Shihan Borowiec. Nauczyciel, który nie chce być ichigeki

- W moim słowniku nie ma słowa ja, zdecydowanie wolę bardziej my. Tak działam, wszystko zbudowałem z teamem - mówi Krzysztof Borowiec, prezes organizującego mistrzostwa Europy w Kielcach Kieleckiego Klubu Karate Kyokushin oraz prezes honorowy Polskiej Federacji Karate Shinkyokushin.
Nawiązuje w ten sposób do japońskiej filozofii, w której liczy się tylko bycie "ichigeki", czyli pierwszym, jedynym. Wspierający lidera, stojący za nim i współpracujący są już na drugim planie.

Kończący niespełna dwa tygodnie po ME 57 lat Borowiec indywidualistą jest tylko w jednym. - Zająłem się karate, bo leżało to w moim charakterze. Uwielbiam wyłącznie sporty indywidualne - jak wygrywam, to tylko moja zasługa, jak przegrywam, wyłącznie moja wina - tłumaczy. Choć do kyokushin nie trafił od razu - zaczynał jako judoka w kieleckiej Lechii (był wielokrotnym mistrzem okręgu juniorów i seniorów). Dyscyplinę zmienił w wieku 20 lat, gdy w drugoligowym wtedy klubie nie było już praktycznie żadnych pieniędzy. Ćwicząca na Politechnice Świętokrzyskiej grupa pasjonatów postanowiła założyć klub karate. Długo nie było na to zgody. - Musiałem użyć fortelu, udało mi się zyskać poparcie wpływowych urzędników to inni, którzy o tym decydowali przecież nie mogli jej nie dać - uśmiecha się. Tak powstał KKKK. Jego pierwszym prezesem został nieżyjący już wiceprezydent Kielc Marek Piotrowicz. Borowiec był drugim i doprowadził do tego, że obecnie w województwie kyokushin ćwiczy regularnie ok. 1200 osób. KKKK ma ponad 40 filii w różnych miejscowościach, a w samych Kielcach 17. - Jak zaczynałem, to marzyłem, jak każdy zauroczony karate, by samemu posiadać czarny pas. Teraz tych, który posiadają stopnie mistrzowskie, obok mnie jest 50! Stało się to w jakimś sensie za moją namową, ale podkreślam - nie budowałem tego sam, ale z ludźmi. Zespół mam świetny i nie boję się żadnych wyzwań - mówi.

Takim z pewnością jest organizacja największej imprezy w historii klubu, jaką są mistrzostwa Europy open. - Wymarzyłem sobie te zawody, bo - choć tego nie akcentujemy specjalnie - zbiegają się też z naszym jubileuszem [KKKK istnieje już 35 lat - przyp. red.]. A nie było łatwo. Zostaliśmy dokładnie sprawdzeni przez europejską federację. Zarząd zasięgnął opinii na nasz temat, ale my jesteśmy już znani i w Polsce, i w Europie. Na swoją renomę pracowaliśmy sumiennie przez całe lata - zaznacza Borowiec. Tak jak on sam. Już blisko 30 lat ma czarny pas, przez 17 lat był trenerem kadry narodowej, przez ostatnie 14 - posiadaczem 4. dana. Do tego roku, kiedy to osobiście prezydent WKO Kenji Midori nominował go na 5., z czym wiąże się tytuł shihana (nauczyciela). W Polsce jest ich ledwie czterech. Przy okazji ME w Kielcach ma zostać oficjalnie uhonorowany. - Namawiają mnie, ale do końca nie wiem, czy to potrzebne. Udało się, bo otoczyłem się właściwymi osobami - uśmiecha się.

Jakie ma plany na kolejne lata z KKKK? - Marzy mi się, żeby jak spojrzę wstecz, zobaczyć ten kawał dobrej roboty, żeby jak to już zostawię i będę starszym panem z laseczką (lub bez), być spokojnym, że karate będzie się rozwijało. Móc powiedzieć" "jest fajnie, wszystko w porządku" - mówi. I po chwili dodaje: - I jak te mistrzostwa nam wyjdą, a jestem przekonany, że z tymi ludźmi tak będzie, to postarać się kiedyś o Puchar Świata dla Kielc. I dopnę swego! Mam wiele wad, ale też jeden plus - działam długofalowo i jestem wytrwały. Naprawdę wytrwały w działaniu.