Sport.pl

Trener Daszkiewicz po horrorze w Sosnowcu: wolę takie mecze, niż...

Zawodnicy kieleckiego Effectora nie oszczędzali w środowy wieczór nerwów swojego szkoleniowca. W dwóch pierwszych partiach trwonili ogromną przewagę, by jednak szczęśliwie triumfować w końcówkach.
- Oba sety, a zwłaszcza drugi, ustawialiśmy sobie doskonałą zagrywką. W najważniejszych momentach coś nam się zacinało w ataku, Będzin zaczynał grać bardzo dobrze blokiem i stąd wzięły się straty kilku punktów. Ale cieszy to, że w przeciwieństwie do kilku poprzednich spotkań, po utracie przewagi, potrafiliśmy się jeszcze raz podnieść i wyszarpać to zwycięstwo - mówi Dariusz Daszkiewicz. I dodaje: - Wolę takie mecze, nawet z nerwowymi, ale wygranymi końcówkami, niż na przykład takie jak w Warszawie, gdy prowadziliśmy 16:10 w czwartym secie i przegraliśmy.

Jednym z kluczy do środowej wygranej był, zdaniem szkoleniowca, mądry atak jego zespołu. - Nawet z trudnych piłek potrafiliśmy wyjść obronną ręką. Zawodnicy zrozumieli, że w niektórych sytuacjach nie trzeba uderzać z pełną mocą, ale sprytnie, czasami o blok, a czasami wystarczy zwykły plas - podkreśla.

W wyprowadzaniu skutecznego ataku pomogło z kolei dobre przyjęcie. Trafiona okazała się zmiana w wyjściowej "szóstce": Adrian Staszewski, który zastąpił Rozalina Penczewa, odbierał zagrywki gospodarzy z 70-procentową skutecznością. - "Roza" jest zawodnikiem bardziej ofensywnym, a ponieważ zależało nam na częstym uruchamianiu środkowych, odbiór musiał być bardzo precyzyjny - wyjaśnia Daszkiewicz.

Więcej o: