie mecze, chyba jeszcze mocniej im kibicuje. A czy łatwiej? Każdy trener czerpie z różnych źródeł, szuka dla siebie wzoru. Dla mnie od dawna takim pozostaje Atletico. Oni jak mało kto udowadniają, że zespół jest najważniejszy. Pokazują siłę kolektywu na boisku i poza nim.

Zostanie pan w Podbeskidziu na kolejny sezon?

- Decyzję podejmę, gdy się utrzymamy. Na razie nie chcę zaprzątać sobie tym głowy. Jest taki cytat w Biblii: "Jutro samo zadba o siebie". I taką zasadę wyznaję. Co ma być, to będzie. Choć wiem na przykładzie Korony, że nie zawsze jest tak, jak człowiek sobie tego życzy.

Ewentualny powrót do Kielc w obecnej sytuacji byłby łatwiejszy?

- Każdy scenariusz jest możliwy. Gdy odchodziłem z Korony miałem przeświadczenie, że jeszcze tu wrócę. Nie wiem czy w czerwcu, czy za rok, czy za trzy lata, ale wrócę. W Kielcach cały czas mieszka moja rodzina, praktycznie co tydzień ich odwiedzam. Kibice o mnie nie zapomnieli, cały czas dostaję dowody sympatii.

Na przeszkodzie nie stanęłyby nawet słowa prezydenta Lubawskiego, który insynuował, że nie tylko kwestie sportowe decydowały o pana zwolnieniu?

- To nie byłby dla mnie miłe słowa, ale jakoś staram się zrozumieć prezydenta. Prezes Chojnowski był jego bliskim współpracownikiem, ufał mu bezgranicznie. Wierzył w jego uczciwość, rzetelną pracę i słuszne decyzje. Przyszłość pokazała, że się zawiódł. Ja staram się wybaczać ludziom, więc prezesowi i panu Kobylańskiemu życzę wszystkiego dobrego. Z prezydentem też na pewno byśmy się dogadali.

To co, remis w niedzielę zadowoli obie strony?

- Jeśli po takiej naszej grze jak ostatnio, to biorę go w ciemno (śmiech). Ale zamierzamy zaprezentować się zdecydowanie lepiej, więc liczymy tylko na zwycięstwo. Korona ma podobne plany, dlatego mam nadzieję, że będzie to dobry i emocjonujący mecz. A wygra na pewno lepszy.