Effector w turnieju finałowym Pucharu Polski. Ale łatwo nie było...

W walce o awans do najlepszej ósemki Enea Cup kielczanie lepsi od pierwszoligowego KPS-u Siedlce, choć byli już w sporych tarapatach. - Spodziewaliśmy się trudnej przeprawy i rzeczywiście taka była - przyznaje Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec Effectora.
Już pierwsza partia spotkania pokazała, że pierwszoligowiec podbudowany niespodziewanym ubiegłotygodniowym zwycięstwem nad warszawską Politechniką ma chrapkę na awans do turnieju finałowego Pucharu Polski. Po walce punkt za punkt gospodarze na drugą przerwę techniczną schodzili z minimalnym prowadzeniem (16:15), które jeszcze przez chwilę utrzymywali (19:18). Odrzucające od siatki zagrywki Dawida Dryi pozwoliły jednak Effectorowi w decydującym momencie przejąć kontrolę nad setem (23:21), a ostatnią akcję bezbłędnie sfinalizował Sławomir Jungiewicz.

W drugiej odsłonie pierwszoligowiec znowu grał bez kompleksów, ale tym razem był już skuteczniejszy. - Wiedzieliśmy, że ich silną bronią jest zagrywka, przyjęcie z naszej strony co prawda nie było najgorsze, ale sami mieliśmy spore problemy z dokładnym atakiem, dlatego ten set wyglądał, tak jak wyglądał - relacjonuje Daszkiewicz. Dowodzeni przez Damiana Schulza siedlczanie szybko odskoczyli na trzypunktowe prowadzenie (10:7), a potem już tylko je powiększali (15:11, 21:15).

Przełomowy dla losów całego pojedynku okazał się trzeci set. Bezlitośnie punktujący rywali podopieczni Sławomira Gerymskiego prowadzili w nim już 17:11, ale ogromnej szansy na objęcie prowadzenia w meczu nie wykorzystali. - W bardzo ważnym momencie potrafiliśmy uruchomić grę blokiem i wyłączyć z gry środkowych, z którymi przez dwa i pół seta sobie nie radziliśmy - dodaje trener kielczan. A jego ekipa sukcesywnie zmniejszała straty. Po ataku Adriana Buchowskiego wynosiła ona już tylko trzy oczka (15:18) i choć miejscowi długo byli jeszcze na minimalnym prowadzeniu, od stanu 23:21 nie zdołali już zapunktować ani razu. Partię asem serwisowym zakończył Łukasz Polański.

Przegrana w takich okolicznościach podcięła skrzydła drużynie z Siedlec i w czwartej odsłonie na parkiecie istnieli już tylko kielczanie, których przewaga sięgała nawet dziesięciu punktów (19:9).

- Nie mamy ostatnio zbyt dużo powodów do radości, tym bardziej cieszymy się z awansu do finałów. Ale trzeba też pogratulować gospodarzom. Oprócz ambitnej drużyny mają świetnych kibiców, których w hali pojawił się nadkomplet i naprawdę dobry klimat dla siatkówki - komplementował rywali Daszkiewicz.

Środowym zwycięstwem Effector zapewnił sobie awans do turnieju Enea Cup 2014 (z udziałem ośmiu zespołów), który w dniach 13-16 marca odbędzie się w Zielonej Górze. W spotkaniu ćwierćfinałowym, pierwszego dnia imprezy, nasza ekipa zmierzy się ze Skrą Bełchatów.

KPS Siedlce - Effector Kielce 1:3 (23:25, 25:19, 23:25, 18:25)

KPS: Milewski, Schulz, Przybyła, Stańczuk, Zbierski, Jasiński, Sobczak (libero) oraz Rawiak, Kowalski, Rejowski, Pruski, Żakieta;

Effector: Wolański, Romanutti, Bieniek, Dryja, Buchowski, Staszewski, Sufa (libero) oraz Lipiński, Jungiewicz, Polański, Orczyk, Kaczmarek (libero);

Sędziowali: Tomasz Flis i Maciej Kolendowski (Kraków) Widzów: 800

Więcej o: