Rafał Dobrowolski: Pekin jeszcze mi się nie śni

19.07.2008 09:56
- Cztery lata temu w Atenach olimpijskie złoto w łucznictwie zdobył 24-letni wówczas Włoch Marco Galiazzo. Teraz ja mam 24 lata. Może to jakiś znak... - mówi przed wylotem do Chin Rafał Dobrowolski, łucznik Stelli Kielce.
Piątkowe przedpołudnie Dobrowolski spędził u najważniejszych osób w województwie. Najpierw był gościem marszałka Adama Jarubasa oraz wicewojewody Piotra Żołądka, a następnie prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego. Od wszystkich otrzymał prezenty: kino domowe, elegancki zegarek oraz wydany po polsku i po angielsku album "Polska" z wieloma kieleckimi akcentami i przewodnik po Chinach. Łucznicy do Azji lecą już w przyszłym tygodniu.

Rafał Dobrowolski będzie drugim olimpijczykiem ze Stelli - osiem lat temu w Syndey startował Bartosz Mikos. W Chinach brązowy medalista mistrzostw Europy wystąpi w rywalizacji indywidualnej oraz w drużynie z Jackiem Prociem (Strzelec Legnica) i Piotrem Piątkiem (Łucznik Żywiec). Rezerwowym jest inny kielczanin, Tomasz Przepióra.

Rozmowa z Rafałem Dobrowolskim*

Paweł Matys: Pewnie teraz myśli Pan już tylko o olimpiadzie...

Rafał Dobrowolski: Czuję ogromną satysfakcję, że lata ciężkiej pracy nie poszły na marne. Bardzo się cieszę, że mogę sprawdzić się na zawodach o tak niesamowitej randze. Na mistrzostwa świata czy Europy może jechać praktycznie każdy, bo bo te imprezy są częściej. A igrzyska raz na cztery lata. Dostać się tam, to coś wyjątkowego. Ale jeszcze się nie denerwuję, olimpiada też mi się nie śni (śmiech).

Czuje Pan już wyjątkowość igrzysk?

- Dla każdego sportowca są one priorytetem. To wielka impreza, jedyna w swoim rodzaju. Trzeba ją przeżyć. Podobno nie da się opisać uczucia jakie towarzyszy występom w biało-czerwonej koszulce na olimpiadzie. Masa ludzi, stroje reprezentacyjnie, zawody. Każdy olimpijczyk mi powtarza, że pamięta się to latami.

Forma już gotowa?

- Fizycznie jestem przygotowany znakomicie, niemal w stu procentach. Teraz pora na mój umysł, uspokojenie wewnętrzne i znalezienie odpowiedniego ustawienia sprzętu. Muszę go dopieścić.

Pański trener w Stelli Witold Pyk mówił "Gazecie", że jest Pan idealnym przykładem do pracy.

- (śmiech) Skłamałbym, gdybym zaprzeczył. Uwielbiam zostać po treningu, pieścić łuk. Z tego słynę. Lubię mieć wszystko dopasowane. Nie chcę mieć potem sobie nic do zarzucenia.

Ostatnie starty przed igrzyskami już za Panem.

- Właśnie wróciliśmy z Białorusi, w Brześciu wygrałem międzynarodowe zawody pokonując w finale z kolegą z reprezentacji Jackiem Prociem 111:108. Zostało przygotowanie psychiczne. Właśnie przeczytałem książkę Thymotego Gallweya "Wewnętrzna gra". Idealna pozycja dla poprawienia psychiki.

Jak się Pan koncentruje tuż przed zawodami?

- Trzeba się porządnie wyspać, odpocząć, nie zaprzątać sobie głowę jakimś problemem.

Pański cel w Chinach?

- Marzę o medalu, to byłoby coś niesamowitego! Aż boję się pomyśleć, co bym zrobił z radości. Startuje jednak 64 zawodników, a tylko czterech, pięciu jest z krajów egzotycznych. Pozostała sześćdziesiątka może walczyć o medal. Jeśli odpadnę w I rundzie wynikiem np. 113:114, to pozostanie tylko złość, bo zrobiłem co mogłem, ale rywal był lepszy. Jeśli przegram wyraźnie będę rozczarowany. Z reguły przewagę mają doświadczeni zawodnicy, 30-35 letni. Jednak cztery lata temu na igrzyskach w Atenach wygrał Włoch Marco Galiazzo. Miał 24 lata, tyle co ja teraz. Może to jakiś znak...

W drużynie będzie łatwiej?

- Tam też każdy z każdym może wygrać, nie ma słabeusza. Bukmacherzy postawiliby zapewne na Koreańczyków, ale ostatnio na Pucharze Świata w drużynie przegrali w I rundzie. Tworzymy dobrą ekipę, jesteśmy w stanie zdobyć wiele. Dużo będzie zależeć od szczęścia. Wygrywa się głównie dzięki dekoncentracji rywala. No i czynniki atmosferyczne też mają wpływ na wynik. Może mi wiać wiatr, a za chwilę rywalowi nie.

* Rafał Dobrowolski ma 24 lata, jest łucznikiem Stelli Kielce

Skomentuj:
Rafał Dobrowolski: Pekin jeszcze mi się nie śni
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX