To się nazywa świąteczny prezent! Korona ośmiesza kandydata do mistrzostwa [ZDJĘCIA]

Mecz Korona Kielce - Lechia Gdańsk

Mecz Korona Kielce - Lechia Gdańsk (PAWEŁ MAŁECKI)

Kolporter Arena pod wodzą trenera Macieja Bartoszka staje się powoli twierdzą. Za jego kadencji bez punktu opuszcza ją trzeci czołowy zespół Lotto Ekstraklasy.
Przed sobotnim starciem pewne było jedno: kibice na nudę narzekać nie będą. Gwarantowała to ofensywna, widowiskowa postawa obu ekip w ostatnich kolejkach. I pierwsze 45 minut, choć pozbawione goli, naprawdę mogło się podobać. Spięć pod obiema bramkami było bez liku, zawodnicy nie kalkulowali, grali do przodu, bardziej myśląc o pokonaniu golkipera rywala niż o zabezpieczeniu tyłów. Zmarznięta publiczność miała zatem mnóstwo okazji do rozgrzania się. W ekipie gospodarzy bardzo dobre zawody rozgrywał Vanja Marković. To on w 15 minucie umiejętnie ściągnął na siebie kilku obrońców, wypuścił w uliczkę Nabila Aankoura (przegrał pojedynek z Vanją Milinkoviciem-Saviciem). I to właśnie młody Serb po kolejnym kwadransie gry pomylił się o centymetry, uderzając soczyście z 20 metrów. Zresztą takich bardzo przyzwoitych prób strzałów z dystansu w wykonaniu Żółto-Czerwonych było dużo więcej (Aankour, Dani Abalo). Nie oznacza to jednak, że Zbigniew Małkowski był bezrobotny. Musiał interweniować po strzałach Milena Gamakowa z szesnastki i próbie Sławomira Peszki niemal z zerowego kąta. Emocje w pierwszej odsłonie przyniosła nie tylko niezła gra obu drużyn, ale także kilka kontrowersyjnych decyzji sędziego Pawła Raczkowskiego. Jak choćby ta z 25. minuty, która rozpaliła iskrę i wyraźnie nakręciła zawodników. Gospodarze uważali, że Rafał Grzelak nie faulował Grzegorza Wojtkowiaka. Zdaniem gdańszczan należała im się w tej sytuacji jedenastka.

Zapewne wielu ze zgromadzonych na kieleckim obiekcie ostrzyło sobie zęby na drugą połowę, spodziewając się równie wysokiego tempa gry. To jednak wyraźnie się uspokoiło. Ale fani zespołu Macieja Bartoszka zmartwieni tym faktem być nie mogli. Sytuacji podbramkowych oglądali, co prawda, bez porównania mniej, ale mieli za to powód do radości. Zapewnił go ich ulubieniec. Jacek Kiełb potrzebował zaledwie czterech minut po wejściu na boisko, by nie dać szans Milinkoviciowi-Saviciowi. Idealnie obsłużył go Aankour, a "Ryba" huknął bez zastanowienia w prawy dolny róg bramki Serba.

To, że gospodarze nie grali już po przerwie tak ofensywnie jak w pierwszej połowie, nie oznacza, że ich gra nie mogła się podobać. Dysponująca przecież ogromnym potencjałem w ataku i aspirująca do mistrzowskiego tytułu Lechia miała ogromne problemy ze sforsowaniem szczelnej defensywy Korony, bardzo solidnie prezentowała się też aktywna druga linia kieleckiej drużyny. Obrona Częstochowy w końcówce? Nic z tych rzeczy. Bezradnych gdańszczan zdążył jeszcze dobić Kiełb, wykorzystując wyjście poza pole karne bramkarza rywali.

Co ciekawe, dla Korony był to dopiero trzeci mecz w tym sezonie bez straty gola, a 20. (!) z rzędu ze zdobytym golem na Kolporter Arenie.

Korona Kielce - Lechia Gdańsk 2:0 (0:0)

Bramki: Jacek Kiełb (61., 90.)

Korona: Małkowski - Rymaniak Ż, Dejmek, Diaw, Grzelak Ż - Palanca, Marković, Możdżeń, Aankour (87. Cebula), Abalo (80. Gabovs) - Przybyła (57. Kiełb)

Lechia: Milinković-Savić - Wojtkowiak, Nunes, Janicki Ż, Wawrzyniak - F. Paixao, Kovacević Ż, Gamakov (78. M. Paixao), Mila (64. Wolski), Peszko Ż - Kuświk (64. Stolarski)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa) Widzów: 4354

Skomentuj:
To się nazywa świąteczny prezent! Korona ośmiesza kandydata do mistrzostwa [ZDJĘCIA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX