Daszkiewicz po porażce w Gdańsku: zabrakło spokoju w końcówkach

Choć Effector każdego z trzech rozegranych przeciwko Lotosowi Treflowi setów rozpoczynał fatalnie, dwóch z nich wcale nie musiał przegrać. Nie po raz pierwszy w tym sezonie zabrakło skuteczności w decydujących akcjach.
- Jeśli przegrywa się dwie partie na przewagi, a w jednej z nich ma się trzy piłki setowe, zawsze żal meczu przegranego do zera - mówi po pierwszym w tym roku występie swojego zespołu Dariusz Daszkiewicz, trener Effectora. - Najbardziej boli to, że końcówki przegraliśmy przez własne błędy. Graliśmy dobrze do pewnego momentu, a w decydujących fragmentach zabrakło nam spokoju, nie potrafiliśmy dograć do końca swoich akcji, chociaż okazji nam nie brakowało. Po tylu rozegranych kolejkach nie można tłumaczyć się brakiem doświadczenia, jeśli sami nie potrafimy wykorzystać swoich sytuacji, wiadomo, że przeciwnik to wykorzysta - nie kryje rozgoryczenia szkoleniowiec kielczan.

Co zawiodło w grze jego zespołu ? - Na pewno zagraliśmy słabiej zagrywką, w tym elemencie Trefl zdecydowanie nas przewyższał. Nie przypominam sobie meczu, w którym nie zdobylibyśmy chociaż jednego punktu z serwisu. To okazało się decydujące zwłaszcza w pierwszym secie, gdzie dostaliśmy trzy asy i kilka odrzucających zagrywek - relacjonuje Daszkiewicz.

I przyznaje, że jego zespół nie poradził sobie z zatrzymaniem największej gwiazdy Trefla Jakuba Jarosza (20 punktów, MVP spotkania). - Kuba rozegrał bardzo dobry mecz, na pewno dużo lepszy niż w pierwszym meczu w Kielcach. Po raz kolejny potwierdziło się, że Trefl wygrywa, jeśli on gra na swoim wysokim poziomie. Byliśmy przygotowani na to, że na nim będzie się opierać gra Trefla, ale tym razem zagrał rzeczywiście za dobrze - przyznaje trener Effectora.

Więcej o: