Trytko: Szkoda, że nie prowadziliśmy, bo bym stanął i posłuchał

- Dla mnie sprawa jest prosta: kto chce na mnie klaskać niech klaska, kto gwizdać niech gwiżdże - powiedział strzelec pierwszego gola w meczu z Piastem Gliwice Przemysław Trytko.
27-letni napastnik aż od grudnia musiał czekać na swoją kolejną bramkę w ekstraklasie. Wiosną Trytko ambitnie pracował w ataku, zostawiał na boisku sporo zdrowia, ale za nic nie mógł zdobyć gola. - Mam czyste sumienie, bo wiem jak pracuje - mówił na przedmeczowej konferencji prasowej. Kibice na jego niemoc zbyt wyrozumiali jednak nie byli. Często, bo nieudanym zagraniu lub niecelnym strzale gwizdali.

W spotkaniu z Piastem, gdy w 86. minucie opuszczał boisko wreszcie pożegnały go brawa od całej publiczności. - Szkoda, że nie prowadziliśmy, bo chętni bym stanął i posłuchał. Dla mnie sprawa jest prosta: kto chce na mnie klaskać niech klaska, kto gwizdać niech gwiżdże - stwierdził.

Czy zdobyty gol (piąty w sezonie) doda mu dodatkowej pewności siebie w dwóch ostatnich meczach. - Ja wierzę w swoje umiejętności i szczerze, ten gol zbyt wiele nie zmieni. Nie uważam się za Messiego, ale też nie mam o sobie szczególnie złego zdania. Gdybym nie strzelił gola, dalej walczyłbym tak samo. Ale nie ukrywam, że miło wreszcie było zdobyć bramką. Jako napastnik chciałbym to robić jak najczęściej - podkreślił.

Kolejna szansa już we wtorek o godz. 20.30 w Bełchatowie. - Z Piastem zrobiliśmy ważny krok w kierunku utrzymania, ale jeszcze te najważniejsze są przed nami. Złapaliśmy oddech, ale na pewno nie możemy się położyć i wyciągnąć nóg do góry. Cały czas musimy być w skipie, w naprężeniu (śmiech). Chcemy wygrać dwa ostatnie mecze i spokojnie się utrzymać w ekstraklasie - zapowiedział "Tryto".