Co właściwie kręci nowego w Effectorze Łukasza Polańskiego? BASE

Ten 24-letni środkowy na powitanie w Kielcach przyznał, że jest pasjonatem skoków spadochronowych. Ale chodzi o ich ekstremalną odmianę.
Polański do swojego nietypowego hobby "przyznał" się jeszcze w barwach Jastrzębskiego Węgla, z którego trafił do kieleckiej drużyny.

O BASE jumpingu opowiedział oficjalnej stronie internetowej klubu: - Nazwa wywodzi się od pierwszych liter słów: Building (budynek) Antenna (antena) Span (przęsło) Earth (ziemia) i kryje w sobie wszystkie rodzaje obiektów, z których można wykonywać skoki spadochronowe. Trzy sezony temu, kiedy grałem jeszcze w Jokerze Piła, jeden z kolegów z drużyny miał możliwość oddania skoku z samolotu w tandemie. Kiedy pokazał mi nagranie, strasznie mnie to zafrapowało. Od tamtej pory zacząłem interesować się skokami spadochronowymi, a spośród nich najbardziej zaintrygował mnie BASE jumping, czyli ta najbardziej ekstremalna odmiana - opowiadał Polański.

Uprawianie tego sportu wiąże się z ryzykiem. - Spadochron trzeba otworzyć w kilka sekund. Nie używa się zapasowego, bo i tak nie byłoby czasu na jego otwarcie. Do tego dochodzą czynniki niezależne od człowieka. Kiedy na przykład skacze się z anteny, wystarczy silniejszy podmuch wiatru i skoczek może zostać strącony na ścianę budynku. Nie dość, że skoki oddaje się z małych wysokości, to jeszcze ląduje się na małej przestrzeni. Trzeba mieć dobrze opanowaną umiejętność wycelowania w odpowiednie miejsce, np. w mieście na parkingu czy w lesie pomiędzy drzewami - przyznał środkowy.

Kolebką BASE jumpingu jest Norwegia. Takie skoki są również popularne w Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych. Polański szczerze potwierdza: - W wielu krajach na świecie BASE jumping jest zakazany. Myślę, że całkowity zakaz byłby dla miłośników tego sportu dodatkową motywacją do pracy, bo jak coś jest zakazane, to lepiej smakuje. Moim zdaniem to niezbyt mądry pomysł. To jak walka z wiatrakami. Jeśli ktoś to kocha, to będzie to robił mimo zakazu.



Czy 24-latek sam wykonuje takie skoki? - Moje zainteresowania związane z BASE jumpingiem to tylko czyste teoretyzowanie. Oglądam filmiki w internecie, czytam blogi na ten temat, chętnie zaglądam też na profil na Facebooku należący do Jokke Sommera, norweskiego skoczka, który specjalizuje się w innej z odmian skoków spadochronowych Wingsuit Flying. Do uprawiania BASE jumpingu naprawdę długa droga. Najpierw trzeba przejść kurs na spadochroniarza ze skokami z samolotu. Następny etap to oddanie kilkuset samodzielnych skoków z samolotu. Po to, by nabrać odpowiednich umiejętności. Dopiero po tym okresie można myśleć o BASE jumpingu - zaznacza siatkarz.

Ale i planuje: - Na dziś jestem zdecydowany, by w najbliższej przyszłości, kiedy będę miał więcej wolnego czasu, wykupić skok spadochronowy w tandemie. To koszt rzędu 900 złotych. Tego rodzaju próba nie jest niebezpieczna. W tym przypadku sztab ludzi jest za nas odpowiedzialny, a ryzyko ogranicza się do minimum. Jeśli mi się spodoba, to kiedyś postaram się ukończyć kurs na samodzielne spadochroniarstwo - zapowiada.

Więcej o: