Sport.pl

Daniel Gołębiewski: pogoda sprzyja, aby przyłożyć sobie lód do głowy

- Jeśli w 90. minucie nasi obrońcy są w polu karnym rywala, atakujemy tam pięcioma ludźmi, to pokazuje, że sił nam starcza. Z Lechem znów punkty wyrwaliśmy w końcówce - mówi strzelec zwycięskiej bramki z ?Kolejorzem? napastnik Daniel Gołębiewski.
Rozmowa z Danielem Gołębiewskim

Maciej Sierpień: Twoja radość po golu była wielka, ale chyba w pełni uzasadniona?

- Daniel Gołębiewski, napastnik Korony: Ogromna ulga, bo trochę na tego gola się naczekałem. To była już któraś tam kolejka z rzędu [ostatnia bramka jeszcze w barwach Polonii w 27. kolejce poprzedniego sezonu - przyp. red.] gdy nie udawało mi się trafić do siatki. Ale chcę podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali. Kolegom z drużyny i pracownikom klubu, którzy mimo, że nie strzelałem, dalej we mnie wierzyli. Ja też wierzyłem, że to przełamanie wreszcie przyjdzie. Cieszę się, że w zwycięskim meczu.

Podanie od Sergeja Pilipchuka było idealne, na ten przysłowiowy nos.

- Powiem tak: w tym meczu to koledzy zrobili czarną robotę, a ja tylko zgarnąłem deser. Chłopaki zostawili na boisku mnóstwo zdrowia, dużo się nabiegali. Maciek Korzym ułożył nam mecz. Znakomicie wykorzystał błąd Kamińskiego i zarobił dla nas czerwoną kartkę.

Lech mimo gry w osłabieniu grał jednak mądrze. Mimo waszej sporej przewagi długo nie potrafiliście rozmontować poznańskiej defensywy.

- Bo to jest bardzo dobry zespół i my o tym doskonale wiedzieliśmy. Wyprowadzali groźne kontrataki. Cieszy, że udało się utrzymać zero z tyłu. Nasi obrońcy są znakomici pod swoją bramką, a dodatkowo potrafią stwarzać zagrożenie na połowie przeciwnika. Dołożyli ogromną cegiełkę do tych 43 dośrodkowań, które wykonaliśmy z Lechem.

Liczba imponująca, ale ze zdecydowaną większość "Kolejorz" nie miał większych problemów.

- Wiemy w czym jesteśmy mocni. Oczywiście z boku nasza gra mogła wydawać się nudna, że tylko wrzucamy, wrzucamy, a obrońcy wybijają. Ale wiemy, że taka gra przynosi nam korzyści. I w 88. minucie tak się stało. A gdybyśmy grali inaczej, wcale nie jest powiedziane, że trzy punkty zostałyby w Kielcach.

Komplet w dwóch ostatnich meczach i Korona wreszcie mocniej odbiła się od ligowego dołu.

- Na razie tylko lekko się odbiliśmy. Na szczęście pogoda sprzyja, że wziąć trochę lodu i sobie przyłożyć do głowy. Bo wystarczy chwila nieuwagi, rozkojarzenia by szybko wrócić na miejsce, na którym byliśmy jeszcze niedawno.

Z uśmiechem na ustach można powiedzieć nawet o zwycięskiej passie.

- Tak, ktoś szalony mógłby oczywiście powiedzieć, że jesteśmy niezwyciężeni... Choć jeśli wygralibyśmy również w Gliwicach?

Mecz z Piastem już w piątek (godz. 18). Czasu na rozpamiętywanie zwycięstwa z Lechem nie ma.

- Nie ma czasu na radość i odpoczynek, ale chyba o to w tym wszystkim chodzi, żeby grać jak najwięcej i jak najczęściej, bo wtedy jest szansa, że nasz poziom będzie rósł. Piast dostał mocny cios od Zawiszy [porażka w Bydgoszczy 0:6 - przyp. red.], więc pewnie będą podwójnie zmotywowani, żeby zrehabilitować się przed swoimi kibicami. Ale my mamy wielką radość z gry. Mimo, że gramy w ostatnich tygodniach często, to fizycznie czujemy się bardzo dobrze. Jeśli w 90. minucie nasi obrońcy są w polu karnym rywala, atakujemy ich tam pięcioma ludźmi, to pokazuje, że sił nam starcza. Z Lechem to był przecież kolejny mecz, w którym punkty wyrwaliśmy w samej końcówce.

Więcej o: