Effector chce "złamać" mistrza. "To są tylko ludzie..."

Mimo dwóch gładkich porażek w pierwszych spotkaniach w Rzeszowie, w kieleckim zespole bojowe nastawienie przed (minimum jednym) pojedynkiem w Hali Legionów. - Nie ma mowy o stresie, czy nerwach. Wszystko, co ugramy - idzie na nasz plus - podkreśla Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec Effectora.
Ale w meczach rozegranych dwa tygodnie temu w hali Podpromie jego podopieczni nie mieli wiele do powiedzenia. Z sześciu rozegranych setów wyrównaną walkę z mistrzem podjęli tylko w jednym (przegranej do 22 drugiej partii pierwszego spotkania). - Trudno powiedzieć, że w pozostałych nie walczyliśmy, po prostu gdy Resovia zagra na swoim optymalnym poziomie jest poza naszym zasięgiem - tłumaczy trener kieleckiego zespołu. Jaką zatem ma receptę na zaskoczenie przeciwnika w niedzielnym spotkaniu ? - Nie możemy zagrać zachowawczo, musimy podejmować maksymalne ryzyko. Jedno jest pewne: w spotkaniach z nieco słabszymi rywalami można przyjąć taktykę ograniczenia do minimum własnych błędów i ewentualnego wyczekiwania na błędy rywala, ale z takimi zespołami jak Resovia taka taktyka nie ma racji bytu. Przy słabszej zagrywce, mają takich zawodników na wszystkich pozycjach, że to będzie gra do jednej bramki - wyjaśnia Daszkiewicz.

Ubiegłotygodniowy turniej finałowy Pucharu Polski w Zielonej Górze dowiódł jednak, że Effector nie powinien przed meczem z ekipą Andrzeja Kowala myśleć tylko o jak najniższych rozmiarach porażki. Kielczanie potrafili podjąć rękawicę i stworzyć niezłe widowisko w meczu z faworyzowaną Skrą, Resovia za to została dość brutalnie sprowadzona na ziemię przez Jastrzębski Węgiel (0:3, w pierwszym secie do czternastu - przyp.red.). - To pokazuje, że to są tylko ludzie, można ich "złamać". Nawet takim gwiazdom przydarzają się słabsze występy - przekonuje Adrian Buchowski, przyjmujący kieleckiej drużyny. Choć w obozie Effectora są zgodni: pucharowe niepowodzenie może wyzwolić w rzeszowianach sportową agresję i chęć rehabilitacji. - Dwa przedsezonowe cele już im "uciekły": nie awansowali do Final Four Ligi Mistrzów, nie zdobyli Pucharu Polski. Teraz za wszelką cenę będą chcieli to "odbić" w lidze, drugie miejsce na pewno ich nie zadowoli, interesuje ich tylko obrona tytułu - uważa Dariusz Daszkiewicz.

Ale zapewnia, że jego zawodnikom motywacji do walki, choć nieco innej niż u rywala, również nie zabraknie. - Każdy z zawodników ma świadomość, że gra o swoją przyszłość, pracuje na swój rachunek. Pokazanie się w takim meczu, przy komplecie publiczności, ma swoją wartość - podkreśla szkoleniowiec.

Początek niedzielnego pojedynku w Hali Legionów o godzinie 18. W przypadku wygranej gospodarzy, dzień później (także o godzinie 18) oba zespoły spotkają się w meczu numer cztery. Gdyby i w nim doszło do niespodzianki, rywalizacja wróci do Rzeszowa (2 kwietnia).