Sport.pl

Malarczyk świętuje setkę golem. Ale Korona z Zawiszą nie wygrywa

Nie ma czwartego z rzędu zwycięstwa Korony. Kielczanie mogli z Zawiszą wygrać, ale mogli i przegrać... W efekcie sprawiedliwie podzielili się z bydgoszczanami punktami. Korona - Zawisza 2:2.
Dwie zmiany w wyjściowym składzie w porównaniu z wyjazdowym meczem z Lechią Gdańsk (2:1) przeprowadził trener Ryszard Tarasiewicz. Wymuszoną kartkową pauzą Pawła Golańskiego w defensywie - do składu wskoczył Brazylijczyk Leandro oraz w drugiej linii, gdzie na skrzydle Pawła Sobolewskiego zastąpił Michał Janota.

Korona, zgodnie z zapowiedziami Tarasiewicza, od początku starała się prowadzić grę, odważnie atakować. I już w 10. minucie kielczanie mogli fetować gola. Po wznowieniu z autu, Leandro dość szczęśliwie odegrał do Piotra Malarczyka, a kielecki wychowanek (w meczu z Zawiszą pełniący funkcję kapitana) przyjął i huknął z 25 metrów. Strzał "Malara" był idealnie mierzony i nie pozostawił żadnych szans Grzegorzowi Sandomierskiemu. Malarczyk w wyjątkowy sposób mógł zatem świętować swój jubileuszowy, setny występ w ekstraklasie.

Gospodarze mieli szanse na podwyższenie wyniku, lecz dwukrotnie dwie bardzo dobre okazje zmarnował Przemysław Trytko. Strzeleckie fatum 27-letniego napastnika trwa w najlepsze. Zamiast kolejnego trafienia dla Korony był gol dla gości... W ostatniej akcji pierwszej połowy kielczanie nie zachowali czujności przy rzucie rożnym Zawiszy - po wybiciu głową Malarczyka piłka spadła pod nogi Michał Masłowskiego, a kapitan bydgoszczan bez namysłu uderzył i pokonał zasłoniętego Vytautasa Cerniauskasa.

Tak niespodziewanie stracony gol na tyle zdezorganizował poczynaniami piłkarzy Tarasiewicza, że powrócić o gry nie pozwolił im nawet pobyt w szatni. Bo w 48. minucie Cerniauskas po raz drugi musiał wyciągać piłkę z siatki. W pozornie niegroźnej sytuacji Wagner zagrał w pole karne, a piłkę do własnej bramki skierował pechowo interweniujący Radek Dejmek, który próbował uprzedzić Rafaela Porcellisa. Konsternacja w szeregach kielczan trwała na szczęście jeszcze tylko przez chwilę, bo w 54. minucie z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał Sebastian Ziajka.

Gra w przewadze pozwoliła Koronie ponownie zacząć dominować. Gospodarze natychmiast ruszyli do odrabiania strat. Najpierw dobrą szansę (ponownie) zmarnował Trytko, po chwili nad poprzeczką huknął Vlastimir Jovanović. Ale już w kolejnej akcji piłka wylądowała w bramce Zawiszy. Po szybkim rozegraniu w szesnastce gości pozostawiony bez opieki został Nabil Aankour, Marokańczyk, mógł strzelać, lecz przytomnie podniósł głowę i znakomicie - podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków - obsłużył Olivera Kapo. Francuz z najbliższej odległości zdobył swego czwartego gola w Koronie. W 70. minucie powinien fetować trafienie numer pięć, ale po podaniu z lewej strony Jacka Kiełba fatalnie spudłował z czterech metrów.

Dążenia kielczan do zwycięskiego gola skomplikowały się jednak siedem minut później, gdy po faulu na Kamilu Drygasie po drugiej żółtej kartce murawę musiał opuścić Kyryło Petrow. I Zawisza w tej samej akcji był bliski powrotu na prowadzenie, bo strzał z rzutu wolnego Samuela Araujo wylądował na poprzeczce. Piłkę meczową miała w samej końcówce jeszcze Korona, ale Kapo przegrał bezpośredni pojedynek z nieźle dysponowanym w sobotni wieczór Sandomierskim.

Za tydzień - również w sobotę o godz. 18 - Korona podejmie w Kolporter Arenie GKS Bełchatów.

Korona Kielce - Zawisza Bydgoszcz 2:2 (1:1)

Bramki: Malarczyk (10.), Kapo (63.) - Masłowski (45.), Dejmek (48. samobójcza)

Korona: Cerniauskas - Malarczyk, Dejmek, Sylwestrzak, Leandro - Aankour, Jovanović Ż, Petrow Ż, Cz, Janota (46. Kiełb) - Kapo, Trytko

Zawisza: Sandomierski - Wójcicki, Strąk, Araujo, Ziajka Ż, Cz - Wagner (57. Ciechanowski), Goulon, Drygas (82. Łukowski), Masłowski, Carlos - Porcellis (87. Kadu)

Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Widzów: 5801.

Więcej o: