Korona wciąż bez zdobyczy przy Łazienkowskiej. Porażka z Legią w ostatnich minutach

Korona zagrała ambitnie, nie odstawiała nóg, ale nowej piłkarskiej jakości zaprezentowała bardzo niewiele. Po przeciętnym meczu z obu stron - lepsi gospodarze. Legia - Korona 1:0.
Na otwarcie rundy trener Jose Rojo Martin zgodnie z oczekiwaniami wybrał teoretycznie najsilniejszą obecnie jedenastkę. Choć i tak jednej niespodzianki nie uniknął. Przeciwko mistrzowi Polski Korona wybiegła z dwójką nominalnych napastników. Z przodu Macieja Korzyma wspomagał nie Jacek Kiełb, lecz debiutant, zakontraktowany w tym okienku Kazach Siergiej Chiżniczenko.

Zanim jednak oba zespoły na dobre ruszyły do rywalizacji, już chwilę po pierwszym gwizdku arbiter Paweł Gil zmuszony był przerwać grę. Kibice gospodarzy odpalili bowiem race oraz fajerwerki i murawę pokrył gęsty dym. Nieplanowana pauza potrwała pięć minut. I natychmiast po wznowieniu Korona mogła zaskoczyć Legię. Po długim przerzucie w idealnej sytuacji znalazł się Paweł Sobolewski, ale jego strzał z 12 metrów znakomicie sparował Dusan Kuciak. To był jednak nieliczny moment, kiedy podopieczni "Pachety" zagościli w polu karnym gospodarzy, Bo choć kielczanie rozpoczęli bez zbędnego respektu dla rywala, to jednak ich poczynaniom nie brakowało nerwowości.

Zwłaszcza w pierwszych dwóch kwadransach Korona miała sporo problemów z utrzymaniem się przy piłce, wyprowadzeniem akcji z własnej strefy obronnej. W rozgrywaniu ataków próbowała zbyt prostych rozwiązań, po dwóch, trzech podaniach szybko notując stratę. W defensywie kielczanie radzili sobie zdecydowanie lepiej, lecz czasem zostawiali rywalom zbyt wiele wolnej przestrzeni przed własną "szesnastką". Tak jak w 25. minucie, gdy strzelając z narożnika pola karnego, do sporego wysiłku Zbigniewa Małkowskiego zmusił Brazylijczyk Guliherme (ten sam błąd kielczanie powielili dwie minuty później - znów skuteczna interwencja Małkowskiego). Po raz trzeci nowy nabytek Legii uderzeniem z dystansu spróbował zaskoczyć golkipera Korony w 42. minucie, ale ten ponownie okazał się lepszy.

Po zmianie stron mistrz Polski szybko po raz kolejny postraszył Koronę. I po raz kolejny kielecki zespół uratował Małkowski. Legia składnie rozegrała piłkę, sam na sam z kieleckim bramkarzem wybiegł Henrik Ojamaa, ale przegrał bezpośredni pojedynek. Od 52. minuty gospodarze musieli radzić sobie w osłabieniu, gdy za uderzenie Pawła Golańskiego z boiska wyleciał Wladimer Dwaliszwili. Stan liczebny na murawie wyrównał się jednak zaledwie pięć minut później, kiedy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Vlastimir Jovanović (ostry faul na Guliherme).

W drugiej połowie Korona jeszcze rzadziej gościła na połowie przeciwnika. Choć Legia wcale nie rozgrywała dobrego meczu, kielczanie nie mieli pomysłu, jak w ofensywie zaskoczyć podopiecznych Henninga Berga. Kuciak tylko raz zmuszony był do poważnej interwencji, gdy w 66. minucie bez przyjęcia z dwudziestu metrów huknął Golański. W 84. minucie skapitulował jego vis-a-vis. W polu karnym Iniakiego Astiza szarpnął Sobolewski i arbiter wskazał na jedenasty metr. Rzut karny pewnie na gola zamienił Ivica Vrdoljak i zapewnił Legii inauguracyjną wygraną.

W następną niedzielę Korona zaprezentuje się przed własną publicznością - o godz. 13 podejmie na Kolporter Arenie Zagłębie Lubin.

Legia Warszawa - Korona Kielce 1:0 (0:0)

Bramka: Vrdoljak (84. z karnego)

Legia: Kuciak - Bereszyński, Astiz, Dossa Junior, Brzyski - Guilherme Ż (74. Kucharczyk), Łukasik (74. Pinto), Vrdoljak Ż, Ojamaa (80. Augusto), Radović - Dwaliszwili Cz

Korona: Małkowski - Golański, Dejmek, Malarczyk, Sylwestrzak - Sobolewski Ż (83. Gołębiewski), Marković Ż, Jovanović Ż Cz, Pilipchuk - Korzym (69. Kiełb), Chiżniczenko (60. Janota)

Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 17457.

Więcej o: