Korona znów walczyła. Emocjonujące 90 minut z Górnikiem [ZDJĘCIA]

Kielczanie walczyli jak za najlepszych czasów. W grze Korony było też wreszcie sporo jakości, ale wygrać znów się nie udało. 2:2 z Górnikiem.
Ostatecznie na odrobinę mniej eksperymentów, niż planował, zdecydował się trener "Pacheta". Pavol Stano zamiast w ataku pozostał bowiem na środku obrony, a na szpicy biegał Daniel Gołębiewski. Zapowiadane przez nas niespodzianki były jednak w drugiej linii: Vanja Marković jako drugi defensywny pomocnik i Marcin Trojanowski na prawym skrzydle. Obaj nie tylko debiutowali od początku, ale rozgrywali dopiero swój drugi mecz w ekstraklasie. Jose Rojo Martin ostatecznie również "przeprosił" się z Jackiem Kiełbem. Fatalna sytuacja kadrowa sprawiła, że "Ryba" znalazł się na ławce rezerwowych. Problem z wyborem meczowej "osiemnastki" najlepiej obrazuje zresztą fakt, że wśród rezerwowych znaleźli się gracze trzecioligowych rezerw pomocnicy Piotr Piwowar i Radosław Szmalec.

Korona od pierwszej minuty próbowała atakować. Kielczanie naładowani pozytywną energią starali się zepchnąć zabrzan do defensywy. I już w 5. min stanęli przed szansą objęcia prowadzenia. Zza pola karnego silnie przymierzył Trojanowski, piłkę z problemami odbił Pavels Stenibors, a bliski skutecznej poprawy był zamykający akcję Sergej Pilipchuk. Ale o ile w ofensywie gospodarze nieźle sobie radzili to wciąż przytrafiały im się dość proste błędy w defensywie. Zwłaszcza kiedy zabrzanie wychodzili z szybkimi kontratakami (z atakiem pozycyjnym Górnika Korona nie miała większych problemów).

I tak w 10. min po składnie i szybko wyprowadzonym ataku sam na sam ze Zbigniewem Małkowskim wybiegł Szymon Skrzypczak. Bezpośredni pojedynek z napastnikiem Górnika znakomicie jednak wygrał kielecki bramkarz. Po raz kolejny defensywa gospodarzy zaspała w 25. min, gdy znów zostawiła zbyt dużo wolnego miejsca przed własnym polem karnym, Łukasz Madej odegrał na 20. metr do Radosława Sobolewskiego, a ten bez przyjęcia przymierzył tuż obok lewego okienka bramki Małkowskiego. Mimo potknięć w obronie w pierwszej połowie Korona rozgrywała najlepsze 45 minut od meczu z Piastem Gliwice.

Po zmianie stron podopieczni "Pachety" wciąż przede wszystkim starali się rozważnie grać w defensywie, odpowiednio wcześnie rozbijać akcje Górnika i w miarę możliwości szukać okazji do szybkich ataków. Kielczanie mimo kilku okazji nie potrafili jednak w pełni sforsować obrony zabrzan. Dobrą okazję Korona stworzyła sobie dopiero w 70. min, kiedy po indywidualnej akcji do interwencji Steinborsa zmusił wprowadzony z ławki Kiełb. Górnik po przerwie długo nie miał wiele do powiedzenia przy Ściegiennego, ale w 72. min nieoczekiwanie wyszedł na prowadzenie. Po błędzie w kryciu w polu karnym Sergiej Mosnikov (Estończyk nieupilnowany przez Piotra Malarczyka) odegrał do Prejuce Nakoulmy, a reprezentant Burkina Faso mierzonym strzałem przy słupku nie dał szans Małkowskiemu. Odpowiedź Korony była jednak błyskawiczna. Zaledwie dwie minuty po trafieniu dla gości, kielczanie wyrównali! Lewą strona pognał Tomasz Lisowski, mocno odegrał przed "szesnastkę", do piłki dopadł Paweł Golański i mocnym uderzeniem pokonał Steinborsa. To już trzeci gol kapitana w tym sezonie.

Korona poczuła krew i poszła za ciosem. W 83. min Kiełb znakomicie obsłużył Pilipchuka, a ten bez problemów znalazł drogę do siatki. Radość podobnie jak wcześniej w przypadku zabrzan - trwała jednak zaledwie chwilę. Już w 86. min Górnik bowiem wyrównał. Kielczanie źle kryli przy rzucie rożnym i pozostawiony bez opieki Seweryn Gancarczyk po raz drugi pokonał Małkowskiego.

W poniedziałek (godz. 20.30) Korona gra w Gdańsku z Lechią.

Korona Kielce - Górnik Zabrze 2:2 (0:0)

Bramki: Golański (74.), Pilipchuk (83.) - Nakoulma (72.), Gancarczyk (86.)

Korona: Małkowski - Golański Ż, Malarczyk, Stano Ż, Lisowski - Trojanowski (59. Kiełb), Lenartowski, V. Marković (90. Sylwestrzak), Janota, Pilipchuk - Gołębiewski (67. Trytko)

Górnik: Steinbors - Olkowski, Augustyn (81. Łukaszewicz), Szeweluchin (28. Gancarczyk), Kosznik - Nakoulma, Sobolewski, Mączyński, Mosnikov, Madej - Skrzypczak (56. Zachara)

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 5000

Więcej o: