Grzegorz Piechna gorzko o Koronie: dobrze w tym klubie to już było

- Karnet mam dostać. To znaczy na razie dali wizytówkę, że jak będę chciał, to mam zadzwonić i wtedy dadzą. Ale to już coś, bo przez ostatnie lata to nikt nawet nie pytał, czy nie chcę na mecz przyjechać - mówi o Koronie jej były napastnik i najlepszy piłkarz 40-lecia Grzegorz Piechna.
Rozmowa z Grzegorzem Piechną

Maciej Sierpień: "Kiełbasa" wciąż dumą Korony.

- Grzegorz Piechna, piłkarz 40-lecia Korony: Wygląda na to, że chyba tak (śmiech). Miło, że ludzie jeszcze pamiętają. Bo przez ostatnie sześć lat to nie najlepiej z tym bywało. A chyba jestem człowiekiem, który coś dla tego klubu zrobił, parę bramek strzelił. Ale dumą Korony to trzeba nazwać przede wszystkim pana Krzysztofa Klickiego. Gdyby nie on, jego zapał i pieniądze, w Kielcach nie byłoby dziś ekstraklasy.

Wybrali pana kibice, a to chyba najcenniejsze wyróżnienie?

- I bardzo im dziękuję. Kibice w Kielcach zawsze byli wspaniali. A ja starałem odwdzięczać się im najlepiej jak mogłem na boisku. Gdy otworzono nowy stadion prawie na każdym meczu były pełne trybuny, fantastyczny doping. A dziś. Połowa miejsc świeci pustkami. Nie wiem z czego to wynika, ale wydaje mi się, że relacje na linii klub - kibice nie układają się najlepiej.

Nie tęskni się panu za tymi pełnymi trybunami, za wielkim futbolem?

- Oczywiście, że się tęskni. Ale takie jest życie. Raz są gorsze momenty, raz lepsze. Ja na brak tych dobrych nie mogę narzekać. Grałem w ekstraklasie, byłem królem strzelców, zdobyłem bramkę dla reprezentacji. Pewnie mogłem osiągnąć więcej, ale grzechem byłoby wybrzydzać. Dziś jestem z dala od tego dużego futbolu, ale strzelecką formę - proszę mi wierzyć - utrzymuję.

Nie brak opinii, że Piechna pomógłby Koronie jeszcze na boisku.

- A pewnie, że tak! To tylko kwestia odpowiednio przepracowanego okresu przygotowawczego. Jak popatrzyłem na prezentacji zespołu, na niektórych zawodników, to powiem panu, że gorszy na pewno bym nie był. Ale ja się Koronie nie narzucam. Oni mają teraz swoją filozofię. Wziąłem do ręki folder przed meczem ze Śląskiem i czytam, że kierownik drużyny ma swojego asystenta. Za głowę się złapałem! Gdzie tak jeszcze jest? Dawniej był "Pawka" [Paweł Wolicki - przyp. red.] i wszystko było gotowe na czas. A teraz asystentów pozatrudniali. I mówią, że w klubie nie ma pieniędzy? Choć pewnie, gdybym ja grał to przynajmniej więcej ludzi zaczęłoby znowu przychodzić na mecze (śmiech).

W 2008 roku był pan bardzo bliski powrotu do Korony.

- Gdy odchodziłem do Rosji to powiedziałem, że jak będę wracał do kraju, to tylko do Korony. Bo to jest mój klub. I były prowadzone rozmowy, ale wtedy dyrektorem sportowym był pan Janas, który chyba nie specjalnie za mną przepadał i temat upadł. Później była jeszcze jedna szansa, ale powiedziono mi, że priorytetem są inni zawodnicy, ale jak z nimi się nie dogadają to zadzwonią i wezmę mnie. To ja za taki układ dziękuję. Trochę dla tego klubu zrobiłem i chciałbym, żeby mnie poważnie traktowano.

Widzi się pan w Koronie w innej roli niż jako piłkarz?

- Pewnie. Mógłbym pomagać szkolić młodzież, wyszukiwać zawodników do drużyny. Cokolwiek. Wiem, co powinien mieć rasowy napastnik i na pewno takiego bym znalazł. Ale to Korona musi się do mnie zgłosić. Ale wie pan co? Chyba teraz to nie widzę się w tym klubie, z ludźmi którzy tu pracują. Z tymi wszystkim asystentami, dyrektorami. W Koronie jest mnóstwo różnych osób, ale mało kto naprawdę zna się na piłce. Za czasów pana Klickiego to byli fachowcy. Czytam, że ma być nowy sponsor. Szczerze? Nie wierzę w to. Chyba tylko po to ta cała informacja, żeby radni pieniądze znów dali. Z takimi ludźmi ten klub nie pójdzie do góry. Niestety dobrze w Koronie to już było.

A sportowo jak pan ocenia dzisiejszą drużynę?

- Z tego co widziałem na prezentacji, to nie mają jakoś super mocnego składu. Policzyłem 14-15 ludzi "do gry" i reszta tylko na uzupełnienie. Albo bardzo młodzi, albo tacy, którzy dopiero będą się uczyć ekstraklasy. Ale na szczęście ta drużyna ma swój charakter i mam nadzieję, że sobie poradzi. Ważny będzie początek sezonu. Jeśli wygrają ze Śląskiem to powinno zaskoczyć. Żeby tylko nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego sezonu, gdy przegrali trzy mecze i już prawie do końca byli w ogonie tabeli.

Można porównać obecną Koronę z zespołem z pana czasów?

- Trudno. Wtedy mieliśmy wielką drużynę, graliśmy piękną piłkę, najlepszą w lidze. Piłeczka chodziła od nogi do nogi, mnóstwo goli strzelaliśmy. Drużyna trenera Ojrzyńskiego gra inaczej. Ale ważne, że ma swój styl. Nasza ekipa była jednak lepsza.

Wybiera się pan na mecz ze Śląskiem?

- Karnet ponoć mam dostać. To znaczy na razie dali wizytówkę, że jak będę chciał to mam do kogoś zadzwonić i wtedy dadzą. Ale to już coś, bo przez ostatnie lata to nikt nawet nie zapytał, czy nie chciałbym na mecz przyjechać. Nawet żeby jeden bilet dostać był problem. Szkoda, że Korona nie szanuje swoich byłych zawodników. I to wcale nie chodzi o mnie, ale jest mnóstwo chłopaków, wielu z Kielc, którzy kiedyś zostawili tu zdrowie, a teraz nikt o nich nie pamięta. W innych klubach jest inaczej, nie wiem czemu w Koronie tak się dzieje.

Zaczęliśmy rozmowę od wyjątkowo miłej dla pana okoliczności, ale kończymy gorzko..

- Przez ostatnich sześć lat gryzłem się w język, żeby za dużo nie powiedzieć, ale może przyszła pora wyrzucić ten cały żal. Pyta pan, to odpowiadam jak jest, co czuję. Wszyscy myślą, że Korona to taki idealny, poukładany i profesjonalny klub. Kiedyś tak było. Dziś to wcale nie jest taki rarytas.

A "Kiełbasa" co dziś robi?

- Zaraz jadę do firmy tradycyjnie pomóc przy rodzinnym biznesie, a potem mamy zbiórkę w klubie, bo po południu gramy w Pucharze Polski z Chrobrym Głogów [Piechna w barwach trzecioligowej Lechii Tomaszów Mazowiecki - przyp. red.]. Może coś strzelę (śmiech). Formę utrzymuję w każdym razie cały czas. Okienko transferowe przecież do końca sierpnia. Może Korona zadzwoni?

Skomentuj:
Grzegorz Piechna gorzko o Koronie: dobrze w tym klubie to już było
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX