Marcin Cebula zdaje piłkarską maturę. 18-latek pokieruje grą Korony

Z Górnikiem swój piłkarski egzamin dojrzałości będzie zdawał pomocnik Marcin Cebula. Trener Jose Rojo Martin zapowiedział, że to 18-latek zastąpi w drugiej linii pauzującego za kartki Vanję Markovicia.
Niezastąpiony od kilku meczów Serb w spotkaniu z Zagłębiem Lubin (1:1) obejrzał czwartą żółtą kartkę w sezonie. Jego naturalnym zmiennikiem na pozycji defensywnego pomocnika wydawał się Artur Lenartowski, ale on od kilkunastu dni zmaga się z kontuzją ramienia. - To strasznie pechowy uraz. Nawet zwykłego wymachu ręki nie mogę zrobić. Myślałem, że w tym tygodniu wszystko będzie już dobrze, ale w środę uraz niestety się odnowił. Ryzyko pogorszenia się, gdybym zagrał, jest spore - mówi "Kaka".

Dlatego współpracować z Jovanoviciem będzie Marcin Cebula. Dla niego będzie to debiut w ekstraklasie od pierwszej minuty. Do tej pory zagrał trzy mecze, ale za każdym razem wchodził z ławki. Przed tygodniem, zmieniając na boisku Michała Janotę, zaliczył swój premierowy występ w tym sezonie (jesienią długo zmagał się z urazem kolana). Na tle osowiałych kolegów zaprezentował się solidnie. Spodobać się mógł zwłaszcza jego drybling, gdy w pełnym biegu efektownie minął dwóch rywali. - Jeśli do soboty nic złego się nie stanie, to postawię właśnie na niego. Byliśmy bardzo ostrożni wobec niego w trakcie okresu przygotowawczego, ale teraz uważam, że nadszedł jego czas - podkreśla Jose Rojo Martin.

Marcin Cebula pierwsze kroki stawiał w Pogoni Staszów, ale piłkarsko w pełni ukształtował się w Kielcach. Grupy młodzieżowe Korony zasilił w wieku 12 lat. Od początku był uznawany przez klubowych trenerów za wielki talent. Występował w środku pola lub jako boczny pomocnik. Dobrze wyszkolony technicznie, imponujący wydolnością, spokojem na boisku, przeglądem pola. Jako 16-latek zadebiutował w prowadzonej wówczas przez Włodzimierza Gąsiora drużynie Młodej Ekstraklasy. W poprzednim sezonie był już jej podporą i szybko został zaproszony przez Leszka Ojrzyńskiego do treningów z pierwszym zespołem.

I jeszcze poprzedniej jesieni mógł zadebiutować w podstawowym składzie Korony. Ale... - Przed meczem z Piastem szykowaliśmy go do jedenastki. Ale gdy dwa dni przed meczem dowiedział się o tym, na treningu nagle zaczął potykać się o własne nogi. Umiejętności owszem predysponują ich [młodych zawodników - przyp. red.] do gry w ekstraklasie, ale musi być jeszcze gotowa głowa. Nie wytrzymuje ciśnienia na treningowej gierce, trudno, by podołał w meczu, gdzie jest stres, presja - tłumaczył wtedy Ojrzyński.

Czy kilkanaście miesięcy później jest już gotowy? - To piłkarz o ogromnych możliwościach. Jestem przekonany, że sobie poradzi. Zresztą będzie otoczony na boisku grupą bardzo dobrych zawodników: Kiełbem, Sobolewskim, Jovanoviciem, Pilipchukiem. "Cebul" cały czas robi ogromne postępy. To już zupełnie inny, lepszy piłkarz niż kilka miesięcy temu - twierdzi "Pacheta".

Bo po zakończeniu rundy jesiennej Hiszpan był mocno rozczarowany podejściem do swych obowiązków klubowej młodzieży. W swym debiucie w Koronie od pierwszej minuty niespodziewanie desygnował w ataku Karola Angielskiego. 17-letni napastnik szansy nie wykorzystał i na boisku po raz ostatni pojawił się w 11. kolejce. - To póki co jedna z moich porażek. Od początku staram się do tych młodych chłopaków dotrzeć, ale nie potrafię. Jest coś w ich otoczeniu, środowisku, co ma większą siłę niż ja. To "coś" ich niszczy, sugeruje złe decyzje. Nie każdy potrafi obrać drogę Vanji. Ale nie poddaję się, będziemy jeszcze mocniej pracować, żeby ich odzyskać dla drużyny. Bo tu są naprawdę wielkie talenty: Janiec, Cebula, Angielski, Przybyła - mówił "Pacheta" pod koniec grudnia w rozmowie z "Wyborczą".

Dziś jest przekonany, że z Górnikiem Marcin Cebula zda swój piłkarski egzamin dojrzałości. Okazja, by się o tym przekonać, w sobotę w Zabrzu od godz. 15.30.

Więcej o: