Plus Liga wraca po przerwie. Rywalem Effectora - największe rozczarowanie sezonu

Po dwutygodniowym świąteczno-noworocznym odpoczynku przed kielecką ekipą najdalszy w sezonie wyjazd. I kolejny, bardzo ważny w perspektywie walki o play-offy, pojedynek z sąsiadem z tabeli Lotosem Treflem (środa, godz. 19).
A z ekipą z Trójmiasta podopieczni Dariusza Daszkiewicza mają w tym sezonie tylko miłe wspomnienia. W spotkaniu rozegranym pod koniec października w Hali Legionów w trzech setach nie dali szans faworyzowanym wówczas rywalom, a do dzisiaj sami zawodnicy i szkoleniowiec uznają ten mecz za najlepszy występ Effectora w całych rozgrywkach. Dość powiedzieć, że żaden z kielczan nie zszedł wtedy poniżej 50 procent skuteczności w ataku. - Rzeczywiście wychodziło nam wszystko, nie pozwoliliśmy rozwinąć się przeciwnikowi. Przede wszystkim udało się nam wyłączyć z gry Jakuba Jarosza i w środę to znowu będzie klucz do zwycięstwa - uważa Adrian Staszewski, przyjmujący kieleckiej drużyny.

W jak dużym stopniu gra Trefla opiera się na reprezentacyjnym atakującym udowadniają statystyki. Po dwunastu rozegranych pojedynkach, Jarosz jest na czwartym miejscu wśród najlepiej punktujących w lidze (nawet w przegranym spotkaniu z Czarnymi Radom zdobył aż 27 "oczek"). Ale przebłyski największej gwiazdy nie przekładają się na wyniki zespołu. Solidni kadrowo gdańszczanie, którzy przed sezonem uważani byli za możliwego "czarnego konia" zawodzą na całej linii, a miniony rok zakończyli serią sześciu kolejnych porażek (w kilku setach nie przekraczając nawet granicy 15 punktów). W klubie zachowują jednak cierpliwość, także do trenera Radosława Panasa, chociaż szukają różnych sposobów zmobilizowania zawodników. Najnowszym pomysłem psychologa drużyny był wewnętrzny sparing pomiędzy Lotosem a Treflem z odpowiednią oprawą i kibicami mający poprawić atmosferę przed dzisiejszym pojedynkiem. - Na pewno aspiracje w Gdańsku były dużo większe, nie sądzę, że zakładali sobie tylko walkę o zajęcie ósmego miejsca. Ale my liczymy przede wszystkim na siebie i naszą dobrą grę, jeśli zagramy na przykład tak jak w pierwszym meczu, to jesteśmy w stanie przywieźć do Kielc punkty, bo jest to z całą pewnością przeciwnik w naszym zasięgu - dodaje Staszewski.

A atmosfera w obozie Effectora, w przeciwieństwie do rywali, już nieco lepsza. Po zwycięstwie z BBTS-em Bielsko-Biała i przełamaniu po czterech porażkach z rzędu, kielczanie znowu wskoczyli do czołowej ósemki, a nad środowym rywalem mają dwa punkty przewagi (choć ten rozegrał o jeden mecz więcej) - Zwycięstwo na święta bardzo nam się przydało, teraz chcemy dobrze rozpocząć nowy rok - zapowiada 23-letni przyjmujący.

Do Gdańska Effector udaje się w pełnym składzie, do dyspozycji trenera po kolejnej walce z kontuzją kolana, będzie też Piotr Orczyk.

Pierwotnie zespół Daszkiewicza miał tam też jechać w przyszłym tygodniu, tym razem w ramach meczu VI rundy Pucharu Polski. Na prośbę Lotosu, który w wyznaczonym terminie nie dysponuje wolną halą, zmieniono gospodarza. Pojedynek odbędzie się 15 stycznia w hali MOSiR-u w Ostrowcu. -