Korona rusza w sezon na dobrych torach. Ale ze Śląskiem bez gola [ZDJĘCIA]

Obiecujący początek sezonu w wykonaniu piłkarzy Korony. Po bardzo dobrej pierwszej połowie, ale słabszej drugiej, kielczanie bezbramkowo zremisowali przy Ściegiennego ze Śląskiem Wrocław.
Nowy sezon trener Leszek Ojrzyński postanowił rozpocząć bez niespodzianek w składzie, przeciwko Śląskowi desygnując teoretycznie najsilniej zestawioną jedenastkę. Dokładnie taką, jaka przed tygodniem zagrała w próbie generalnej z Cracovią, a zatem z ofensywną czwórką: Jacek Kiełb, Michał Janota, Paweł Sobolewski i Daniel Gołębiewski.

Wybiegających na murawę piłkarzy przywitała ogromna sektorówka "Korona symbol tego miasta". I najwyraźniej jeszcze mocniej zmotywowała podopiecznych trenera Ojrzyńskiego, bo kielczanie od początku z animuszem ruszyli na rywala. Atakując wysokim pressingiem, nie pozwalali gościom zupełnie rozwinąć skrzydeł. Korona notowała mnóstwo odbiorów, zmuszała rywala do błędów, sama napierając na wrocławian. Głównie lewą stroną boiska, gdzie znakomicie układała się współpraca Kiełba (lub wspomagającego go ze środka Janoty) z Tomaszem Lisowskim.

Pierwszą dogodną szansę kielczanie stworzyli sobie w siódmej minucie, gdy po pomysłowo rozegranym rzucie wolnym Sobolewski znalazł w polu karnym Piotra Malarczyka, a ten głową zgrał piłkę wzdłuż bramki. Arturowi Lenartowskiemu centymetrów zabrakło, aby trącić futbolówkę. Kolejny raz gospodarze bliscy szczęścia byli w 21. minucie, gdy mocne dośrodkowanie spod linii bocznej Tomasza Lisowskiego (do Gołębiewskiego) w ostatniej chwili przeciął Rafał Gikiewicz. Bramkarz Śląska ponownie interweniować musiał w 31. minucie, kiedy najpierw po rajdzie Kiełba sparował na rzut rożny strzał Gołębiewskiego, a po chwili po wznowieniu z narożnika boiska szczęśliwie odbił uderzenie napastnika Korony. Goście premierową okazję wypracowali sobie dopiero w samej końcówce - kielczanie na moment odpuścili krycie przed własną szesnastką i Sebastian Mila znalazł w niej Sebinu Plaku. Albański pomocnik przegrał jednak bezpośredni pojedynek ze Zbigniewem Małkowskim.

Po zmianie stron gra Korony, niestety, już tak dobrze nie funkcjonowała. Drugą połowę lepiej rozpoczęli podopieczni Stanislava Levego. Śląsk, który przed przerwą był całkowicie zdominowany, po zmianie stron zdecydowanie się poprawił. Teraz to wrocławianie wysoko atakowali, notowali odbiory. Kielczanie po przerwie nie potrafili złapać swego rytmu. Akcje piłkarzy Ojrzyńskiego nie miały odpowiedniego tempa, były szarpane, w ofensywie brakowało dokładności. Mimo to gospodarze powinni zdobyć gola. Niedługo po wejściu na boisko Łukasz Sierpina po podaniu z głębi pola, urwał się defensywie gości i wybiegł sam na sam z Gikiewiczem. Skierował piłkę do siatki, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Jak pokazały telewizyjne powtórki niesłusznie.

Na szczęście dla kielczan Śląsk, choć przeważał, również nie potrafił sforsować pewnie grającej defensywy gospodarzy.

W kolejny poniedziałek (godz. 18) Korona podejmie przy Ściegiennego Wisłę Kraków.

Korona Kielce - Śląsk Wrocław 0:0

Korona: Małkowski - Golański, Malarczyk, Stano, Lisowski - Kiełb, Jovanović, Lenartowski (79. Zawistowski), Sobolewski Ż - Janota (63. Sierpina) - Gołębiewski (75. Kuzera).

Śląsk: Gikiewicz - Socha (46. Ostrowski), Kokoszka Ż, Pawelec Ż, Spahić (83. Patejuk) - Sobota, Hołota, Mila, Kaźmierczak, Plaku - M. Paixao (73. Dudu).

Sędziował: Marcin Borski (Warszawa).

Widzów: 8678.