Sport.pl

UMKS chce wyzwolić moc w domu. I powtórzyć Piaseczno

UMKS w starciach u siebie może uratować pierwszą ligę. Zadanie jest jasne, ale bardzo trudne - kielczanie muszą jeszcze dwa razy pokonać faworyzowany Znicz Pruszków.


Podopieczni Rafała Gila w nieco podobnej sytuacji byli w maju ubiegłego roku na drugoligowych parkietach. Wtedy też w finałowym starciu play-off z PWiK Piaseczno nikt na nich nie liczył. I także udało im się wygrać jeden z dwóch pierwszych pojedynków wyjazdowych. A potem dopięli swego we własnej hali.

Teraz na początek rywalizacji o utrzymanie klasę wyżej udało im się wywieźć jedno zwycięstwo z Pruszkowa. I tak ciągle czeka ich nie lada sprawdzian, bo - by świętować - muszą jeszcze zrobić to dwa razy. Najlepiej przy dwóch okazjach w domu, ale w tym sezonie (nie tylko w porównaniu do ubiegłego) w hali przy ul. Żytniej 1 spisują się o wiele słabiej. W rundzie zasadniczej odnieśli u siebie zaledwie trzy zwycięstwa w piętnastu meczach. - To niestety był paradoks, że nieco lepiej spisywaliśmy się dotąd na wyjazdach. Mam jednak nadzieję, że to już przeszłość, że tym razem nasza hala i publiczność będą naszym szóstym zawodnikiem i pomogą uzyskaniu upragnionego celu - przyznaje Damian Tokarski, rozgrywający UMKS-u.

Kielczanie zapowiadają, że psychicznie są mocni, mimo skali wyzwania wierzą w sukces. Zapomnieli już, że pierwszym meczu w Pruszkowie przegrali dotkliwie (zaledwie 23 punkty na koncie), a wyznacznikiem ich dyspozycji ma być postawa w rewanżu (71:64). - Potrafiliśmy się podnieść po blamażu, pokazaliśmy charakter i to dało nam power do walki. Wszyscy jesteśmy bardzo zmotywowani, by uratować I ligę dla Kielc. Trzeba jednak pamiętać, że Znicz będzie równie mocno zdeterminowany - dodaje Tokarski.

Początek obu weekendowych meczów w hali przy ul. Żytniej o godz. 17.30. Ewentualny piąty pojedynek w środę w Pruszkowie.

Więcej o: