Korona rozbita i na dnie. Przed kieleckim zespołem kluczowy tydzień

Po szóstej porażce w sezonie Korona ugrzęzła na ligowym dnie. W grze kielczan sprawnie nie funkcjonuje żaden element. Nawet ten, z którego jeszcze do niedawna słynęli: waleczność.
Zatrudnienie kosztem Leszka Ojrzyńskiego Jose Rojo Martina miało odmienić kielecki zespół. Przedłużająca się - zdaniem klubowych władz - wyjazdowa seria bez wygranej oraz coraz słabszy styl drużyny przekonał działaczy, że warto rozpocząć hiszpański eksperyment. "Pacheta" zespołu jednak póki co nie naprawił, a w kilku elementach zdaje się niweczyć pracę poprzednika.

Miejsce (i wcale nie tylko patrząc przez pryzmat tabeli), w którym obecnie znajduje się Korona, najdobitniej pokazał mecz w Lubinie. Kielczanie jako zespół dziś nie funkcjonują. Biegają po boisku jak grupa przypadkowo zestawionych ze sobą zawodników. I bez znaczenie czy tak jak z Legią sam trener eksperymentuje ze składem, czy jak z Zagłębiem decyduje się na optymalną wydawałoby się jedenastkę. W obu przypadkach nie było drużyny.

Od oglądania pomysłów Korony na konstruowanie akcji bolą zęby, od patrzenia na nieporadność w defensywie cierpnie skóra. Piłkarskiej jakości (z parom wyjątkami) i taktycznego zamysłu nie sposób dziś doszukać się w poczynaniach kielczan. Ale co gorsza nie tylko tego. Drużyna zupełnie zatraciła również swój największy atut: bezkompromisowość w podejmowaniu boiskowej rywalizacji. Korona Ojrzyńskiego popełniała błędy, zawodziła pod obiema bramkami, ale trudno było odmówić zawodnikom chęci walki, determinacji. W Lubinie w tym elemencie całkowicie polegli.

- Trener powiedział nam po meczu, że musimy zostawiać na każdym centymetrze boiska całe zdrowie. Korona przecież z tego słynęła, a dziś tego w naszej grze nie ma. W decydujących momentach brakuje nam zdenerwowania, boiskowej złości, pokazania przeciwnikowi, że chcemy zdobyć tu trzy punkty. Oczywiście z nie można powiedzieć, że nie walczymy, ale brakuje nam determinacji - mówi kapitan zespołu Paweł Golański.

I dodaje. - Żarty się skończyły. Być może sytuacja, w której obecnie się znaleźliśmy, niektórych z nas dotyka po raz pierwszy. Ale trzeba wiedzieć, że presja będzie z każdym meczem coraz większa. Ze strony działaczy, kibiców, mediów. Każdy przeciwnik na pewno będzie chciał to wykorzystać. Myślę, że ci którzy nie będą w stanie wyjść na boisko i dawać z siebie maksimum, powinni nam o tym powiedzieć w szatni. Bo to ostatni moment, w którym trzeba naprawdę solidnie wziąć się do pracy - twierdzi.

Już bez zdymisjonowanego w poniedziałek trenera od przygotowania fizycznego Michała Adamczewskiego przed Koroną jeden z najważniejszych tygodni w tej rundzie. W czwartek (godz. 20.30) przy Ściegiennego kielczanie podejmą wicelidera tabeli Górnika Zabrze, a w poniedziałek (również o 20.30) czeka ich wyjazdowe spotkanie z Lechią Gdańsk. - To nie będą mecze o trzy, sześć czy dziewięć punktów, ale o życie. O być albo nie być. I każdy musi zdać sobie z tego sprawę - podkreśla Golański.