Sport.pl

Antyfutbol Korony w Gdańsku. Z Lechią znów bezradna

Korona w Gdańsku trafiła wyjazdowe oczko. Po raz 21. wróciła do Kielc bez zwycięstwa. Bardziej jednak od utrzymania fatalnej serii martwi styl, w jakim podopieczni ?Pachety? to uczynili.
Po poprzednim meczu z Górnikiem Zabrze powiało lekkim optymizmem. Wydawało się, że Jose Rojo Martin odnalazł wreszcie klucz do zespołu. Przeciwko Lechii oczekiwano, że Korona utrzyma dobre elementy w grze. I tak było, ale tylko przez pierwszy kwadrans. Bo paradoksalnie najlepszy fragment meczu podopieczni "Pachety" rozegrali, zanim objęli prowadzenie. Korona szczelnie ustawiona na własnej połowie rozbijała akcje gdańszczan, sama próbując sprawnie wychodzić z kontratakami.

Gdy w 20. minucie po drugim golu Michała Janoty kielczanie zbudowali bezpieczną przewagę, kibice mogli mieć nadzieję, że będą z jeszcze większą konsekwencją realizować swój plan. Ten szybko jednak runął. Kontaktowa bramka Piotra Grzelczaka (tyleż piękna, co znów przy biernej asyście defensywy) całkowicie rozsypała koncept Korony. Od tego momentu kielczanie znów razili zagubieniem, bezradnością, brakiem pewności siebie, zaczęli popełniać fatalne błędy w obronie. Każdy kolejny atak Lechii sprawiał, że w polu karnym Zbigniewa Małkowskiego się gotowało. I jeszcze przed przerwą podopieczni Michała Probierza wyrównali. Gdyby pierwsza połowa trwała o kilka minut dłużej, to wydaje się, że i trzeci gol dla gospodarzy byłby kwestią czasu.

Po przerwie na postawę Korony było już przykro patrzeć. To był pokaz antyfutbolu ograniczający się do przeszkadzania, faulowania, samemu nie mając absolutnie nic do zaoferowania. Trudno straszyć rywala, jeśli w akcje ofensywne zaangażowany jest jeden zawodnik (Daniel Gołębiewski). Reszta drużyny nawet nie próbowała stwarzać pozorów, że zależy jej na czymś innym niż dowiezieniu remisu do końca. Ale i to, gdyby nie interwencje Małkowskiego, okazałoby się sztuką ponad stan.

Trener "Pacheta" nie sprawia wrażenia, że wie, jak Koronie pomóc. Szalejący przy linii, gwiżdżący, wymachujący rękami nie wpływa na zespół. Choć... Negatywnego oddziaływania można by się akurat doszukać. Po Tomaszu Lisowskim kolejnym zawodnikiem, któremu zdaje się być nie po drodze z trenerem, jest Jacek Kiełb. Nie da się bowiem racjonalnie wytłumaczyć decyzji Hiszpana o odesłaniu "Ryby" na trybuny (po dobrej zmianie, którą dał w meczu z Górnikiem.) "Pacheta" wolał miejsce w kadrze poświecić dla absolutnego debiutanta bez szans na występ (Piotra Piwowara) niż piłkarza może chimerycznego, ale piłkarsko jednak o szczebel wyżej niż większość kolegów.

Leszek Ojrzyński wszelkie kryzysy zażegnywał w czterech ścianach szatni. Jose Rojo Martin takiej umiejętności zarządzania ludźmi zdaje się nie posiadać. I dlatego coraz trudniej o optymizm. W piątek (godz. 18) Korona zagra w Bydgoszczy z Zawiszą. Od ostatniego zwycięstwa poza własnym boiskiem miną 524 dni.

Więcej o:
Komentarze (2)
Antyfutbol Korony w Gdańsku. Z Lechią znów bezradna
Zaloguj się
  • bzykk

    Oceniono 3 razy -1

    "Jacek Kiełb w objęciach kolegów po pierwszym golu dla Korony"

    Ponoć w Gdańsku siedział NA TRYBUNIE!!!

    Jestem BARDZO ciekaw JAKIEGO GOLA TAM STRZELIŁ!
    A GOL na wyjeździe liczy się podwójnie!!!

  • janusz-jurek

    Oceniono 2 razy -2

    druga połowa beznadziejna tylko zbyszek pokazał klasę reszta bez pomysłu gra na uwolninie i jeszcze te zmiany maczety stąporski kolejny występ żenujący same straty-KOMPROMITACJA jak długo trenerem będzie ten gość KOBYLAŃSKI I CHOJNOWSKI SĄ TEMU WINNI -LUDZIE BEZ HONORU DOPUKI TE BŁAZNY BĘDĄ W ZARZĄDZIE DOPUKI GRA BĘDZIE TAKA JAK OBECNIE- AVE KORONA

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX