Dwie twarze Korony. Którą pokaże z Górnikiem?

Jesienią Górnik mierzył się z Koroną jako niekwestionowany faworyt. Przed dzisiejszym starciem przy Ściegiennego (godz. 20.45) wskazać go zdecydowanie trudniej. Bo wiosnę to kielczanie mają lepszą. Przynajmniej punktowo.
W pierwszej rundzie podopieczni Leszka Ojrzyńskiego jechali nie tylko do niepokonanego od początku sezonu rywala, lecz także niezwyciężonego na własnym stadionie od niemal roku. I zabrzanie swą dominację na stadionie przy ul. Roosevelta potwierdzili. Choć Korona w pierwszej połowie zagrała zdecydowanie najlepsze 45 minut w rundzie (a dokładnie 40 - do momentu straty gola), przegrała po trafieniach Arkadiusza Milika i Prejuce Nakoulmy. Przed piątkowym meczem (na żywo na Sport.pl, relacja i opinie na kielce.sport.pl) tego duetu kielczanie jednak obawiać się już nie muszą...

Milik zimą odszedł do Bayeru Leverkusen (w Bundeslidze zagrał do tej pory tylko 32 minuty), a forma reprezentanta Burkina Faso jest daleka od tej, jaką prezentował jesienią. Wiosną strzelił zaledwie jednego gola - w przegranym 1:2 meczu ze Śląskiem Wrocław (dorobek mógł podwyższyć w spotkaniu z Lechem Poznań, ale w 90. minucie fatalnie spudłował z rzutu karnego). Brak Milika i słabsza dyspozycja Nakoulmy odbiły się na całym Górniku. Po rundzie jesiennej zabrzanie byli wymieniani w gronie drużyn, które mogą zagrozić Legii w walce o mistrzostwo. Dziś, po pięciu porażkach w siedmiu meczach, bliżej im do środka tabeli niż miejsc premiowanych grą w pucharach.

Kielczanie dla odmiany po fatalnej jesieni systematycznie odrabiają straty. Jedenaście wiosennych punktów to już tylko o pięć mniej niż cały dorobek z poprzedniej rundy. Ale co znamienne, aż dziesięć zdobyto przy Ściegiennego. Bo podopieczni Leszka Ojrzyńskiego, choć punktują dużo lepiej, to - podobnie jak jesienią - rażą nieregularnością. Dobry mecz przeplatają wpadką w kolejnym, szczególnie gdy ten rozgrywają na wyjeździe (wyjątkiem było spotkanie w Gdańsku). Korzystnego występu z Bełchatowem (głównie po przerwie) zupełnie nie poparli przed tygodniem w Lubinie. Choć trener i piłkarze po porażce 1:2 z Zagłębiem z gry byli zadowoleni. Ta - ich zdaniem - była "obiecująca", a "momentami byli dużo lepsi". Nawet pomeczowa analiza nie zachwiała tego poglądu. - Podtrzymuję swą opinię. Oddaliśmy osiem celnych strzałów, większość z pola karnego, powinniśmy trafić do siatki. Zagłębie zdobywało gole po strzałach życia, po naszych błędach we wcześniejszej akcji. Podział punktów byłby sprawiedliwy - utrzymuje kielecki szkoleniowiec.

Piłkarską jakość w grze Korony wiosną póki co widać jednak głównie w spotkaniach przed własną publicznością. U siebie kielczanie potrafią na dłużej zdominować rywala, przewagę przekuć w okazje, a te w gole. Z 23 zdobytych bramek w całym sezonie 17 strzelili właśnie w domu. O dysproporcji w postawie Korony najlepiej świadczy zresztą bilans zwycięskich meczów. Było ich siedem - wszystkie u siebie. Szkoleniowiec nie zauważa jednak różnicy w grze jego podopiecznych u siebie i na wyjeździe. - Nie uważam, że na wyjazdach gramy słabiej. W tych meczach często po prostu brakuje nam szczęścia, trafiają się pomyłki sędziów... Może w trzech meczach zdecydowanie byliśmy słabsi. Przy odrobinie szczęścia nasz dorobek powinien być dziś znacznie wyższy. Na naszą postawę nie można patrzeć tylko przez pryzmat tego, czy zdobywamy punkty czy nie - odpowiada Ojrzyński.

Więcej o: